JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak wygląda multikulturalizm i dlaczego zawsze kończy się w getcie?

101 174  
511   177  
Odwiedziłem kilka miejsc na świecie i zauważyłem kilka powtarzających się schematów…


Multi-kulti to bardzo aktualny temat na ustach aktywistów maści wszelakiej. Zakładają oni, że kraj idealny, to kraj, w którym łączą się i mieszają ze sobą ludzie wszelakich nacji, a żadna z nich nie jest traktowana gorzej, czy lepiej od pozostałych. W takim kraju mieszkalibyśmy w bloku z jednym Rosjaninem, Ukraińcem, Niemcem, Francuzem, Brytyjczykiem i Szwedem, bylibyśmy dla siebie zwyczajnie mili i w ogóle by nas nie ciągnęło do żarcików z naszych sąsiadów, a przyzwyczajenie do naszych narodowych symboli i historii wsadzilibyśmy sobie w buty, bo to by w nowym społeczeństwie nie było potrzebne.

To tyle względem marzycielskiej definicji kraju „idealnego”.

Narodowości jednak skądś się wzięły

Nie jest przypadkiem, że świat podzielony jest na różne narodowości, posługujące się różnymi językami, z różną religią, kulturą, czy nawet z przeważającą częścią jakiegoś koloru skóry w danej społeczności. Skąd to się wzięło? Dla większości z nas nie będzie to żadną zagadką: po prostu się różnimy.

To w jakim miejscu się urodziliśmy kształtuje nas na wielu płaszczyznach. W jednym miejscu jest gorąco, więc ubieramy się inaczej i po południu lubimy zrobić sobie sjestę, w innym miejscu całe nasze życie będzie obracało się wokół mórz i połowu ryb, w innym miejscu wokół górnictwa czy rolnictwa. To wpływa nie tylko na to jak się zachowujemy, ale nawet na to jak wyglądamy.

Dziś przeważnie mieszkamy w miastach i większość z nas miała, naszym zdaniem, ciekawsze perspektywy na życie, niż zaczęcie i skończenie w polu, czy przy rybołówstwie. Pewnie dlatego wydaje się nam czasem, że stare schematy są już po prostu nieaktualne. Nic bardziej mylnego.

Fajnie spotkać Polaka

Dużo podróżuję i często jest tak, że spotykam za granicą Polaków. W miejscach bardzo turystycznych jest ich tak dużo, że nawet nie zwraca się na to uwagi. Są też sytuacje, w których człowiekowi nawet wstyd się przyznać, że też jest Polakiem. Jak po meczu Real Madryt – Legia Warszawa w październiku 2016, kiedy to na dość pustej promenadzie jednej z nadmorskich hiszpańskich miejscowości z dala dało się słyszeć nieszczególnie trzeźwe i nieszczególnie kulturalne grupy stołecznych kibiców.

Abstrahując jednak od tych ekstremów – jeśli spotka się rodaka w miejscu, w którym najmniej się tego spodziewamy, to jest zwyczajnie miło. Od razu nawiązuje się jakaś nić porozumienia między krajanami. Spowodowane jest to tym, że odnajdujemy w sobie kolejne pierwiastki, które nas łącza, więc z miejsca jesteśmy sobie bliżsi. Nie jestem mistrzem ani fanem small-talku, ale gdzieś na dalekiej górskiej grani, gdzie w ogóle nie spodziewałbym się spotkać człowieka, a tym bardziej Polaka, nawet rozmowa o pogodzie i „z jakiego miasta jesteście” jest czymś wspaniałym i przyjemnym.

Emigracja

Jesteśmy, jako Polacy, najlepszym przykładem emigracji wszelakiej. Szacuje się, że jest nas około 60 mln, z czego tylko 36 mln mieszka w Polsce. Lwia część z nas, z osób czytających ten artykuł, była kiedyś na emigracji i schemat przeważnie jest podobny. Jedziemy za granicę, ale jedziemy do Polaków, którzy załatwią nam pracę, z którymi na miejscu mieszkamy etc etc. Od reguł są oczywiście wyjątki, ale nawet grupy, które wyemigrowały dziesiątki lat temu, wciąż często trzymają się razem.

„Ciągnie swój do swego”

To powiedzonko ma w sobie wiele mocy. Lubimy się za to, że jesteśmy „swoi”. Łatwo zbijamy się w grupki, łatwo tworzymy nasze miejscowe „rodziny”, w których mamy wsparcie. Starsza Polonia pamięta czasy, w których od tego uzależnione było życie za granicą. Bo rodacy przekazywali sobie różne ważne informacje na temat załatwiania dokumentów, pracy itd. Dziś jest nieco łatwiej, bo możemy z komórką w ręku i portfelem w kieszeni wylecieć w niemal każde miejsce na ziemi, nauczyć się języka i załatwić swoje sprawy. Mimo wszystko stary schemat się powtarza. Bo jednak „ciągnie swój do swego”! Oczywiście znów – wyjątki. Jest sporo osób, które doskonale znając miejscowy język po prostu wsiąkają w dane miejsce i nie utrzymują kontaktu z Polakami, lub wcale ich nie mają, bo 1) są już z drugiego pokolenia imigrantów 2) w ogóle nie mieli za dużo kumpli w Polsce, więc i za granicą nie szukają konkretnie Polaków.

Kraje ksenofobiczne

Często mówi się o tym, że Polska to kraj ksenofobiczny. Oczywiście zdarza się, że ktoś tam krzyknie „Polska dla Polaków”, czy pobije kogoś za to, że używa języka niemieckiego, czy że mniejszość cygańską we Wrocławiu trzyma się na jednym osiedlu, a w Warszawie np. mniejszość tajwańska okupuje określone miejsca miasta i raczej nie miesza się z Polakami, tylko grzecznie robi swoje interesy i nikomu nie rzuca się w oczy. Brzmi jak ksenofobia? Tylko częściowo i pozornie.

Agresja wobec innych nacji jest jak najbardziej ksenofobiczna, ale myślę, że w naszym kraju to jest naprawdę margines zachowań i to, nie ukrywajmy, margines społeczny.

Kraje liberalne i otwarte

Za przykład takich krajów podaje się przede wszystkim Kanadę, a w Europie np. Holandię. Te kraje podawane są jako wzory multikulturalizmu i część z nas myśli o nich według schematu jaki przedstawiłem na początku tego arta, że ludzie tam mieszają się ze sobą, w każdej firmie pracuje ze 30 różnych narodowości, swoi wcale nie ciągną do swoich, tylko bardzo chętnie przesiąkają wszystkimi dostępnymi folklorami i takie tam bzdety.
Te kraje oczywiście są liberalne i bardzo chętnie zapraszają do siebie inne narodowości, ale spójrzmy jak to wygląda w praktyce, bo raz zostałem doszczętnie zabity pytaniem zadanym mi przez jedną Kanadyjkę w Amsterdamie:

– Hej, a macie tu getta?

Byłem absolutnie zbity z tropu i musiałem dopytać kilka razy, bo zdawało mi się, że nie rozumiem pytania, ale w końcu musiałem potwierdzić.

– Tak, mamy getta.

Toronto

To ogromne miasto i doskonały przykład multikulturalizmu. Połowa mieszkańców Toronto to imigranci. Mamy więc doskonałą sposobność, by obejrzeć jak wzorowe multikulti działa.

Miasto podzielone jest na nieformalne, a w niektórych miejscach formalne dzielnice. Jest tam dzielnica chińska, w której mieszkają niemal sami Azjaci, jest dzielnica włoska, polska, itd itp. Właśnie te miejsca nazywane się przez Kanadyjczyków „gettami”, bo są to miejsca, w które się nie chodzi, bo i nie ma po co, a mieszkańcy tych miejsc też trzymają się raczej ze sobą.


Całkiem niedaleko znajduje się miasteczko Brampton, którego część żartobliwie nazywana jest przez Kanadyjczyków „BrownTown” – bo mieszkają tam niemal sami murzyni. Całkiem przy okazji jest to też miejsce bardzo niebezpieczne, w którym nikt biały nawet nie chce mieszkać – co jest oczywiście zbiegiem okoliczności, bo nie jesteśmy rasistami. Wiadomo. Kanadyjczycy też rasistami nie są, są bardzo liberalni i otwarci, więc mówią otwarcie „Brampton to miejsce, w którym nie chcesz się znaleźć”.

W niesamowicie liberalnej i otwartej na multi-kulti Kanadzie, jak widać, tworzą się nowe „getta”, enklawy, całe dzielnice i miejscowości zgodnie z podziałem na narodowości, czy rasę. To zupełnie naturalny proces, bo jak wcześniej już wspomnieliśmy ciągnie swój do swego.

Amsterdam i okolica

To kolejne bliźniaczo podobne do Toronto miejsce. Mieszańcy nazywają jedną z części tego miasta „Murzynowem”, a całkiem oficjalnie na mapach figuruje np. Indische Buurt, czyli dzielnica hinduska. Raczej niewielu jest tutaj Polaków, ale wystarczy skoczyć do Hagi, by zobaczyć całe polskie osiedla i sklepy takie jak Żabka czy Biedronka.

Sytuacja i w Holandii, i w Kanadzie wygląda tak samo. Wchodząc do każdej z takich dzielnic od razu przenosimy się do innego kraju. Nagle wszyscy wyglądają trochę inaczej od autochtonów, ale podobnie do siebie, na chodnikach mamy inną kulturę, inne sklepy, inną kuchnię, dzieci bawią się w inne gry i krzyczą do siebie w innym języku.

Przypadek? Nie sądzę.

Proces jest absolutnie powtarzalny i tak naturalny, że nie da się w żaden sposób mu zaprzeczyć, ani próbować w niego nie wierzyć. Prawdziwa wielokulturowość z encyklopedycznej definicji jest właśnie tym, co mamy we wspomnianych dwóch miastach.

Wielokulturowość – idea i model społeczny, według której społeczeństwo powinno cechować się występowaniem grup o różnym pochodzeniu i wyznających odmienne systemy normatywne

Wielokulturowość jest pozwoleniem na to, by kolejne grupy narodowościowe i etniczne tworzyły sobie swoje małe „getta”. To naprawdę fajna idea, ale nie oszukujmy się, że nagle wszyscy będą spółkować ze wszystkimi. Multi-culti prowadzi właśnie do takich podziałów, do tworzenia zamkniętych społeczności wewnątrz innych społeczności. Ludzkiej natury nie oszuka się żadną uchwałą, ustawą, ani demonstracją. Będziemy ciągnąć do swoich bez względu na to w jakim kraju się znajdziemy. To nie jest żadna ideologia, żadna ksenofobia, żaden rasizm, tacy już po prostu globalnie jesteśmy, że bardziej lubimy być wśród tych, z którymi łączy nas więcej wspólnych cech.

Ciężko w takim przypadku mówić, że „imigranci asymilują się ze społeczeństwem” jeśli wiemy już, że większość z nich będzie asymilować się tylko wewnątrz swojej grupy etnicznej. Dla najprostszego przykładu: znam kilka osób urodzonych i wychowanych w Polsce, które mieszkają za granicą już po 20 i więcej lat, a w dalszym ciągu nie znają dobrze lokalnego języka. Bo nie muszą. Po co więc się męczyć? – pewnie myślą sobie.

Tu nie może być więc mowy o żadnym "ubogacaniu kultury".

Podsumowując

Powtórzmy to raz jeszcze: piękne multi-culti, w którym wszyscy się kochają i nikt nie zwraca uwagi na czyjąś narodowość to po prostu pierdoły, których nie powtórzy się we wspomnianych „gettach”. Multikulturalizm może istnieć i sprawnie działać, ale w efekcie wygląda tak jak w Toronto i Amsterdamie, czy nawet w Warszawie, a nie tak jak w przeidealizowanych opowieściach co po niektórych aktywistów.

Warto o tym pamiętać, by nie dać się oszukać pięknym, ale nieprawdziwym ideom.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Oglądany: 101174x | Komentarzy: 177 | Okejek: 511 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało