JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

11 rzeczy, których nie spodziewałem się w Holandii

84 749  
647   72  
Wszystko jak zwykle rozbija się o absolutnie pomijalne drobnostki.

#1. Dużo dobrego piwa

W każdym sklepie z alkoholem w jakim byłem, miałem do wyboru naprawdę masę piw lokalnych i rzemieślniczych, w nieprzebranej mnogości stylów i gatunków. Moda na „kraft” jest tu bardzo silna, a w samym Amsterdamie jest więcej specjalizujących się w piwie knajp, niż ludzi do pracy.

Kolejną ciekawostką jest to, że właściwie za każdym razem w sklepie z alkoholem słyszałem język polski wśród klientów. Najmilsze jest, że Panowie w roboczych ciuchach po skończonej zmianie, porozumiewali się ze sobą językiem brzmiącym bardziej jak „Miałem zamiar kupić butelkę wódki, ale nie jestem pewien, czy nie lepiej będzie zaopatrzyć się w skrzynkę piwa.”, niż jak znane z wielu sklepów w Polsce „Ty no ku*wa Łysy, he he, to goudę mam brać, czy ten, no, czy brony, he he, walimy dzisiej nie?”.

No i takich ludzi z klasą, jak nasi budowlańcy w Holandii, to ja szanuję. Bez lipy.

#2. Brak górnego oświetlenia

Holendrzy naprawdę mają jakoś nie po drodze z górnym światłem i w wielu miejscach po prostu nie ma na suficie żyrandoli, lamp, plafonów, nie ma nic, a nawet jeśli jest, to pomieszczenia i tak oświetlane są lampami znajdującymi się gdzieś niżej.

#3. Duże okna i brak zasłon


Na ten temat powstało wiele legend, na przykład ta mówiąca o tradycji, w której kobiety, które czekały na swoich marynarzy, nie zakrywały okien okazując w ten sposób swoją wierność i uczciwość. W końcu, jeśli nie miały nic do ukrycia, to po co się chować? Z drugiej strony raj dla podglądaczy, prawda?

W każdym razie duże, niczym nie zakryte okna są w dalszym ciągu jak najbardziej na czasie. Zasłony, czy rolety, oczywiście występują, ale poziom „otwartości” Holendrów może czasem zaskakiwać.

#4. Krzywe domy


Amsterdam to miejsce, które przyprawiło mnie o zawrót głowy zaraz po wyjściu z dworca centralnego. Przechadzając się po kolejnych uliczkach nie mogłem napatrzeć się na to, jak dużo jest tu krzywych domów. Okazuje się, że rzecz spowodowana jest tym, że większość z nich stoi na palach i po prostu chylą się na boki. Drugą kwestią jest to, że frontowe ściany konstruowane były tak, by „pochylały” się nad ulicą. Ten zabieg miał kilka przyczyn. Według niektórych źródeł dawne prawo nie zezwalało na budowanie szerokich budynków, a sam podatek nakładany był równomiernie do powierzchni zajmowanej przez budynek na ziemi, więc uzyskane kilka metrów kwadratowych nad chodnikiem, było po prostu „gratis”. Powodowało to, że w środku nie warto było, lub nie dało się zbudować szerokich klatek schodowych, więc na szczycie pochylonej, frontowej ściany umieszczano specjalny hak, dzięki któremu większe ładunki (np. meble), można było wciągać swobodnie z chodnika i dostarczyć do mieszkania przez okno.

#5. Szpinak i jarmuż są wszędzie


Szpinak, przede wszystkim szpinak. Ziemniaki zmieszane ze szpinakiem to baza. Właściwie nie widziałem tam ziemniaków bez szpinaku. Naprawdę lubię szpinak, ale po kilku dniach jedzenia szpinaku ze szpinakiem wcale nie urosłem jak Popeye, a moje kubki smakowe zaczęły prosić o jakąś odmianę. Szpinak. Wszędzie szpinak i jarmuż. Dlaczego tak jest? Jeśli ktoś wie, to proszę, dajcie znać w komentarzach.

#6. Angielski wszędzie i o każdej porze

Łatwość w dogadywaniu się po angielsku jest po prostu błogosławieństwem w tym miejscu. Mówię o Amsterdamie, bo nieczęsto wyściubiałem nos z tego miasta. Pomyślałem, że przecież w polskich dużych miastach tak samo można porozumiewać się po angielsku… ale potem przypomniałem sobie, że w takim kiosku, czy piekarni już nie jest tak łatwo, a nawet w sieciowym fast-foodzie poziom angielskiego przy obsłudze często wygląda tak: Do you want some french fries, or ziemniaki łódeczki?

*Wstawiam zdjęcie Danio, bo tego jeszcze bardziej się nie spodziewałem.

#7. Masa naganiaczy na ziołowego dymka

To zmora Amsterdamu. Murzyni wyskakujący zza każdego rogu są strasznie natarczywi. „Chodź, u mnie możesz pić piwo i palić trawę.” słyszane 1500 dwa dziewięćset razy jest naprawdę denerwujące i zwyczajnie niepokojące, bo ci ludzie często wyglądają jak… po prostu jak źli ludzie.

*Czapla dała się namówić i teraz myśli, że jest kogutem.

#8. Rowerzyści to naprawdę święte krowy

Niesamowite jest to, jak sprawnie to wszystko wygląda. Rowerów jest naprawdę dużo, a rowerzyści lubią takie tam „późne zielone”, czy „skręcę na zakazie, w sumie to mam wy*ebane”. Kierowcy samochodów pewnie nie są z tego powodu szczęśliwi, bo potrącenie rowerzysty jest czynem wielce haniebnym.

Co najbardziej zaskakujące z perspektywy polskich dróg, to że rowerzyści mijają przechodniów, czy innych rowerzystów, na centymetry i nikt nie krzyczy za nimi „Ty wariacie! Mogłeś mnie przejechać!”. Jeszcze ciekawsze jest to, że kierowcy wyprzedzają rowerzystów w wąskich uliczkach tak, że niemal trącają ich lusterkami i rowerzyści wcale nie krzyczą za nimi „Ty wariacie! Mogłeś mnie przejechać!”.Jak to możliwe?

*Amsterdamska miska karnych Wacków dla drogowych pieniaczy.

#9. Nazewnictwo

No dobra, tutaj naprawdę trzeba było odrobić pracę domową przed wyjazdem do… no właśnie. Wyjazdem dokąd?

W tytule podałem nazwę Holandia, żeby ktoś w komentarzach mógł napisać „Autor wuj, to nie Holandia! Nawet nie wie, gdzie był”. W języku angielskim rzeczywiście wypadałoby używać słowa „Netherlands”, a nie „Holland”. „Holland” to tylko region na południu Holandii. Holandii? No właśnie, okazuje się, że w języku polskim nazywamy cały kraj mianem zarezerwowanym wyłącznie dla jednego z regionów. Trochę tak, jakby na Polskę mówiono za granicą „Mazovia”, zamiast „Poland”.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo: polscy obrońcy poprawności językowej często wskazują formę „Niderlandy” jako poprawną nazwę kraju. Jest jeszcze gorzej, bo kraj nazywa się „Królestwem Niderlandów” i jest to nazwa oficjalna i poprawna.

Teraz uwaga, bo komuś może od tego pęknąć żyłka: słowo „Holandia” jest w języku polskim jak najbardziej poprawnym określeniem nazwy tego państwa. Całego państwa. Szach-mat i wstawiam zdjęcie Jennifer Lawrence dla rozluźnienia atmosfery.

Zagmatwane?

No to w skrócie
Angielski: I was in Netherlands.
Polski: Byłem w Holandii.
Polski w komunikacji oficjalnej i urzędowej: Minister odwiedził Królestwo Niderlandów.

Żeby było jeszcze łatwiej, to „Holender”, czy jak kto woli „Niderlandczyk” to po angielsku „Dutch”. Nie mylić z „Duńczykiem”, ten nazywany jest po angielsku „Dane”. Jeśli coś jest duńskie, to powiemy „danish”, jeśli jest holenderskie to mówimy „dutch”.

Podstawa, ale na podstawie najłatwiej się wyłożyć.

#10. Czerwone latarnie


Przy czerwonych latarniach zadziwiły mnie dwie rzeczy. Można powiedzieć, że podzielone są na strefy względem preferencji klienta i w najlepszej części ( moim kolegi skromnym, rzecz jasna, zdaniem) w witrynach można zobaczyć dziewczyny tak ładne, że kolega mówił, że w filmowych „fikołkach” takich fajnych nie widział. To raz, a dwa: najbardziej zaskakujące jest to, że dziewczyny stojąc w witrynach i pokazując swoje wdzięki, obserwowane są przez grupy ludzi. One stoją tam i czekają na klientów, a ci ludzie stoją tam i się gapią. Długo tam stoją i nic nie „kupują”, tylko się patrzą i patrzą. No i teraz zagadka: czekają, aż dziewczyny zaczną, nie wiem, żonglować, czy odwalać jakieś inne tralala?Jeśli znacie odpowiedź na tę zagadkę, to korzystajcie z komentarzy.

#11. Grande finale

Po komentarzach pod paroma moimi artami widziałem, że niektórzy Bojownicy uwielbiają ten temat, więc śpieszę informować, że Holendrzy lubią sedesy z półką i właśnie takie najczęściej tam spotkacie. W Polsce to już naprawdę rzadki nieczęsty widok.

Nie będę wstawiał zdjęcia sedesu, bo przecież każdy wie, jak wygląda. Tutaj mamy kolejną ciekawostkę – toalety, które „pojawiają się” na chodnikach wieczorami, kiedy wszyscy balują.


No i teraz inne ujęcie tej oryginalnej etykiety, bo przecież nie zakończę artykułu zdjęciem publicznego pisuaru.



Oglądany: 84749x | Komentarzy: 72 | Okejek: 647 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało