Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Desmond Doss - człowiek, który poszedł na wojnę nieuzbrojony. To o nim jest "Przełęcz ocalonych"

83 756  
441   65  
"Cały świat rozrywa się na strzępy i nie widzę nic złego w tym, aby spróbować go trochę poukładać" - te słowa padają z ust stojącego przed sądem wojennym młodego żołnierza Desmonda Dossa.


Doss to bohater najnowszego filmu Mela Gibsona Przełęcz ocalonych. Opowieść o człowieku, który z powodów światopoglądowych i niebywałej odwagi zapisał się wielkimi literami na kartach historii. Desmond Doss był bowiem obdżektorem – osobą odmawiającą pełnienia służby wojskowej z powodu wyznawanych poglądów lub przekonań religijnych. Choć w zasadzie nie uchylał się od służby wojskowej, szeregowy Doss odmówił noszenia jakiejkolwiek broni i zabijania – rzeczy, bez których trudno wyobrazić sobie wojnę i zawód żołnierza.
Film Gibsona oparty jest na faktach – na prawdziwych wydarzeniach i co najważniejsze, na prawdziwych bohaterach.


Desmond Thomas Doss urodził się 7 lutego 1919 r. w Lynchburg w stanie Wirginia. Razem z rodzicami był aktywnym członkiem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, co miało znaczny wpływ na sposób, w jaki postrzegał świat i jak pragnął żyć.

Jak wielu młodych Amerykanów przed nim, w kwietniu 1942 r. Doss otrzymał kartę mobilizacyjną. Choć wypełnił swój obowiązek i zgłosił się do jednostki wojskowej, odmówił noszenia jakiejkolwiek broni, nawet noża. Nie wyobrażał sobie, że mógłby wbrew swojej wierze odebrać życie drugiemu człowiekowi.
Choć Doss pozostał w koszarach, nie zmienił swojego stanowiska. Stał się przez to ofiarą szykan zarówno ze strony kolegów, jak i oficerów. Nazywali go "klechą" albo "świętym Jezusem", a także śmiali się z jego przywiązania do lektury Biblii i modlitwy. Jego przełożeni próbowali posądzić go o chorobę psychiczną, a nawet postawić przed sądem wojennym.
Pomimo tych trudności Doss ukończył obóz szkoleniowy i został sanitariuszem w 307. pułku, 77. Dywizji Piechoty, z którym wyruszył w 1944 r. na Pacyfik.

Trafił w samo centrum walk o Guam oraz Leyte. To właśnie tam po raz pierwszy wykazał swoją wartość na polu bitwy. Bezbronny, narażony na nieustanny ostrzał, ratował swoich rannych kolegów, nie zważając na własne życie. Na wyspie Leyte Doss dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej. Przebiegł 100 metrów pod ciągłym ostrzałem dwóch japońskich karabinów maszynowych, żeby dotrzeć do dwóch rannych żołnierzy. Niestety, jeden z nich był już martwy. Drugiego udało się Dossowi dociągnąć do amerykańskich pozycji na prowizorycznych noszach z bambusa. Za swoją odwagę i poświęcenie został nagrodzony dwiema Brązowymi Gwiazdami.


Na wiosnę 1945 r. batalion Dossa został wysłany na Okinawę, z rozkazem zajęcia części Skarpy Maeda (nazywanej przez żołnierzy Hacksaw Ridge), której broniły fanatyczne jednostki generała Mitsuru Ushijima. Japończycy byli bardzo dobrze osłonięci, w wyniku czego amerykańskie oddziały ponosiły ogromne straty. Pierwszym heroicznym wyczynem Dossa było wyciągnięcie prawie spod samego nosa Japończyków i pod nieustannym ostrzałem czterech ciężko rannych kolegów z oddziału.


5 maja 1945 r. Amerykanie wpadli w zasadzkę. Pomimo wydanego rozkazu do odwrotu, Doss nie wycofał się do podstawy Skarpy. Nie zważając na poważne zagrożenie ze strony Japończyków, powrócił na pole bitwy, aby szukać rannych i odciągnąć ich w bezpieczne miejsce. Przez pięć godzin opuszczał na pasach ze 130-metrowego urwiska swoich pokiereszowanych kolegów. Jego żelazna determinacja i niesłabnąca odwaga ocaliły co najmniej 75 żołnierzy.
Żołnierskie szczęście opuściło Dossa 21 maja. Podczas ratowania rannego kolegi wybuchł obok niego granat, raniąc nogi i biodro. Pomimo odniesionych obrażeń, które sam sobie prowizorycznie opatrzył, Doss nadal próbował nieść pomoc kolegom. Niestety, japońska kula ugodziła go w ramię i zgruchotała kość. Ostatkiem sił udało mu się doczołgać do amerykańskich linii. W punkcie medycznym wyciągnięto z jego ciała 17 odłamków. To był dla niego koniec wojny.
Jego poświęcenie nie zostało zapomniane. 12 grudnia 1945 r. prezydent Harry Truman odznaczył w Białym Domu Desmonda T. Dossa Medalem Honoru.


Cytat z ceremonii odznaczenia Medalem Honoru

Ranga i jednostka:
Szeregowiec Armii Stanów Zjednoczonych, Korpus medyczny, 307. pułku piechoty, 77. Dywizji Piechoty.
Miejsce i data zdarzenia: W pobliżu Urasoe Mura, Okinawa, Wyspy Ryukyu, 29 kwietnia – 21 maja 1945.
Rozpoczął służbę w: Lynchburg, w stanie Virginia.
Urodzony: Lynchburg, w stanie Virginia.
G.O. No.: 97, 1 Listopada 1945.

"Szeregowy Desmond T. Doss był sanitariuszem kompanii 307. pułku piechoty w czasie, gdy 1 batalion tego pułku szturmował niedostępne, 130-metrowe urwisko.

Gdy nasze oddziały osiągnęły szczyt urwiska, napotkały zmasowany opór artylerii, moździerzy i karabinów maszynowych, wskutek czego około siedemdziesięciu pięciu ludzi zostało rannych, a pozostali byli zmuszeni wycofać się. Szeregowy Doss zamiast ratować się ucieczką, pozostał na silnie ostrzeliwanym szczycie wraz z wieloma rannymi, wynosząc ich z pola bitwy na brzeg urwiska, a potem spuszczając kolejno po linie na dół, gdzie mogli otrzymać pomoc ze strony kolegów.

2 maja na tym samym urwisku, wystawiony na ogień z broni palnej i moździerzy, ratował człowieka leżącego 200 metrów w głębi przedpola. Dwa dni później ocalił czterech ludzi podczas ataku na silnie strzeżoną grotę, podchodząc do nich pod nawałnicą granatów ręcznych na odległość dziesięciu metrów od wejścia groty, gdzie opatrzył ich, a potem wyniósł w bezpieczne miejsce, czterokrotnie pokonując tę samą drogę.

5 maja, nie zważając na ogień nieprzyjaciela, spieszył na pomoc rannemu oficerowi artylerii. Założył opatrunek, zaciągnął rannego do zagłębienia terenu, by dać mu ochronę przed ostrzałem z broni ręcznej, i wśród wybuchów pocisków armatnich podawał plazmę, sam będąc nieosłoniętym przed kulami nieprzyjaciela. Tego samego dnia, gdy ranny żołnierz padł kilkanaście metrów od nieprzyjacielskich pozycji, udzielił mu pomocy i niósł przez odcinek około 100 metrów pod ciągłym ostrzałem.

21 maja w czasie nocnego ataku na ufortyfikowane wzniesienie w pobliżu Shuri pozostał na przedpolu, podczas gdy reszta kompanii wycofała się i ukryła. Ryzykując to, że może zostać wzięty za japońskiego żołnierza chcącego przedostać się na teren amerykańskiego oddziału, niósł pomoc potrzebującym, dopóki sam nie został ciężko ranny w nogi na skutek eksplozji granatu. Zamiast przywołać innego sanitariusza, sam próbował opatrzyć swoje rany i czekał pięć godzin, aż noszowi dotarli do niego i udali się na tyły.

W drodze zostali zaskoczeni atakiem nieprzyjacielskiego czołgu, a szeregowy Doss, widząc leżącego ciężko rannego w głowę żołnierza, zsunął się z noszy i polecił noszowym, by najpierw zajęli się tym człowiekiem. Czekając na ich powrót otrzymał kolejną ranę. Tym razem kula snajpera ugodziła jego ramię, powodując skomplikowane złamanie kości. Okazując najwyższy hart ducha, z pomocą kolegi przywiązał łożysko karabinu do swej złamanej ręki, by unieruchomić ją, i w takim stanie czołgał się jeszcze około 300 metrów po pobojowisku w kierunku stacji medycznej.

Dzięki swemu przykładnemu męstwu i niezłomnej woli w obliczu skrajnie niebezpiecznych warunków szeregowy Doss uratował życie wielu ludzi. Jego nazwisko stało się w 77. dywizji piechoty symbolem waleczności i poświęcenia sięgającego daleko poza granice obowiązku”.


Desmond Thomas Doss zmarł 23 marca 2006 r. w wieku 87 lat. Został pochowany jako bohater wojenny z asystą wojskową na cmentarzu w Chattanooga w stanie Tennessee.

"Przez cały ten czas modliłem się. Modliłem się do Boga, aby pozwolił mi ocalić kolejną osobę. A gdy mi się udawało, prosiłem o możliwość ocalenia następnej".


Źródła:
https://www.hacksawridgeresources.com/desmond-doss....
https://historia.org.pl/2016/10/06/desmond-t-doss-i...
https://pl.wikipedia.org/wiki/Desmond_Doss

Oglądany: 83756x | Komentarzy: 65 | Okejek: 441 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało