Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Spowiedź antywindykatora - częśc II

61 311  
299   58  
W poprzedniej części dowiedzieliśmy się kto to jest antywindykator i dlaczego jest potrzebny. A dziś dowiemy się jak postępować, gdy dostaniemy nakaz zapłaty.



Dla porządku

Informacja na początek. Gdyby miał się ktoś czepiać: To co opisuję to kolejne etapy postępowania rozpoczętego przed e-sądem. W niektórych sytuacjach pozwy są kierowane od razu do Sądów Rejonowych. Wówczas postępowanie jest nieco inne. Ale też nie jest to poradnik, tylko „spowiedź antywindykatora”. W każdym razie przyświeca nam idea, że zapłacić zawsze się zdąży. A w sytuacji kiedy nakaz zapłaty już jest, to walka akurat nic nie kosztuje (z niektórymi wyjątkami). I właściwie zasada jest taka: znacznie gorzej już nie będzie. I jeszcze ważna uwaga: nawet jak sprawa jest już u komornika, a Wy nie wiecie nic o nakazie zapłaty, to rzecz jest jeszcze często do odkręcenia. A więc, kontynuuję…

Czym jest prawda

Jak napisał swego czasu – skądinąd w świetnej książce „Historia filozofii po góralsku” - nieżyjący już ksiądz Tischner „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”. My w naszej pracy zazwyczaj skupiamy się na tej ostatniej. Właściwie na niej opieramy całą linię obrony (chociaż to akurat złe słowo, ale innego nie ma). A tak trochę poważniej, to w postępowaniach cywilnych są dwie prawdy. Prawda materialna i formalna. Najogólniej mówiąc, prawda materialna mówi „jak było” i to sąd ma dociekać co faktycznie zaszło między stronami sporu. Prawda formalna zaś dotyczy tego „czy udało się to udowodnić”, a sąd jedynie rozstrzyga, czy zebrany materiał dowodowy jest wystarczający do wydania orzeczenia. Ustawodawca uznał najwyraźniej, że ta druga koncepcja jest słuszna, czemu dał wyraz w odpowiednich przepisach kodeksu postępowania cywilnego. Skoro czegoś chcesz, to udowodnij, że masz rację. (Nie wiem, czy lubicie filmy, których akcja zawsze rozgrywa się na sali sądowej, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Ja uwielbiam. Wiele razy zdarza się tam, że z pozoru przegrana sprawa kończyła się uniewinnieniem podejrzanego, bo nie udowodniono mu winy…).

Jakieś papiery

Pamiętacie jak pisałem w poprzedniej części o „jakichś papierach”? Te dokumenty zazwyczaj są kluczowe dla dalszego działania. Te „jakieś papiery” to pozew wraz z załącznikami. W pozwie osoba czy firma, która czegoś od nas żąda musi napisać czego i ile chce oraz to żądanie musi uzasadnić, przedstawiając dowody na poparcie tych żądań. I te załączniki to właśnie te dowody. I na tym etapie już zazwyczaj możemy przypuszczać co się stanie z pozwem. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo tego nie da się opisać w jednym artykule. Bardzo często jednak okazuje się, że te dowody to „dowody”. Ot… jakiś fundusz sekurytyzacyjny (pieszczotliwie: sekukuku) napisał w pozwie, że ma w swoich księgach kwotę 10 000, która to kwota należy mu się, bo Kowalski miał kiedyś kredyt. I dołącza ten fundusz jako dowód „wyciąg z ksiąg handlowych funduszu”. Taki wyciąg opatrzony stosowną pieczątką wygląda bardzo poważnie… tyle że jest tylko powtórzeniem twierdzeń powoda. Stosuje się również tanie chwyty mające na celu wprowadzić odbiorcę w błąd. Na przykład „Malinowska wzięła kredyt w banku X. Kupiliśmy wierzytelność od banku Y i dlatego ona nam jest winna pieniądze”. Wszystko poparte kupą dokumentów dowodzących wszystkiego, tylko nie tego co łączyło bank X i Y. To tak jakbyście pożyczyli od sąsiada kosiarkę, a jej zwrotu żądał jego kuzyn. Bo tak. Nie sposób tutaj wymienić wszystkich możliwych błędów i niedoróbek w dowodach. Najbardziej mi się podobało ostatnio, kiedy strona powodowa wydrukowała – w celu nadania większej powagi chyba – jeden z załączników w kolorze. „Dowód” z tabelki Excela… po prostu siła porażająca. Mamy teraz na rozkładzie piękną sprawę, w której dowody to prawie ryza kserokopii. Pod takim ciężarem niejeden by się załamał. Jest tylko małe ale. W tych papierach jest wszystko oprócz dowodu na istnienie wierzytelności. Czyli innymi słowy „gówno prawda”.

Jak się do tego odnieść?

Spokojnie. Mamy zazwyczaj 14 dni na złożenie odpowiedzi na pozew. Najpierw robimy małe rozeznanie w dowodach. Jeżeli z dokumentów wynika, że jest szansa aby powództwo oddalić, to staramy się do tego doprowadzić. Za każdym razem jednak musimy dobrze przeanalizować otrzymane załączniki i odpisać zgrabne pismo (które sporządza jeden z naszych radców prawnych, zresztą nikt inny klienta przed sądem nie może reprezentować). W tym piśmie odnosimy się do twierdzeń powoda i przedstawiamy swoje zarzuty. Z tym że w taki sposób, aby nie mając żadnych dowodów skutecznie je odeprzeć. Bo cały dowcip polega na tym, że to nie my mamy dowodzić „nieistnienia czegoś”, tylko powód ma dowieść „istnienia czegoś”. Często popełnianym błędem przez osoby starające bronić się samodzielnie jest zarzut spłacenia kredytu. Świetnie. Skoro tak twierdzisz, to pokaż na to dokumenty. Jeśli ich nie masz, to nie udowodnisz swoich racji. Bo kto trzyma na przykład kwitki wpłat sprzed 5 lat? A przyznasz, że jakiś kredyt był. Nie znaczy to wcale, że my w swoich pismach kłamiemy. W postępowaniu cywilnym nie wolno. Absolutnie. Ale czym innym jest stwierdzenie „nie brałem żadnej pożyczki” od „powód nie przedstawił dowodów na to, że brałem pożyczkę”. Widzicie subtelną różnicę? I jeszcze ważna kwestia. Jeżeli zlekceważymy złożenie odpowiedzi na pozew, to potwierdzimy tym samym twierdzenia powoda i wówczas możemy bronić się jedynie…

Na sali sądowej…

Jeśli mamy napisaną odpowiedź na pozew i wysłaliśmy to do sądu i pełnomocnika powoda, to bardzo prosimy naszych klientów „jeżeli tylko nie musicie, nie idźcie na rozprawę”. Chyba że z ciekawości, aby sobie zobaczyć i w niej nie uczestniczyć. To po pierwsze jest nudne, a po drugie niechcący można coś „zepsuć”. W odpowiedzi na pozew składa się zazwyczaj – między innymi - wniosek o przeprowadzenie rozprawy pod nieobecność stron. Spokojnie. Ona się odbędzie. Jeżeli strona przeciwna odpowie na naszą odpowiedź, na przykład pałając świętym oburzeniem, że zaprzeczono takim „oczywistym i bezspornym” faktom, to rozprawa ulegnie odroczeniu, a my jesteśmy zazwyczaj – zmuszeni pismem drugiej strony – znowu coś skrobnąć. Wracając do „zepsucia czegoś” na sali sądowej. Zdarzyło nam się, że nasza klientka poszła jednak na rozprawę. I na niej potwierdziła dokładnie to, czego powód żądał w pozwie. I mimo braków w materiale dowodowym, na skutek przyznania racji twierdzeniom powoda sprawę przegrała. Bo „sędzia tak na mnie dziwnie patrzył i wydawało mi się, że mi nie wierzy…”. Dla jasności: my też zazwyczaj nie chodzimy na rozprawy. Wynika to z tego, że sędzia zazwyczaj wchodzi na salę sądową już z zarysem orzeczenia w głowie. Przecież musi to przedtem przeczytać (ciekaw jestem co sobie myśli ten, który teraz czyta tę ryzę papierów), a na rozprawie – jeżeli nie ma potrzeby wzywania świadków – niczego nowego się nie dowie.

Podsumowanie


Windykacja i antywindykacja to jest najczęściej gra o sumie zerowej. Co oznacza, że ktoś jest wygrany albo przegrany. Bardzo rzadko udaje się doprowadzić do ugody przedsądowej. Chociaż – nie ukrywam – staramy się. Cały jednak dowcip polega na tym, że firmy windykacyjne swoiście pojmują pojęcie ugody. Idea jej polega na „czynieniu sobie wzajemnych ustępstw”. A jedyne ustępstwo, jakie nasi przyjaciele potrafią z siebie wykrzesać to „rozłożenie na dogodne raty”. I to byłoby jeszcze do przyjęcia. Ale znane nam są liczne przypadki, że pomimo zawartej ugody i prawidłowej jej obsługi, przez „pomyłkę”, „niedopatrzenie” i temu podobne sprawa znajduje się na sali sądowej. Oczywiście sprawa taka w ogóle nie powinna być rozpatrywana, bo droga sądowa jest w takiej sytuacji niedopuszczalna, ale sąd o tym nie wie. Bo skąd. I na takie praktyki naszej zgody nie ma. I nie będzie. Może ktoś powie, że długi trzeba spłacać. To fakt. Ale niech to są rzeczywiste zobowiązania, a nie wydumane z sufitu kwoty. I dopóki będzie takie podejście do sprawy, dopóty my będziemy walczyć.
Antywindykacja to nie tylko sprawy sądowe. To wszelkie – zgodne z prawem – działania mające na celu ochronę dłużnika. Ochronę przed nadużyciami zarówno samych windykatorów, jak i komorników. Bo te też niestety się zdarzają. I pilnujcie swojej korespondencji. Oraz terminów. Ludzie bardzo często przegrywają sprawy właśnie tylko z tego powodu. Bo nie odebrali listu albo nie zareagowali na czas. Z antywindykacji to na razie tyle. Anegdot z tego mało, bo też temat z tych poważnych.

Oglądany: 61311x | Komentarzy: 58 | Okejek: 299 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało