Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Przypadek śmierci braci Collyer nabierał rumieńców z każdą godziną śledztwa

63 753  
350   47  
Policjanci nie wierzyli w to co widzą, ale przede wszystkim nie popisali się watsonowską dedukcją...


Nieprzeciętni zbieracze

Bracia Collyer cierpieli na patologiczne zbieractwo - znani byli z tego, że kolekcjonowali wszystko co wpadło im w ręce i znosili to do swojego domu w Nowym Jorku.

W sąsiedztwie byli znani z tego, że zachowują się dziwnie, a ich dom sprowadza na okolicę zagrożenie pożarem, rozprzestrzenieniem się szczurów, robali i zwyczajnym smrodem nie do zniesienia.

Na punkcie swoich "kolekcji" mieli niezłego bzika i bardzo zależało im na tym, żeby nikt im w zbieractwie nie przeszkadzał, a ich psychiczne odchylenie spowodowało też, że we własnym domu poustawiali szereg pułapek na intruzów. Moglibyśmy wyobrazić to sobie jak skarbiec faraona, do którego nawet jakiś Indiana Jones miałby problem wejść, bo na każdym kroku coś chciałoby go zabić.

Posiadali ogromną wiedzę - leczyli ślepotę

Ciekawa rzecz wydarzyła się w czasie, w którym Homer, jeden z braci, po ciężkim reumatoidalnym zapaleniu stawów został sparaliżowany, a później nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności oślepł. Odmówił leczenia, a jego brat udzielił wywiadu, w którym powiedział m.in.:

Proszę pamiętać, że jesteśmy synami lekarza. W domu mamy zbiór 15 000 książek medycznych. Postanowiliśmy, że nie będziemy wzywać lekarzy. Rozumie pan, wiemy zbyt dużo na temat medycyny.

Dzięki tej wiedzy Homer spędził kawał życia na diecie składającej się z ciemnego chleba, masła orzechowego oraz 100 pomarańczy tygodniowo. Dieta zorientowana na wyleczenie ślepoty Homera przyniosła niemałe korzyści, ale tylko producentom cytrusów.

21 marca - zgłoszenie

Tego dnia anonimowy informator zadzwonił na policję z informacją, że w domu braci Collyer najpewniej znajdują się zwłoki, bo smród stęchlizny jest nie do zniesienia i rozpościera się po całej okolicy. Policjanci dobrze znali ten adres i jego problemy ze smrodem, więc wysłali tylko zwykły patrol.

Patrol zjawia się na miejscu

Policjant, który postanowił sprawdzić sytuację stanął przed drzwiami wejściowymi. Nie było tam dzwonka, czy domofonu, drzwi nie miały klamki, ani kołatki, a nawet zwykłe pukanie wyglądało na zepsute, bo nie działało.

Rozbity lufcik do piwnicy wyglądał obiecująco, jednak okazało się, że wszystkie okna zabezpieczone są kutymi kratami.

Początek akcji ratunkowej

Na miejscu sformowano oddział ratunkowy składający się początkowo z siedmiu mężczyzn, którzy wyważyli drzwi i weszli do mieszkania. Pamiętajmy w tym punkcie, że wesołe wariaciki Collyer zastawiały pułapki na intruzów, więc ratownicy znaleźli się w bardzo dziwnym systemie sznurków i niewidocznych zapadek, które uruchamiały np. reakcję łańcuchową zawalającą intruza wcześniej wspomnianą kolekcją 15 000 książek medycznych. Może nie całą na raz, ale sam dział takich chorób zakaźnych mógłby być wystarczająco przytłaczający.

Do większych wypadków na szczęście nie doszło, bo trzeba pamiętać o tym, że bracia Collyer cierpieli na mocne oderwanie kory mózgowej od rzeczywistości i ich ruchy wcale nie były takie sprytne jak im się wydawało.

W dużym wejściowym hallu znajdowały się: składane łóżka, krzesła, cała ściana gazet poukładanych jedna na drugiej aż pod sam sufit, drewniane skrzynki, niesprawna prasa do winogron, pół maszyny do szycia i masa innego śmiecia.

Po pewnym czasie jednemu z policjantów udało się przecisnąć od zewnątrz do jednej z sypialni na piętrze. Znaleziono w niej m.in.: pudła, gazety, ramę dziecięcego wózka, pakiet starych parasoli i martwego Homera (to ten sparaliżowany i niewidomy). Tutaj akcja mogłaby się zagęścić i przybrać rumieńców w klimacie gore, bo notatka policyjna mówi o tym, że jego głowa spoczywała na jego kolanach, ale spokojnie, do okrutnego morderstwa i dekapitacji nie doszło, gość po prostu tak jak siedział kopnął w kalendarz i klepnął twarzą do przodu. Nic się nie stało, proszę się rozejść.

No może się stało - wynoszenie śmieci zajęło ratownikom 5 godzin, a z hallu nawet nie dokopali się do żadnych drzwi, gdyby nie wślizgnięcie się przez okno, to pewnie kopali by do dziś.

Stwierdzenie zgonu - dalej 21 marca

Policyjny koroner potwierdził tożsamość Homera i orzekł, że ten zmarł około 10 godzin wcześniej z powodu wygłodzenia i choroby serca.

Policjanci początkowo stwierdzili, że anonimowym informatorem był brat Homera, Langley. Według pierwszego szkicu całej sytuacji założono, że Langley zadzwonił na policję i uciekł z domu zanim patrol zjawił się na miejscu. Parę dni później ktoś widział Langleya wsiadającego do autobusu do Atlantic City.

Zorganizowano obławę, a dzięki rysopisowi i informacji na ten temat w prasie policjanci szybko dostali zgłoszenia od osób, które Langleya widziały. W 9 różnych stanach. Na raz. No i w żadnym nie udało się go złapać.

1 kwietnia - Pogrzeb Homera

Kiedy Langley nie zjawił się na pogrzebie swojego brata policja zaczęła coś podejrzewać. Już pewnie widzicie, że od 21 marca coś się w tej historii nie klei, bo przecież po paru godzinach od śmierci ciało nie wydaje z siebie gnilnych gazów żrących nosy sąsiadów, którzy dzwonią na policję podejrzewając, że obok nich zamieszkał trup.

Tak więc policjanci wpadli wreszcie na ten pomysł:


A może Langley nie żyje!



1 kwietnia - Wznowienie akcji w domu braci Collyer

Policja na nowo zaczęła przeszukiwać dom i wynosić z niego kolekcje. Na chodniku wylądowało 3000 książek, w tym kilka nieświeżych telefonicznych, szczęka konia, fortepian Steinway (najwyższej klasy sprzęt), aparat rentgenowski(!), kolejne pierdyliony gazet itd...

Szacuje się, że pracy policjantów przyglądało się nawet 2000 osób.

8 kwietnia - Znaleziono zwłoki Langleya

Po wyniesieniu blisko 90 ton rzeczy z mieszkania, znaleziono w końcu to, czego szukano. Zwłoki Langleya znajdowały się dosłownie 3 metry od miejsca, w którym 18 dni wcześniej znaleziono Homera.

Daje to obraz tego, jak wielki pierdolnik panował w domu braci Collyer, ale jeszcze bardziej znamienne niech będzie to, że zgodnie z wynikiem śledztwa:

Przyczyna i data śmierci Langleya

Policyjni specjaliści orzekli, że w przybliżeniu Langley zmarł 9 marca(!). Po wnikliwej analizie śledczy odkryli, że opiekujący się swoim sparaliżowanym bratem Langley chciał zanieść mu jego codzienną porcję zdrowotnych pomarańczy i masła orzechowego i przeciskał się przez tunel. Okazało się bowiem, że między zagraconymi pokojami nie było swobodnych przejść, ale istniał system tuneli, którymi można się było między nimi przeczołgać. Podczas jednej z takich eskapad Langley wpadł w zastawioną przez siebie pułapkę i został przygnieciony ciężkimi walizkami, które go udusiły.

Tym niesamowitym akcentem kończy się przygoda braci Collyer, ale nie kończy się ich sława.

Koniec śledztwa, proszę się rozejść.

Wszystko wydarzyło się w 1947 roku, a przez kolejne dekady słów Collyers brothers używały mamy, widząc Sajgon w pokoju swoich dzieci. To określenie również wpadło do słownika strażaków, którzy w ten sposób określali (i częściowo do dziś określają) miejsca, które ze względu na nieziemski pierdolnik stwarzają zwiększone zagrożenie pożarowe.

Na koniec galeria REAL FOTO z akcji:




















Źródła: 1, 2, 3, 4,

Oglądany: 63753x | Komentarzy: 47 | Okejek: 350 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało