JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Etymologia" to prawdopodobnie najgorszy temat artykułu na Joe Monsterze*

85 255  
433   115  
*jest też o cyckach, w sumie nawet trzy razy.


Etymologia to nauka o pochodzeniu słów, o czym oczywiście wiesz, a ja po prostu musiałem od czegoś zacząć ten artykuł. Cała zabawa polega właśnie na sięganiu do początków i pierwszym kapitalnym przykładem są dni tygodnia. Z pozoru nie dzieje się tu nic ciekawego. Mamy np. „piątek”, który jest dniem piątym, czy „poniedziałek”, który jest po prostu „po niedzieli” i stąd jego nazwa, albo taką „środę”, która jest w środku. Tylko… jak to się stało, że pierwszy dzień tygodnia według swojej nazwy jest już za jakimś innym dniem? Trochę dziwne.

#1. Dni tygodnia

Dzisiejsze nazwy dni tygodnia przechowują dla nas ciekawą informację o naszej przeszłości. Okazuje się, że dawniej to właśnie niedziela była zawsze pierwszym dniem tygodnia i to ten układ nadał ostateczne nazwy pozostałym dniom.

- „Niedziela” to bardzo prosta gra słów – „nie dziela”, „nie działa”, czyli „nic nie robi”. Jest to dzień, w którym odpoczywaliśmy i nie wypadało wtedy pracować.
- „Poniedziałek” to rzeczywiście dzień, który następuje po niedzieli.
- „Wtorek” to dzień wtóry (tzn. drugi), po niedzieli.
- „Środa” to dzień, który wyznacza środek tygodnia. Dokładnie. Dopiero w takim układzie środa jest rzeczywiście w środku.
- „Czwartek” jest dniem czwartym po niedzieli.
- „Piątek” analogicznie jak wyżej.
- „Sobota” to spolszczona nazwa żydowskiego Szabasu. Jest to siódmy dzień tygodnia i zgodnie z religijną tradycją (Bóg stworzył świat w 6 dni, a siódmego dnia odpoczywał) traktowano go jako dzień świąteczny.

Jak widać, w tych prostych słowach, których używamy na co dzień i na które nie zwracamy szczególnej uwagi, kryje się więcej informacji, niż moglibyśmy na pierwszy rzut oka przypuszczać.

#2. Potwornickie potwory i inne stworzenia

Po siódmym dniu, kiedy świat był piękny i gotowy, mogły pojawiać się na nim różnego rodzaju monstra. Nie były one już boskim dziełem tworzenia i były złe do szpiku kości, więc trzeba to było jakoś zaznaczyć. Do dziś nazywamy je „po-tworami”, bo pojawiły się właśnie „po tworzeniu” świata przez Boga.Wszystko to co boskie pochodziło z jego tworzenia świata – „z tworzenia”, czyli są to po prostu „stworzenia”.

#3. Parasol – takie proste, a takie głupie

Nie jest to w żadnej mierze polskie słowo, najpewniej pożyczyliśmy od Włochów ich „parasole”, w czasach, w których byliśmy zafascynowani makaronizmami. Najciekawsze jest to, że po drodze coś poszło nie tak jak trzeba i w efekcie używamy tego słowa w nieodpowiednim znaczeniu.
„Parasol” to słowo walizka, zawierające w sobie człon „para” i „sol”. Tłumacząc to dosłownie uzyskamy „na” i „słońce”.

W tym punkcie widać nasz błąd! Parasol to urządzenie chroniące nas od słońca. Kształtem oczywiście jest podobne do parasoli przeciwdeszczowych jakie znamy dziś, jednak nie jest to dokładnie to samo. Parasoli używano w celu zapewnienia sobie ochrony od upału i wcale nie były wodoodporne.
Przedmioty chroniące nas od deszczu to np. francuski „parapluie” (na deszcz) czy hiszpańskie „paraguas” (na wodę).

Nie tylko my wpadliśmy w tę pułapkę. Angielskie określenie parasola „umbrella” ma też łacińskie korzenie. „Umbre” to „cień”, więc w najprostszym tłumaczeniu jest to urządzenie zapewniające nam cień, a jeszcze prościej: w języku włoskim był to po prostu synonim słowa „parasol”.

#4. Cycki

„Cyc” to onomatopeja – wyraz dźwiękonaśladowczy. W Europie środkowej odgłos ssania piersi przez niemowlę kojarzył nam się z charakterystycznym „cyckaniem”, więc samą pierś nazwaliśmy cycem, a także zdrobniale cyckiem.

#5. Niemowlę

Ten temat jest prosty, ale nie wszyscy się nad tym zastanawiamy. Określamy tym mianem dziecko, które nie mówi. Odkąd zacznie używać słów i konstruować zdania, przestaje być niemową, więc przestaje być niemowlęciem.

#6. Mama

W basenie Morza Śródziemnego dzieci musiały ssać piersi w jakiś zupełnie inny sposób i w trakcie jedzenia wydawały z siebie odgłosy brzmiące bardziej jak „mmaaaa… mmmaaaaa”, a czasem było to krótsze cykanie brzmiące jak „te, te, te, te”. Tutaj też doszło do naśladowania dźwięków w mowie i w efekcie słowem „mama”, „mamma” czy „tetta” nazywamy piersi w większości języków łacińskich. I dokładnie tak, właśnie dlatego naszą rodzicielkę określamy słowem „mama” do dziś. Odkąd przychodzimy na świat jest dla nas całym światem, bo jedyne czego wtedy potrzebujemy to mama, czyli cyc.

#7. Tata

Wiem, że mogą pojawić się tutaj niepokojące myśli pokroju „Co też do cholery się stało, że na ojca mówimy TATA?”. Otóż nic takiego się nie stało. W trakcie pierwszych miesięcy życia dziecięcy aparat mowy wykonuje dwie czynności – ssanie piersi i krzyczenie z prośbą o podstawienie do piersi. Tak naprawdę sylaba „ma” jest wymawiana przez dziecko jako pierwsza, ponieważ jego usta przyzwyczajone są do ssania i dziecko próbując wykonać ten sam ruch poza zasięgiem piersi wydaje z siebie po prostu odgłos „mmmaa”. Robi to przeważnie będąc na rękach swojej rodzicielki, więc stąd wniosek, że to właśnie niemowlęta nadały określeniu matki to specyficzne brzmienie „ma-ma”.

Sylaba „ta” to po prostu druga rzecz, jaką jest w stanie wydać z siebie aparat mowy bobasa. Pojawia się więc słówko „ta-ta”. Jeszcze później może ukazać się „ba-ba”, „dzia-dzia” itd.

Oglądany: 85255x | Komentarzy: 115 | Okejek: 433 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.09

19.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało