JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Ja nie mam nic, ty nie masz nic… obróbmy kasyno!

50 688  
256   7  
Jak kochać, to księżniczki. Jak kraść, to miliony. A gdzie ich szukać, jeśli nie w kasynie?


Bez względu na to, jak bardzo nie zaklinać by rzeczywistości, w pojedynku gracz kontra kasyno nie ma równych szans. Prawdopodobieństwo zawsze wykazuje przewagę kasyna - o co zresztą skrupulatnie dbają jego właściciele. Biznes ten, jak każdy inny, musi się opłacać, a tych, którym udało się wygrać (i wywieźć wygraną za drzwi kasyna), jest doprawdy niewielu. Chyba że postanowili narzucić nieco inne reguły gry…

Skok braci Roselli


Nie wiadomo kim byli ani dokąd uciekli. Wiadomo, że wraz z nimi zniknęło co najmniej 37 milionów dolarów. Do straty tej wysokości przyznają się kasyna. Rzeczywista może być jeszcze wyższa. A co najzabawniejsze, żadne z okradzionych kasyn nie zorientowało się, że padło ofiarą przestępstwa jeszcze długo po tym, jak bracia Roselli przepadli bez wieści.

Pięć lat trwała podróż braci Roselli - jakkolwiek nazywali się naprawdę i jakiekolwiek łączyło ich pokrewieństwo - przez kasyna Stanów Zjednoczonych i Portoryko. Ponad 50 fałszywych tożsamości, ponad 50 doskonałych historii kredytowych, dzięki którym każda postać wykreowana przez przestępców z miejsca zdobywała sympatię i zaufanie właścicieli kasyn. Zaślepieni potencjalnymi zyskami nie mieli oporów, by oferować podstawionym klientom coraz większe pożyczki. Trzeba przyznać, że wszystkie pieniądze należne kasynom bracia Roselli oddawali na czas. Przynajmniej do pewnego czasu…


Aż chciałoby się powiedzieć, że bracia Roselli uczciwie zarobili na swoją wypłatę. Uczciwie może nie - ale z pewnością solidnie się napracowali. Zaczęli ponad 5 lat wcześniej, opłacając hakera, któremu udało się włamać do krajowej bazy zawierającej informacje o historii kredytowej obywateli. Biorąc pod uwagę, jak bardzo powszechne jest w Stanach życie na kredyt, nie było to szczególnie trudne. Z bazy pozyskano dane osób, które wykazywały się regularną spłatą dość dużych zobowiązań, a następnie na skradzione dane bracia Roselli zaczęli zakładać konta w kasynach.

Po krótkim czasie bracia zwracali się do kasyna z prośbą o umożliwienie gry na kredyt - rozwiązanie tyleż powszechne, co samobójcze. Pracownicy sprawdzali wówczas historię kredytową wskazanych osób, po czym, nie widząc żadnych przeciwwskazań, udzielali zgody. Roselli znacznie częściej przegrywali, niż wygrywali - czym wzbudzili sympatię - a rosnące zadłużenie spłacali w terminie i w pełnej kwocie, szybko stając się wymarzonymi klientami, o których gotowe były zabijać się największe kasyna. Wraz z kolejnymi spłaconymi zwróconymi pieniędzmi rosła ich zdolność kredytowa - aż wreszcie byli w stanie bez zwracania niczyjej uwagi pożyczyć miliony dolarów.

5 lat i 50 tożsamości później przyszedł dzień, w którym bracia Roselli postanowili spieniężyć rachunki otwarte we wszystkich kasynach. 1 stycznia 2000 roku. W jeden jedyny dzień zdołali zgromadzić 37 milionów dolarów, ostatni raz spojrzeć w głąb pomieszczeń, które przez ostatnie lata były ich domem, po czym odejść w kierunku zachodzącego słońca… No dobra, może nie było aż tak romantycznie, ale z pewnością opłacalnie.


Musiało minąć pół roku, by kasyna zorientowały się, że coś poszło nie tak. Że wzorowi dotąd klienci rozpłynęli się w powietrzu. Zaczęto łączyć fakty, analizować zdjęcia i nagrania. 50 miernych, ale majętnych graczy zmieniło się nagle w dwóch. Dwóch mistrzów złodziejskiego fachu.

Bracia Roselli dosłownie rozpłynęli się w powietrzu, a wraz z nimi cały skradziony majątek. Nikt nie wie, kim byli, jak się nazywali ani czy pomysł na coś, co media uważają za najlepszy skok na kasyna w dziejach wymyślili sami, czy też działali na czyjeś zlecenie. Ich przypadek pozostanie nierozwiązany, ropiejąc w pamięci kasyn niczym wrzód na szczególnie wstydliwym miejscu. Ale nie tylko Roselli dali kasynom mocno popalić.

Oko do pokera


Mówią, żeby nie próbować kraść, bo przecież skok i tak wyjdzie na jaw. Kasynom zależy na tym, by ludzie w to uwierzyli i zaprzestali prób. Tymczasem gdyby nie głupie i w sumie drobne błędy, z kont jaskiń hazardu zginęłoby jeszcze wiele zielonych, a ich zarządcy jeszcze długo drapaliby się po głowach, zastanawiając się, którędy. Przykład? Kradzież, która miała miejsce w 2011 roku w jednym z kasyn w Cannes.

Trzech Włochów i jeden Francuz z umiarkowanym talentem do pokera postanowiło nieco sobie pomóc. Wygrali 44 tysiące euro. Kwotę może nie jakoś bardzo wielką, ale dla większości początkujących złodziei zupełnie satysfakcjonującą. Ale nie dla nich. Czwórka postanowiła powrócić do tego samego kasyna i powtórzyć dobry wynik. Druga wygrywająca seria zwróciła jednak uwagę nadzorców Princes Casino, którzy nabrali podejrzeń. Wezwano policję i jakiś czas potem wyjaśniono zagadkę. Rozwiązanie nie było skomplikowane i w zasadzie można by powiedzieć, że szkoda, że złodzieje spalili ten numer.


Do wyjechania z kasyna z równowartością 200 tys. złotych wystarczył… niewidzialny gołym okiem atrament i odpowiednio spreparowana soczewka kontaktowa. Grupa złodziei znakowała karty odpowiednim symbolem stosownym do figury, a jeden z graczy robił użytek ze swojej „supermocy”, z łatwością łupiąc pozostałych grających i kasyno.

Wystarczyło spakować walizki i wyjechać na wakacje, potem - ewentualnie - spróbować jeszcze raz, w innym kasynie, w innym mieście, a najlepiej w innym kraju. Tych złodziei zgubiła nadmierna pewność siebie. 10 lat w więzieniu to wystarczająco, by przemyśleć błędy. Nawet te, których tak łatwo można było przecież uniknąć.

Laserowa ruletka


Świat sunie naprzód, technologie się rozwijają, co ma swoje lepsze i gorsze strony. Kasyna obserwują każdy najdrobniejszy ruch graczy, ale nie przewidziały, że… gracze mogą odwinąć się tym samym. Na własnej skórze doświadczyło tego kasyno hotelu Ritz w Londynie w 2004 roku. Przy stole do gry w ruletkę zameldowała się trójka graczy serbskiego i węgierskiego pochodzenia.

Szybko okazało się, że obcokrajowcy mają ogromne szczęście i z zaskakującą skutecznością przewidują ruchy piłeczki. Zarobili 1,3 miliona funtów, co nie spodobało się właścicielom kasyna. Odkryto, że trójka graczy wykorzystuje kamery w swoich telefonach i specjalnie napisaną aplikację analizującą trajektorię ruchu piłeczki i wskazującej miejsca prawdopodobnego jej zatrzymania. Zależności niewidoczne gołym okiem za pomocą odrobiny techniki stały się łatwo przewidywalne, a kasyno mogło tylko liczyć powiększającą się stratę.

Kiedy „wsparcie” wyszło na jaw, cała trójka została wyrzucona z kasyna. Mężczyźni zostali postawieni przed sądem, ale - wbrew nadziejom prawników Ritza - nie usłyszeli wyroków skazujących, bo stosowana przez nich technika nie była zakazana. Co prawda wyłącznie dlatego, że nikomu zawczasu nie przyszło do głowy, by jej zakazać - ale zawsze. Żeby było jeszcze zabawniej, oprócz uniewinnienia gracze otrzymali też całą wygraną sumę - 6,5 miliona złotych do podziału na trzech.


Policja, śledczy, banki, a także kasyna uwielbiają powtarzać na każdym kroku, że dysponują coraz bardziej nowoczesną technologią, dzięki której potrafią zawczasu dostrzec nawet najdrobniejsze próby oszustwa. To jednak tylko czcze zapowiedzi - puste słowa, które nie uwzględniają jednego. Tego, że przestępcy również posiadają dostęp do najlepszych technologii. I zazwyczaj są o jeden krok przed polującymi na nich służbami.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 50688x | Komentarzy: 7 | Okejek: 256 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało