JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak producenci gier komputerowych bezczelnie plagiatowali prace twórcy "Obcego"

68 271  
168   27  
„Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, podobnie jak i kolejne części dzieła pobudziły wyobraźnię nie tylko filmowców, którzy taśmowo zaczęli kręcić produkcje o bardzo podobnej fabule do oryginału Ridleya Scotta.


Natchnienie poczuli też twórcy rozwijającej się w latach 80. i 90. branży gier komputerowych. Dziś, kiedy artyści pazurami bronią swoich praw autorskich, takie „inspiracje” by nie przeszły.

Alien Breed

Przenieśmy się do czasów, kiedy w kategorii domowych komputerów niepodzielnie królował bezwzględny pożeracz niebieskich dyskietek, królowa wśród 16-bitowych maszyn – Amiga. To na tej platformie śmigała gra pt. „Alien Breed”. Team 17, czyli studio stojące za stworzeniem wydanej w 1991 roku strzelanki 2D nawet nie starali się specjalnie ukrywać nawiązań do filmowej serii, co widać nie tylko po tytule, grafice widocznej na pudełku, a przede wszystkim po wyglądzie hord bestii atakujących głównego bohatera.


Trzeba jednak uczciwie przyznać, że gierka ta była wyjątkowo miodna i żaden z małoletnich graczy nie wnikał, czy jej twórcy kiedykolwiek weszli w posiadanie praw do wykorzystania wizerunku obcego. Łącznie powstało 9 części tej produkcji, w tym stosunkowo niedawno – całkiem niezłe wersje na smartfony.


The Astyanax

W tę grę, znaną też niekiedy pod nazwą „The Lord of King” mieli okazję ponaparzać posiadacze Pegasusów i innych klonów Famicoma. To klasyczna, umiejscowiona w bajkowym świecie, zręcznościówka, w której wcielamy się w blondwłosego, napompowanego syntholem mięśniaka prącego do przodu i zabijającego wszystko co wejdzie mu pod topór.


Większość lokacji bardziej przypomina obrazki z przesłodzonych krain żywcem wyjętych z baśni, czy kiczowatych powieści fantasy. Dopiero ostatnia plansza, znana jako „Womb Level” przenosi graczy wprost do koszmarnych wizji H.R. Gigera. Twórcy tej gry poszli tu na całość, bezczelnie zżynając całe obrazy tego autora. Oprócz biomechanicznych istot w tle, mamy tu też skopiowane takie elementy, jak jaja obcego, facehuggery, a nawet królową obcych, która robi tu za finalnego bossa!


Streets of Rage 2

Na konsolę Sega Mega Drive, w 1992 roku wydane zostały dwie części modnych w tamtym czasie gier typu beat’em up, czyli takich, w których głównym zadaniem gracza jest łażenie po planszy i branie udziału w ulicznych bójkach.


Niektóre poziomy przenoszą bohaterów do dziwnego świata, w którym zamiast blokowisk podziwiać możemy reprodukcje obrazów Gigera.


Contra

Wystarczyło wpukać tak zwany Konami Code, aby dostać 30 żyć. Tyle zazwyczaj wystarczało, aby przejść całą „Contrę”. Chociaż pewnie wśród was znajdą się tacy mistrzowie, co to skończyli tę grę na jednym życiu, trzymając pada stopami i jednocześnie dziergając sweterek na drutach.


Również tu, a także i w kolejnych częściach oraz wariacjach tej kultowej gry, początkowe plansze nie sugerują tego, co będzie się działo, kiedy nasi bohaterowie zapuszczą się nieco dalej w swej misji. Czego tam nie znajdziemy? Od skopiowanych z prac Gigera ornamentów, przez obcego, w praktycznie każdym stadium rozwoju, aż po wielką, skrzydlatą (!) królową.


No i jeszcze ta pani z plakatu reklamującego pierwszą „Contrę”. Tak wyglądałaby córka z przelotnego związku Elen Ripley z Johnem Rambo.


Teenage Mutant Ninja Turtles: Turtles In Time

Kiedy każdy małolat jarał się kreskówką o zmutowanych, jedzących pizzę, żółwiach, co to poznały techniki wschodnich sztuk walk dzięki naukom Splintera - przerośniętego szczura pana Miyagi, firma Konami posiadająca prawa do wykorzystania wizerunku tych serialowych postaci wydała całą serię gier o tych walecznych gadach. Jedną z nich była przeznaczona na platformę Super Nintendo „Teenage Mutant Ninja Turtles: Turtles In Time”.


Jak przystało na większość tego typu dzieł, także i tu trzeba było brnąć przed siebie i bezlitośnie tłukąc w klawisze zamieniać wrogów w sałatkę siekaną.
W tej części przygód niezmordowanych posiadaczy twardych jak cojones Danny’ego Trejo skorup mieliśmy do czynienia z międzywymiarowymi podróżami. Gracze mogli spotkać na swej drodze istoty, które nie przypominały żadnego z przedstawicieli ziemskiej fauny. Wśród nich znalazło się miejsce dla żółtych ksenomorfów (i to z oczami!).


Okazuje się, że obcy dybali na bohaterów nie tylko w grze, ale także i w animowanym serialu. Poświęcono im nawet cały odcinek („The Case Of The Killer Pizzas”)!


Ecco The Dolphin

A tu mamy do czynienia z butelkonosym delfinem, który podejmuje się misji podróży w czasie, aby stawić czoła złym kosmitom. Tak robią delfiny, gdy chcą zrobić dla świata coś dobrego, a pod płetwą nie ma akurat komputera, z którego można by kliknąć w pajacyka. Złymi kosmitami dowodzą oczywiście poczwary, które aż za bardzo przypominają królowe ksenomorfów z serii filmów o obcym.


Dark Seed

Dotąd mówiliśmy o ewidentnych plagiatach prac i filmowych projektów autorstwa H.R.Gigera. Tym jednak razem przypomnimy wam leciwą produkcję, której twórcy zwrócili się do szwajcarskiego artysty z propozycją współpracy. To „Dark Seed” - wydana na wielu platformach gra wydana przez Cyberdreams, która na swój sposób jest dziełem przełomowym.


Giger zgodził się na użyczenie swoich grafik, ale mina mu zrzedła, gdy zobaczył gotowe dzieło. W 1992 roku standardem w świecie wirtualnej rozrywki była grafika o rozdzielczości 320x200. W tej formie jego obrazy pozbawione były detali i wyglądały dość nędznie. Giger postawił więc producentom „Dark Seed” ultimatom – albo poprawią jakość obrazu, albo mogą zapomnieć o obiecanych grafikach. Programistom udało się podnieść rozdzielczość do 640x350, jednak kosztem drastycznego zmniejszenia palety kolorów. W pierwszej wersji programu z 256 zostało ich zaledwie 16.


Jako że większość lokacji utrzymana była w typowych dla prac Szwajcara odcieniach szarości, zmiana ta nie rzucała się w oczy. Tymczasem „Dark Seed” zasłynął jako pierwsza w historii gra przygodowa typu point-and-click, której twórcy zdecydowali się na wykorzystanie grafiki o wysokiej rozdzielczości.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 68271x | Komentarzy: 27 | Okejek: 168 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało