JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Camino, czyli Droga św. Jakuba

44 516  
267   40  
Gdy przeglądałem powstałe do tej pory artykuły zdziwiło mnie, że jeszcze nikt nie opisał najsłynniejszego szlaku pielgrzymkowego w Europie - Camino de Santiago. Czas więc to nadrobić.


Camino de Santiago, czyli w wolnym tłumaczeniu Droga Świętego Jakuba, to szlak pielgrzymkowy prowadzący do grobu tego apostoła, który znajduje się w katedrze w Santiago de Compostela, w Hiszpanii. Osobiście miałem przyjemność przejść jego wariant francuski we wrześniu poprzedniego roku. Pomysł wyruszenia na camino narodził się w mojej głowie na początku 2015 r., gdy zbliżałem się do zakończenia 10-letniego okres studiów. Czas ten chciałem podsumować w drodze do któregoś z sanktuariów, ale jako że z natury jestem raczej typem introwertyka, to odpadały jakiekolwiek grupowe, piesze pielgrzymki w Polsce. Znajoma podrzuciła mi wtedy pomysł wyruszenia do Santiago. Charakter takiego pielgrzymowania jest zupełnie inny niż tych polskich - przeważnie idzie się samemu (ewentualnie w parach), na własną rękę załatwia się noclegi oraz wyżywienie i nie jest się skrępowanym żadnym harmonogramem. Idealnie mi to odpowiadało. Nie zastanawiając się więc długo, zarezerwowałem bilety, dokupiłem sprzęt i ruszyłem w drogę. Nie będę opowiadał wam dokładnie każdego dnia wędrówki, ale chcę żebyście poznali historię i charakter tej niezwykłej pielgrzymki.

Historia

Jak głosi tradycja, św. Jakub prowadził działalność misyjną wśród Celtów zamieszkujących Półwysep Iberyjski. Po jego męczeńskiej śmierci w 44 r. jego ciało zostało przeniesione do Galicji. Jego pierwszy grób został porzucony w III wieku, a szczątki zostały zapomniane. Według legendy odnalazł je w 813 r. pustelnik Pelagiusz, który zauważył deszcz gwiazd spadający na pobliskie wzgórze. Po odkryciu kamiennego grobowca ze szczątkami świętego rozpoczęto z czasem w tym miejscu budowę monumentalnej świątyni, która zakończyła się w roku 1122. Miasto, które rozwinęło się wokół katedry nazwano Santiago de Compostela, czyli dosłownie "Pole gwiazd Świętego Jakuba". Santiago de Compostela było w średniowieczu jednym z trzech głównych miejsc pielgrzymkowych obok Rzymu i Jerozolimy. Wtedy do grobu świętego Jakuba pielgrzymowały tysiące wiernych. W 1404 r. pielgrzymkę odbył rycerz Andrzej Ciołek z Kabat, w 1579 r. Janusz i Stanisław Radziwiłłowie, a w 1611 r. ojciec Jana III Sobieskiego - Jakub Sobieski.

Wizerunek średniowiecznego pielgrzyma

Pod koniec XVII wieku popularność tego szlaku pielgrzymkowego zaczęła spadać. 60 lat temu biuro pielgrzyma notowało jedynie kilkudziesięciu pielgrzymów w roku. Dla większości Hiszpanów droga ta była już jedynie reliktem przeszłości. Na wzrost popularności camino wpłynęło kilka czynników. W pierwszej kolejności należy wymienić księdza Elíasa Valiña Sampedro, który swoje życie poświęcił studiowaniu Drogi św. Jakuba. W 1965 r. napisał pracę doktorską dedykowaną historii tego szlaku, a w 1984 r. podjął się jego rewitalizacji, malując słynne żółte strzałki na tzw. Drodze Francuskiej prowadzącej do Santiago de Compostela z
francuskiego Saint-Jean-Pied-de-Port. Nie bez znaczenia dla odnowienia Camino były również dwie wizyty Jana Pawła II w Santiago w 1982 r. oraz w 1989 r. (po pierwszej z nich Rada Europy uznała Drogę św. Jakuba za drogę o szczególnym znaczeniu dla kultury kontynentu i zaapelowała o odtwarzanie i utrzymywanie dawnych szlaków pątniczych). Na dobre camino dla pielgrzymów otworzył Paulo Coelho, który w 1987 r. wydał książkę "Pielgrzym". Była to przesiąknięta mistycyzmem historia jego własnej wędrówki do grobu apostoła, którą odbył rok wcześniej. I choć dziś autor ten jest bardziej kojarzony z prześmiewczych memów wytykających jego grafomańskie popisy, to w latach dziewięćdziesiątych porywał on swoimi powieściami tłumy. Podobny efekt wzrostu popularności camino wywołał w 2010 r. film "Droga życia" (The Way). Opowiada on o ojcu zmarłego na camino syna, który postanawia przejść ten szlak zamiast niego, po drodze rozsypując jego prochy. Wszystkie te czynniki sprawiły, że dziś do grobu św. Jakuba pielgrzymuje rocznie ponad 250 tys. pielgrzymów (262 458 w roku 2015).

Dzisiejsze pielgrzymowanie

Camino (Drogą) nazywa się każdy szlak kończący się w katedrze w Santiago de Compostela, niezależnie od jego długości. Odnaleźć je można dzięki symbolom muszli umiejscowionym na drzewach, kamieniach i budynkach. Dziś znajdują się one w tak odległych miejscowościach jak Ogrodniki, Lublin czy Budapeszt. Indywidualnym wyborem pozostaje, z którego miejsca i w jaki sposób (do wyboru są własne nogi, rower lub koń) chcemy dostać się do Santiago (słyszałem o osobie, która wyruszyła pieszo ze Stambułu). Co roku kilkudziesięciu naszych rodaków wyrusza pieszo z Polski (w 2015 r. były to 42 osoby). Jednym z nich w tamtym roku był słynny zdobywca obu biegunów - Marek Kamiński, o czym część z was prawdopodobnie słyszała w mediach. Sam miałem przyjemność spotkać w ostatnim schronisku chłopaka, który 4 miesiące wcześniej wyruszył ze Śląska.


Najpopularniejsze jest camino francuskie, rozpoczynające się w Saint-Jean-Pied-de-Port, przy granicy francusko-hiszpańskiej. Długość tej drogi według różnych źródeł wynosi od 747 km do 798 km (oficjalnie jest to 775 km) i rocznie ten wariant szlaku pokonuje średnio 65% pielgrzymów (na drugim miejscu jest camino portugalskie z początkiem w Porto - 15%, a na trzecim camino północne, prowadzące północnym brzegiem Hiszpanii - 5%). Zdecydowana większość, bo około 90% wybiera się na camino pieszo, na rower stawia mniej niż 10% pielgrzymujących, a konno szlak ten pokonuje plus minus 0,5% (co roku trafia się również parędziesiąt osób na wózkach inwalidzkich). Zdecydowaną większość pielgrzymujących stanowią Hiszpanie (około 45%), reszta narodowości nie przekracza przeważnie 10%. W 2015 r. w pierwszej dziesiątce byli Włosi (8,43%), Niemcy (7,18%), Amerykanie (5,20%), Portugalczycy (4,75%), Francuzi (3,78%), Brytyjczycy (2,06%), Irlandczycy (2,04%), Kanadyjczycy (1,60%) i Koreańczycy (1,55%). Polacy byli na 13 miejscu z liczbą 3722 pielgrzymów. Na szlaku oczywiście można spotkać przedstawicieli dosłownie każdego narodu i usłyszeć każdy język świata. Co do języków to idealnie jest znać hiszpański i angielski, dzięki czemu bez problemu załatwi się wszystko po drodze i porozmawia z większością spotkanych ludzi. Sam angielski również nie jest problemem, jako że właściciele albergos i restauracji na francuskim camino dostosowują się powoli do międzynarodowego charakteru pielgrzymów i uczą się najważniejszych dla siebie zwrotów w kilku językach. Tak poza tym to Hiszpanie wyjątkowo słabo operują angielskim (gorzej w Europie radzą sobie tylko Ukraińcy i Rosjanie), więc z losowo zaczepionym Hiszpanem raczej sobie nie porozmawiacie. Na dobrą sprawę jednak można spokojnie wyruszyć na camino bez znajomości żadnego języka obcego, co udowodniło kilku starszych Polaków, których poznałem na szlaku. By odbyć tę pielgrzymkę potrzebne są w zasadzie tylko trzy rzeczy - trochę wolnego czasu, odrobina gotówki oraz szczere chęci.

Czas

Pokonanie camino francuskiego zajmuje mniej więcej 28-32 dni, zależnie od tempa marszu i ilości wolnych dni zarezerwowanych na nagłe wypadki. Czas ten można oczywiście skrócić idąc szybciej bądź zaczynając nie w Saint-Jean-Pied-de-Port, a - załóżmy - w Burgos czy Leon, tym samym dostosowując długość szlaku do ilości wolnego czasu. Spotkałem po drodze chłopaka, który miał tylko 18 dni, więc dziennie wyrabiał około 50 km. Dodatkowo, by skrócić sobie pielgrzymowanie, część osób omija mesetę, czyli płaskowyż o długości ok. 215 km zaczynający się za Burgos i ciągnący aż do Astorgi (w okresie letnim słońce na tym pozbawionym drzew obszarze potrafi dać w kość). Zakłada się, że minimalnym dystansem jaki należy pokonać jest 100 km pieszo albo 200 km rowerem/konno, bo taki jest wymóg przy odbiorze composteli, czyli dokumentu potwierdzającego odbycie pielgrzymki. Osobiście polecam jednak, jeżeli ktoś ma taką możliwość, przejść całe camino francuskie. Atmosfera na początkowym odcinku tego szlaku jest niesamowita. Z czasem niestety zaczynają dochodzić ludzie, którym zależy głównie na dostaniu certyfikatu (compostela wpisana w CV jest w Hiszpanii sporym atutem), zaczyna się więc tłok, ścisk, walka o miejsca w alberdze i rzesza ludzi oferująca podwiezienie bagażu w zamian za opłatę. Gdzieś po drodze gubi się ten klimat z początku wędrówki.

Koszta

Wydatki związane z podjęciem takiej pielgrzymki zależą w sumie od trzech czynników - ilości posiadanego sprzętu, ilości wydawanych po drodze pieniędzy oraz biletów. Główna zasada mówi, że waga plecaka nie powinna przekraczać 10% masy ciała, tak więc należy ostrożnie dobierać przedmioty do zabrania. Najważniejsze są buty, które muszą wytrzymać w dobrym stanie 800 km marszu. Część pielgrzymów stawia na sandały, osobiście jednak polecam dobre buty trekingowe za kostkę (wraz z odpowiednimi skarpetami), jako że część drogi prowadzi górskimi terenami (sandały można zabrać na przebranie po marszu). Odpowiednie buty to nie tylko wygodniejszy marsz i mniejsze ryzyko kontuzji, ale również mniejsza szansa na wystąpienie odcisków. Zamiast zwykłego t-shirta i dresów warto wyłożyć parę groszy i zainwestować w koszulki termoaktywne oraz górskie spodnie, które znacznie zwiększają komfort wędrowania. Do tego polar oraz kurtka przeciwdeszczowa. Niezbędne jest również ponczo z miejscem na plecak w razie deszczu oraz lampka-czołówka. Świetnym pomysłem jest także ręcznik szybkoschnący. Obowiązkowe są również klapki pod prysznic, żel do mycia (pełniący też rolę szamponu i proszku do prania), przybory toaletowe, ubrania na zmianę i leki (w tym coś na odciski). Sporną kwestią jest śpiwór. Na francuskim camino za każdym razem, gdy zwróciłem uwagę widziałem w alberdze koc i poduszkę, ale możliwe, że trafi się gdzieś schronisko bez pościeli. Absolutnie odradzam karimatę, która osobiście tylko mi zawadzała. Część pielgrzymów bierze również kijki, a w wypadku marszu latem czapkę i krem do opalania. Całość takiego oprzyrządowania wynosi około 1,5 tys. złotych, choć należy pamiętać, że dobry strój wystarczy na lata wędrówek, więc warto zainwestować w niego raz, a dobrze. Przy opisie rzeczy do zabrania nie sposób nie wspomnieć o tradycji zabierania ze sobą na camino kamienia spod domu. Jego wielkość powinna symbolizować ciężar naszych grzechów. Kamień taki zostawia się na Cruz de Ferro (Żelaznym Krzyżu) wyznaczającym najwyżej położony punkt na francuskim camino. Warto również nosić ze sobą jakiś polski akcent na plecaku. Osobiście miałem proporczyk z jednej strony z polskim herbem, a z drugiej z herbami miast, z którymi byłem związany. Dzięki temu po drodze zaczepiło mnie kilku Polaków, w tym część z tych, z którymi do dziś utrzymuję kontakt. Normalnie pewnie nigdy byśmy się nie spotkali.


Dzienne wydatki to już sprawa osobista. Generalnie 10 euro wymaga mocnego zaciskania pasa i dostosowywania postojów do najtańszych alberg (najlepiej tych "co łaska''). 15 euro to stawka pielgrzymia - tańsze albergi i własne gotowanie. 20 euro wystarczy na lepszą albergę, dodatkową szklankę soku na śniadanie i czasem obiad w restauracji. 25 euro to hulaj dusza, piekła nie ma - prywatne albergi za 10 euro, "menu pielgrzyma" w restauracji z winem i śniadanie na wypasie z kawą, croissantem i szklanką świeżo wyciskanego soku (a i na piwo po marszu powinno wystarczyć). Słyszałem o osobie, która na camino wyruszyła bez grosza przy duszy. Niestety, szybko przekonała się, że dzisiejsze czasy to nie średniowiecze. Kapitalizm zrobił swoje i za wszystko trzeba płacić, tak że z czasem zmuszona była prosić o jedzenie.

Dotarcie na miejsce

Do Saint-Jean-Pied-de-Port można dostać się na kilka sposobów. Najtańszym jest oczywiście autostop. Popularniejsze są jednak samoloty i pociągi. Ceny biletów w dużej mierze zależą od czasu ich rezerwacji. Camino miałem zaplanowane na początku września, a bilety rezerwowałem w marcu. Najpierw był to samolot z Warszawy do Paryża, a potem pociąg do Bajonny. W drodze powrotnej zaś samolot z Santiago do Londynu, a na drugi dzień z Londynu do Gdańska. Całość wyniosła mnie ok. 800 zł. Spotkałem jednak chłopaka, który do Saint-Jean dostał się spontanicznie samochodem ze znajomymi, a bilet powrotny rezerwował 21 dni wcześniej za 200 zł (zmieścił bagaż do luku podręcznego).

Charakter pielgrzymki

Po dotarciu do Saint-Jean-Pied-de-Port kroki kieruje się do biura pielgrzyma, gdzie otrzymuje się paszport pielgrzyma, pozwalający na korzystanie z alberg (tanich schronisk dla pielgrzymów). Ma on najczęściej postać podłużnej, tekturowej kartki zgiętej w harmonijkę, w której zbiera się pieczątki z alberg, kościołów i sklepów, będące dowodem pobytu w tych miejscach.

Paszport pielgrzyma z obu stron

Wraz z paszportem wręczają listę alberg na drodze do Santiago wraz z ich adresami i numerami telefonów. Z nią i mapą można dzień wcześniej ustalić dokąd nazajutrz będzie się szło. W biurze obowiązkowo należy również kupić przegrzebek, czyli muszlę będącą od wieków symbolem camino (w średniowieczu pielgrzymi, by udowodnić odbycie pielgrzymki udawali się nad Atlantyk i stamtąd zabierali licznie tam występujące muszle na pamiątkę). Sam ponadto zaopatrzyłem się w kij pielgrzymi i solidną, plastikową butelkę na wodę, która wytrwała ze mną aż do końca. Tak więc kapelusz na głowę i w drogę - do pierwszej albergi.

Biuro pielgrzyma w Saint-Jean-Pied-de-Port i symboliczny początek francuskiego camino

Tryb dnia prawie codziennie wygląda tak samo. Pobudka następuje pomiędzy 6.00 a 6.30. Po 7.00 większość jest już w drodze. W części większych miejscowości o tej porze otwarte są już bary, tak że można od razu zjeść śniadanie. Jeżeli nie, to czeka nas około 2 godzin marszu na czczo - o 9.00 bary przeważnie otwarte są już wszędzie. W tym miejscu należy wspomnieć o strefie czasowej, jaka obowiązuje w Hiszpanii, a jest ona taka sama jak u nas. Tym samym w zachodnich rejonach tego kraju o godzinie 9.00 jesienią dopiero zaczyna świtać.

Śniadania w Hiszpanii są bardzo lekkie. Najczęściej jest to kawa z mlekiem (cafe con leche por favor, to jeden z pierwszych zwrotów, których człowiek uczy się na camino), a do tego croissant (bądź jakieś ciastko) i ewentualnie sok wyciskany ze świeżych pomarańczy. W łazience nabiera się wody na drogę; stanowi ona główne źródło płynów w trakcie całej wędrówki. Dzień wcześniej ustaliliśmy dokąd idziemy, więc własnym tempem, podziwiając widoki, powoli ruszamy ku następnemu schronisku. Na miejscu warto być między 13.00 a 14.00, jako że część pielgrzymów to osoby starsze, które wstają później, dziennie pokonują 10-15 km i mają w zwyczaju rezerwować dzień wcześniej miejsca w albergach. Może się więc tak trafić, że o 15.00, po dojściu do miejscowości, gdzie jest 5 alberg na łącznie 200 miejsc, nie będzie gdzie się zatrzymać, choć fizycznie będzie tam tylko połowa ludzi. Jeżeli jednak nie będzie problemu z zatrzymaniem się, to meldujemy się u hospitalero (gospodarza) w recepcji, wbijamy pieczątkę do paszportu i rezerwujemy łóżko.

Albergi dzielą się na municyplane (miejskie) i prywatne. Te pierwsze najczęściej kosztują około 5-6 euro (czasem nawet "co łaska"), posiadają sale na kilkadziesiąt osób i generalnie mają dość niski standard. Albergi prywatne to wydatek rzędu 8-12 euro, pokoje dla 4-8 osób, internet wi-fi i nowoczesne łazienki. Obiad to kwestia wyboru pomiędzy tzw. menu pelegrino (menu pielgrzyma) za około 10 euro, w skład którego najczęściej wchodzą dwa dania, butelka wina, a gotowaniem samemu. To drugie nie tylko wychodzi taniej (spaghetti bolognese z butelką wina dla trójki kosztuje około 4 euro), ale również daje okazję do poznania nowych ludzi. Problemem jest tylko sjesta między godziną 14.00 a 17.00, w trakcie której sklepy są przeważnie pozamykane, więc nie ma jak zrobić zakupów.

Ze względu na zmęczenie i poranną pobudkę, łóżka w albergach zapełniają się już po 20.00. Każdy dzień mniej więcej przebiega w tym samym schemacie - zmieniają się tylko widoki i miejsca, które mijamy. A te są niezapomniane - góry, średniowieczne katedry, starożytne mosty, polne szlaki, pola wiatraków, rzymskie drogi, plantacje winogron, metropolie, celtyckie wioski, klasztory, ruiny średniowiecznych budowli, czy wręcz fontanna z winem, z której można pić do woli! Gdybym chciał o wszystkim opowiedzieć, to ten artykuł czytałoby się godzinę. Przejdę więc od razu pod koniec wędrówki. Kilka kilometrów przed Santiago znajduje się Monte de Gozo (Wzgórze Radości) - miejsce, z którego pielgrzymi po raz pierwszy mogą zobaczyć cel swojej pielgrzymki - katedrę. Polacy są w o tyle komfortowej sytuacji, że na Monte de Gozo od kilku lat znajduje się polska alberga, gdzie za "co łaska" można przygotować się do wejścia do Santiago na drugi dzień i przeczekać kilka dni na samolot. Generalnie panuje zasada, że w jednej alberdze można zostać na drugi dzień jedynie w wyjątkowych sytuacjach, takich jak kontuzja czy choroba., tak więc nasza alberga jest wyjątkowo komfortowym rozwiązaniem.

Katedra w Santiago de Compostela

W końcu przychodzi dzień, gdy staje się przed katedrą w Santiago. Pierwsze kroki po dojściu do katedry najczęściej kieruje się nie do środka, a do biura pielgrzyma, po odbiór composteli i certyfikatu przejścia. W trakcie odbioru tych dokumentów należy podać imię, kraj pochodzenia, miejsce rozpoczęcia marszu i cel pielgrzymki (stąd tak dokładne statystyki co roku). Do wyboru jest religijny, duchowy i turystyczny. Compostelę otrzymują tylko ci, którzy jako cel podali religijny bądź duchowy. Certyfikat przejścia jest do kupienia za parę euro dla każdego. Osobiście sugeruję takie ustawienie wędrówki, by w Santiago znaleźć się w niedzielę. W trakcie tamtejszej sumy o 12.00 w ruch puszczane jest botafumeiro, czyli największy na świecie trybularz (kadzidło). Zwyczaj okadzania wiernych miał w średniowieczu na celu choć częściowe zniwelowanie nieprzyjemnych zapachów, które wydzielały ich ubrania, mając za sobą kilkaset kilometrów drogi.

Jeśli wierzyć przesłaniom, to w 1499 r. botafumeiro urwało się z haka i wyleciało przez tamto okrągłe okno. Dziś przywiązane jest solidnym węzłem marynarskim, więc miejmy nadzieję, że już się nie wyrwie na wolność.

Sama katedra robi niesamowite wrażenie, zarówno z zewnątrz, jak i ze środka. Jest to jedno z największych dzieł architektury romańskiej, które wewnątrz niemal w całości zachowało swoją romańską architekturę. Dech zapiera zwłaszcza bogato zdobiony ołtarz z figurą św. Jakuba, którą zgodnie z tradycją należy objąć bądź położyć na niej rękę. Następnie schodzi się pod ołtarz, gdzie znajduje się srebrna trumna, w której przechowywane są relikwie św. Jakuba i jego dwóch uczniów - Teodora i Atanazjusza.

Finisterra

Jeżeli zostało nam jeszcze trochę czasu do powrotu, to warto wybrać się na Przylądek Finisterre oddalony od Santiago o 76 km. Za piesze przejście tego szlaku można uzyskać fisterranę, czyli dokument potwierdzający jego ukończenie. Miejsce to w średniowieczu uważane było za najbardziej na zachód wysunięty kraniec Europy i tym samym koniec świata (stąd nazwa). Dziś wiadomo, że punktem tym jest Przylądek Roca w Portugalii. Mimo że camino kończy się w Santagio, to właśnie na Przylądku Finisterre znajduje się symboliczny kamień z zerowym kilometrem szlaku, a wielu pielgrzymów miejsce to uważa za aktualny koniec wędrówki. Wynika to jeszcze ze średniowiecza, kiedy to pielgrzymi szli do Finisterry zabrać na pamiątkę przegrzebki i spalić śmierdzące i znoszone ubrania, co miało symbolizować ich oczyszczenie po odbyciu pielgrzymki. Dziś mało kto pali całość ubrań, w których przeszedł camino, ale nierzadko zdarza się symboliczne spalenie butów czy niewielkiego elementu stroju. Sam spaliłem kapelusz.

Słupek z zerowym kilometrem na Przylądku Finisterre.

Camino to niepowtarzalny szlak. Łączy on na swojej drodze zarówno wierzących, jak i ateistów. Biednych i bogatych. Ludzi ze wszystkich zakątków świata. Każdy wędrujący z własnymi troskami i intencjami. Pozwala wyciszyć się, przemyśleć bieżące sprawy i paradoksalnie, pomimo wysiłku, zebrać siły na dalszą drogę. Niewierzący często odkrywają na nim Boga, a niektórzy po powrocie do domu całkowicie zmieniają swoje życie. Daje poczucie nieskrępowanej wolności. Z pewnością jest to niezapomniana przygoda, która na długo pozostaje w pamięci i do odbycia której wszystkich gorąco zachęcam.

Oglądany: 44516x | Komentarzy: 40 | Okejek: 267 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało