JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak to pewien cieć pracujący w burdelu stał się potentatem branży narzędziowej

125 588  
652   35  
Dziś, w ramach świątecznych refleksji, chciałbym podzielić się z wami historią, którą kiedyś usłyszałem. Mimo że większość opowiadających ją osób zawsze zaklina się, że to oficjalna część biografii pewnego brazylijskiego biznesmena, nie należy jej traktować jako opis autentycznych wydarzeń. To raczej taka anegdota z wartościowym morałem. Gotowi? No, to lecimy.


W krajach południowoamerykańskich burdele zawsze miały się dobrze.
Każde miasteczko, czy nawet średniej wielkości wiosce musi stać przynajmniej jeden dom (a niekiedy nawet i lepianka), gdzie każdy spragniony miłosnych uniesień mężczyzna, może spełnić swe seksualne zachcianki.
Jak wiadomo, w takich przybytkach pracują nie tylko luźne w kroku damy, ale także i cała obsługa nie trudniąca się nierządem. Barman, sprzątaczka, kark kulturalnie wypraszający co bardziej narowistych w swej nietrzeźwości samców...



Jest też i cieć. Zadaniem ciecia jest przyjmowanie gości takiego lokalu, ale i okazjonalne pomykanie z miotłą. To takie dziwne połączenie odźwiernego i dozorcy. Praca tego typu bardzo często przekazywana jest z dziada na ojca, a z ojca na syna.

I tak też właśnie było w przypadku pewnego mężczyzny, który przez lata sprawował urząd burdelowego ciecia. Także i on odziedziczył swą fuchę po staruszku tacie. Burdel przez lata prowadzony był przez sympatycznego, starszego pana, co to dbał o swoich pracowników i traktował ich jak rodzinę. Niestety, pewnego dnia wapniakowi się zmarło i biznes został przejęty przez jego syna. Chłopak miał smykałkę do interesu.



Od razu postanowił wprowadzić kilka zmian. Zwolnił co bardziej „przechodzone” dziwki, zatrudnił nowe, odświeżył pomieszczenia, przebudował bar i wprowadził w swoim domu publicznym nowe zasady, których przestrzegać miały zarówno kurtyzany, jak i obsługa lokalu.

Młody biznesmen zwrócił się do ciecia:

- Od dziś, pana zadaniem nie będzie jedynie sterczenie przy drzwiach i witanie gości, ale także liczenie klientów. Co miesiąc będziesz mi pan przygotowywał sprawozdanie. Oprócz tego, co piątą osobę, która od nas wychodzi, będziesz pan pytał o to, czy jest zadowolona ze świadczonych przez nas usług i czy wprowadziłaby jakieś zmiany. Wszelkie sugestie masz pan notować i dołączać do sprawozdania.

Cieć zafrasował się.

- Bardzo chciałbym sprostać temu zadaniu, ale niestety – nie umiem czytać, ani pisać. Nie potrafiłbym więc przygotowywać takich sprawozdań.

- W takim razie bardzo mi przykro, ale muszę pana zwolnić. – rzekł przedsiębiorca – Dostaniesz pan parę groszy odprawy, abyś pan mógł dać sobie radę, do czasu kiedy trafi się inna praca.

Mężczyzna, który pół życia przepracował w burdelu poczuł, że niebo wali mu się na głowę. Jedynymi bowiem rzeczami, które umiał robić było witanie klientów lupanaru oraz okazjonalne reperowanie zdezelowanych łóżek i starych mebli.
„Skoro nie ma już dla mnie miejsca w domu publicznym, to czemu by nie zając się drobnymi, odpłatnymi usługami naprawczymi?” - pomyślał. Otworzył więc swój stary kufer z narzędziami. Na jego dnie leżał leciwy młotek i sterta zardzewiałych gwoździ.



Niewiele myśląc, mężczyzna podjął decyzję o zainwestowaniu pieniędzy z odprawy w nowy, sprawny sprzęt. Problem był jednak taki, że w miasteczku nie było żadnego sklepu z narzędziami, więc nieszczęśnik musiał wraz ze swoim mułem wyruszyć po zakupy do oddalonego o parędziesiąt kilometrów, większego miasta. Zajęło mu to cztery dni. Ale cieszył się – za dużą część kasy, którą miał, kupił wielką skrzynię pełną młotków, kluczy i śrubokrętów.

Wszyscy jednak szybko zorientowali się, jakim skarbem dysponuje ich sąsiad i już po kilku godzinach od jego powrotu do miasteczka, zjawił się u niego pierwszy gość.

- Czołem sąsiad! - ryknął wąsaty przybysz – Przyszedłem młotek pożyczyć.
- Witaj, Manolo - mruknął właściciel kuferka pełnego skarbów – Jak ci pożyczę młotek, to pozbawisz mnie roboty. Wiesz, mam już kilka zleceń. Starej Marii pękł taboret, kiedy sadzała na nim swoją ciężką dupę. Chce mi zapłacić za naprawę…
- Słuchaj, hermano. Ja Ci dam kasę za wypożyczenie tego młotka. Powiesz starej Marii, że coś ci wypadło, i że naprawisz jej ten taboret jutro. Co ty na to? Wiesz, nie każdy ma cztery dni, żeby jechać do miasta po narzędzia…

Mężczyzna zgodził się na taki układ. „Nie każdy ma cztery dni, żeby jechać do miasta po narzędzia.” - te słowa dały mu sporo do myślenia. Następnego dnia, zamiast zabrać się za naprawę taboretu, były odźwierny domu publicznego udał się w kolejną podróż do miasta. Po czterech dniach wrócił wlokąc ze sobą nowy zestaw narzędzi.



Nad wejściem do swojego domu przybił deskę, na której jeden z jego piśmiennych sąsiadów napisał „Wypożyczalnia i sprzedaż narzędzi”. Wkrótce ludzie zaczęli dosłownie bić się o jego produkty. Zapotrzebowanie na klucze, śrubokręty, młotki i obcęgi było tak duże, że wkrótce wszystkie narzędzia zniknęły z półek, a mężczyzna musiał udać się na następną ekspedycję do miasta.

Tak mu mijały tygodnie. Za zarobione pieniądze, były cieć wynajął szopę, do której przeniósł swój biznes. Pewnego dnia wizytę złożył mu jego stary kolega.

- Słuchaj, amigo – powiedział – Jak wiesz, jestem kowalem. Zatrudnij mnie u siebie, a zacznę produkować narzędzia tu na miejscu. Zaoszczędzisz czas i pieniądze! Powiem ci tylko jakiego sprzętu potrzebuję, a na tyłach twojej szopy zrobimy dla mnie mały warsztat.



Pomysł spodobał się biznesmenowi i już wkrótce jego przyjaciel przystąpił do produkcji narzędzi. O sklepie zrobiło się głośno. Zakupy robili tam już nie tylko sąsiedzi, ale także i mieszkańcy okolicznych wsi i miasteczek. Nie minęło pięć lat, gdy facet, który jeszcze do niedawna nie mógłby sobie wyobrazić, że będzie robił coś innego, niż witanie gości burdelu, stał się prawdziwym potentatem branży narzędziowej!

Pieniędzy miał już na tyle dużo, że stać go było na pławienie się w luksusie. Zamiast jednak wydawać kasę na zbytek, wspaniałomyślnie zdecydował się zrobić coś pożytecznego. Zbudował szkołę. Od teraz dzieciaki z jego miasteczka wreszcie mogły nauczyć się rachować, czytać i pisać. Miały szansę na wyrwanie się z tej zapyziałej dziury!



Otwarcie szkoły poprzedzone było głośną fetą. Przygotowano wielką ucztę dla zgromadzonych, a orkiestra wygrywała skoczne melodie, do których łzawym fałszem zawodzili los mariachis. Opasły burmistrz, ocierając rękawem łzy spływające po tłustym policzku, przeciął wstęgę. Owacjom nie było końca.

W końcu nadszedł najważniejszy moment ceremonii. Burmistrz wszedł na podest i zaprosił do siebie fundatora pierwszej lokalnej szkoły, aby wręczyć mu klucze do bram miasteczka. Kiedy oklaski ucichły, włodarz zwrócił się do dobroczyńcy:

- Jestem niezwykle zaszczycony mogąc wręczyć panu ten oto długopis. W imieniu moim oraz wszystkich tu zebranych, chciałbym pana prosić o złożenie pierwszego, honorowego podpisu w szkolnej księdze pamiątkowej.

- To dla mnie wielkie wyróżnienie. Nie mogę jednak spełnić pana prośby. Nie umiem bowiem pisać ani czytać. Jestem analfabetą. - uprzejmie odparł mężczyzna.

- Pan?! - z niedowierzaniem zakrzyknął burmistrz. Po chwili jednak spojrzał na tłum, który w milczeniu czekał na rozwój wydarzeń. Odchrząknął więc i podniosłym, drżącym ze wzruszenia głosem rzekł:

- Ten tu mężczyzna, który własnymi rękoma zbudował wielkie imperium przemysłowe, który dał pracę setkom ludzi, który budując szkołę, zadbał o wykształcenie przyszłych pokoleń… Ten właśnie człowiek jest analfabetą! Odpowiedzmy sobie więc na pytanie: Kim by dziś był nasz dobroczyńca, gdyby umiał czytać i pisać?

Zanim rozległy się brawa, a zebrane wśród publiczności dzieci znalazły czas na wyciągnięcie motywujących wniosków z przemowy burmistrza, głos zabrał sam zainteresowany.

- Znam odpowiedź na to pytanie. Gdybym umiał czytać i pisać to dziś, proszę pana, pracowałbym jako cieć w burdelu.


Oglądany: 125588x | Komentarzy: 35 | Okejek: 652 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało