Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

5 sfałszowanych nagrań, którymi media próbowały oszukać świat (ale im nie wyszło)

205 808  
502   104  
Na świecie niby tyle się dzieje, że aż powstają kanały dedykowane temu nibysiędzianiu. Materiału nie powinno brakować, a jednak zamiast skupiać się na relacjonowaniu faktycznych wydarzeń, media próbują sprzedawać nam podkoloryzowane lub wręcz sfabrykowane historyjki. Czasem się nie udaje...


#1. Telewizja Polska i Thiago Cionek

12 maja 2016 roku trener piłkarskiej reprezentacji Polski, Adam Nawałka, ogłosił skład szczęśliwców, którzy będą dumnie reprezentować Polskę na mistrzostwach Europy rozgrywanych na boiskach we Francji. Piłkarze otrzymali życiową i być może niepowtarzalną szansę na to, żeby sprawić swoim rodakom wiele radości i zaistnieć w masowej świadomości trochę dłużej niż do meczu o honor. Ta sama masowa świadomość z pewnością jednak nie zapomni wpadki, jaką zaliczyła Telewizja Polska zaraz po ogłoszeniu kadrowych powołań.

Prezentując zawodników, którzy otrzymali nominację, TVP użyła zdjęcia Thiago Cionka z... gry Pro Evolution Soccer.

Pierdol się, HD!

Na przedstawionym zdjęciu widać wyraźnie, że piłkarz odróżnia się od reszty zawodników. Sport.pl spekuluje, że TVP nie dysponowała po prostu aktualnym zdjęciem Cionka i dlatego ratowała się zrzutem z popularnego „Pro Evo“. A może po prostu w TVP byli pewni, że Cionek nie dostanie powołania, dlatego nawet nie postarali się o jego zdjęcie? Tak czy inaczej mleko się rozlało i w internecie ruszyła lawina artykułów wyśmiewających kolejną wpadkę Telewizji Polskiej.

Niedawno TVP pokazała program „na żywo“, w którym do studia programu „W tyle wizji“ zadzwonił słuchacz, po czym nastąpiła seria dziwnych wydarzeń sugerujących kłopoty techniczne, amatorkę czy wręcz manipulację. Sami sobie wybierzecie.

Do nieudolności mediów w Polsce nawiązuje także przypadek Grzegorza Marczaka, naczelnego Antywebu. W tekście poświęconym wpadce TVP z Cionkiem Marczak przypomina o tym, jak to w „Metrze“ ukazało się jego zdjęcie z podpisem Bogdana Chazana.

Kubuś Puchatek

Przypomnijmy może tylko, że Chazan to lekarz, który „zasłynął“ tym, że odmówił dokonania aborcji nieodwracalnie uszkodzonego płodu, powołując się na klauzulę sumienia. Najwidoczniej w „Metrze“ uznali, że recenzowanie telefonów Samsunga równa się odmowie uśmiercania płodów.

TVP nie należy do pionierów metody wspierania się nagraniami z gier wideo w materiałach, które poświęcone grom nie są. Na początku 2016 roku irańskie media opublikowały materiał, w którym widać jak snajper zabija sześciu bojowników Państwa Islamskiego w ciągu niecałych dwóch minut. I faktycznie był tam snajper, ale swojego wyczynu dokonał w 2012 roku i nie w prawdziwej walce, a w grze „Medal of Honor“, co dla irańskich mediów nie stanowiło najwidoczniej żadnej przeszkody. Podobnie żadnego faka nie dała ambasada Rosji w Londynie, gdy nie tak dawno, w połowie maja 2016 roku, opublikowała na Twitterze zdjęcie mające przedstawiać ciężarówki z bronią chemiczną należące rzekomo do syryjskich rebeliantów, a w rzeczywistości pochodzące z gry „Command & Conquer Generals“.

„Liczy się treść, a nie forma“.

#2. Korea Północna zdobywa mistrzostwo świata

Nie wspomnieć o Najlepszej Korei w materiale dotyczącym manipulacji medialnych to jak pójść na studniówkę i nie wnieść ze sobą alkoholu. Można powiedzieć, że Korea Północna to kraj, który opanował sztukę stosowania narracji alternatywnej do perfekcji.

Jako ludzie żądni wiedzy i ciekawi świata z pewnością nieraz spotkaliście się z różnego rodzaju informacjami dotyczącymi potęgi Najlepszej Korei. Według oficjalnych źródeł – innych chyba w Korei nie ma – poprzedni władca Korei Kim Dzong Il wynalazł hamburgera, nie musiał korzystać z toalety, posiadał supermoce, a w ogóle to urodził się w niezwykłych okolicznościach pod świętą górą Baekdu, a nie w jakiejś wiosce na Syberii.

Pojęcie „słoika“ w Korei Północnej jest nieznane z co najmniej kilku powodów.

Gdy Ukochany Przywódca zmarł, schedę po nim przejął jego syn, Kim Dzong Un, który kontynuuje zręczną i pełną miłości politykę ojca, okazjonalnie drażniąc się ze swoimi sąsiadami z Najgorszej Korei przy pomocy rakiet. Nowy Kim, który zgodnie z ustanowionym przez siebie prawem jako jedyny w Korei Północnej może nazywać się Kim Dzong Un, w tatowym stylu zajmuje się również marketingiem Korei Północnej.

W 2014 roku północnokoreańska telewizja wyemitowała materiał, w którym poinformowała swoich widzów, że oto reprezentacja Korei Północnej zmierzy się w finale mistrzostw świata w piłce nożnej z Portugalią, po pokonaniu skromne 7:0 Japonii, 4:0 USA i 2:0 Chin.

PS TO PRAWDA

Wyjaśnienie, że materiał został sfabrykowany, byłoby obrazą dla naszej inteligencji, bo po pierwsze to Korea Północna, więc wiadomo, a po drugie Korea Północna nie zakwalifikowała się nawet do mistrzostw. Fakt ten nie dziwi, biorąc pod uwagę los, który spotkał północnokoreańskich piłkarzy po powrocie z nieudanych mistrzostw w 2010 roku. Jak doniosło amerykańskie Radio Free Asia, zawodnicy wespół z trenerem zbierali wówczas cięgi przez 6 godzin w obecności 400 innych osób.

Nie przeszkadza to w żaden sposób władzom Korei Północnej śnić o organizacji mistrzostw świata u siebie. Brzmi jak dowcip? Nie szkodzi. Ta azjatycka antyutopia naprawdę ma na to nadzieję. Wysiłki zmierzające do realizacji celu widać choćby w odnowionym niedawno stadionie 1 Maja w Pjongjangu. Nie wiadomo tylko, czy to wystarczy do zorganizowania największej imprezy futbolowej na świecie w kraju, który stanowi urzeczywistnienie najbardziej chorych snów swoich przywódców, ale FIFA przecież lubi pieniądze wyzwania.

#3. BBC i patagońskie pioruny

Gdy telewizja z Korei Północnej wypuszcza jakiś sfabrykowany materiał, to budzi on wśród zagranicznych widzów co najwyżej uśmiech politowania, ale gdy za to samo bierze się jedna z największych i najbardziej poważanych w świecie mediów marka, to jest to powód, by faktycznie zadać sobie pytanie o granice, które mogą przekroczyć media w pogoni za odbiorcą.

Na szczęście tutaj nie zajmujemy się poważnymi rzeczami.

W 2015 roku telewizja BBC wyemitowała reportaż o malowniczej Patagonii w ramach niezwykle popularnego cyklu dokumentów przyrodniczych. W pewnym momencie oczom widzów ukazał się położony w Chile wulkan Calbuco i wydobywające się z niego grube kłęby pyłu. Wybuchowi wulkanu towarzyszyły zaś jasne rozbłyski piorunów. Widok z pewnością zapierający dech w piersi.

Widok zmontowany w studiu BBC.

Pioruny, które nadają nagraniu dramatyzmu, zostały zarejestrowane w 2011 roku podczas wybuchu innego wulkanu i dodane na etapie obróbki materiału. Film, który na Facebooku został udostępniony przez ponad pół milion osób (w tym na pewno przez kogoś z was), usunięto. Nie jest to pierwsza tego typu manipulacja w wykonaniu BBC. W 2011 roku telewizja pokazała nagranie z narodzin niedźwiedzia polarnego na wolności, który tak naprawdę został sfilmowany w jednym z niemieckich zoo. Jeden z najbardziej znanych przyrodników, pracujący dla BBC David Attenborough powiedział wówczas, że sfilmowanie narodzin niedźwiedzia polarnego na wolności jest praktycznie niemożliwe.

#4. Chińsko-hollywoodzka flota powietrzna

Chiny to kraj posiadający największą armię na świecie. Prawie 2,3 mln żołnierzy gotowych jest bronić Państwa Środka w razie ataku obcych sił. Władze Chin nie omieszkują chwalić się swoim militarnym potencjałem przed całym światem na różnych paradach.

The Parade: Making Of.

Czasem to jednak nie wystarcza, bo wiadomo – w wyścigu zbrojeń nie chodzi o to, by wygrać. A widok maszerujących żołnierzy nie zrobi wrażenia na takich choćby USA, które posiadają więcej lotniskowców niż reszta krajów świata razem wzięta. Wtedy potrzeba czegoś mocniejszego. Czymś mocniejszym z pewnością będą nowoczesne samoloty bojowe.

- Generale, z naszych danych wynika, że jeden samolot dotrze do lotniskowca szybciej niż 2,3 mln żołnierzy.
- Czeka was świetlana przyszłość w armii, Li.

W 2011 roku chińska telewizja państwowa CCTV, która tylko przypadkiem nazywa się tak samo jak kamery monitoringu w języku angielskim, pochwaliła się nagraniem z ćwiczeń sił powietrznych. Na filmie widać jak myśliwiec J-10 zestrzeliwuje inny myśliwiec. I świat pewnie byłby pod wrażeniem spektakularnego wyczynu chińskich pilotów, gdyby nie ci cholerni internauci. Znowu. Nie bez powodu Chiny cenzurują Internet. Kto wie, ilu wtop udało się uniknąć dzięki cenzurze. Niestety nie tym razem. Jakiś chiński bloger odkrył bowiem, że w jednym z filmów z ćwiczeń wojskowych wykorzystano fragmenty... filmu "Top Gun" z Tomem Cruise’em.

Dziennik „Wall Street Journal“ przeprowadził analizę klatka po klatce „kluczowych“ momentów materiału, z której wynika, że nie trzeba być wielkim znawcą sztuki filmowej, by stwierdzić, że oba nagrania są do siebie łudząco podobne.

No chyba że mamy do czynienia z największym zbiegiem okoliczności od czasów, gdy samochód w loterii paragonowej wygrała koleżanka pani minister, odpowiedzialna za przygotowanie loterii.

Podobno jak się dobrze przypatrzeć, to w nagraniu po lewej widać twarz Osamy Bin Ladena.

Nie jest to pierwszy materiał w Chinach, w którym fragment filmu miał zastąpić prawdziwe nagranie. W 2007 roku rządowa agencja Xinhua pokazała zdjęcie rentgenowskie głowy Homera Simpsona w materiale przedstawiającym związek między genami a stwardnieniem rozsianym.

#5. Discovery na tropie

Stacje telewizyjne prześcigają się w nowych formatach, które mają przyciągnąć widza, bo dotychczasowe, jak niemal wszystko w życiu, nudzą się i nie wzbudzają takiego zainteresowania jak kiedyś. Przypomnijcie sobie, jak telewizja zaczęła emitować „Trudne sprawy“. Ludzie żywo spekulowali, czy to fejk czy nie. Dzisiaj nie ma już wątpliwości, a tego typu format zdobył już sporą popularność, powstało co najmniej kilkanaście produkcji, także skoncentrowanych na perypetiach konkretnej grupy społecznej (sąsiedzi) czy zawodowej (pielęgniarki, lekarze, policjanci). Niemniej jednak w tym przypadku mówimy o czystej rozrywce płynącej z telewizji, poruszającej tematy wszelakie. Co innego, gdy duża telewizja popularyzująca tematy naukowe posuwa się do tworzenia niejednoznacznie prawdziwych filmów dokumentalnych, by przyciągnąć widza.

„Niejednoznacznie prawdziwy“ xD.

Discovery zapisało się w pamięci telewidzów dzięki produkcji kilku nie do końca jasnych filmów dokumentalnych, przy czym „nie do końca jasny“ oznacza po prostu „kłamliwy“, „spreparowany“, „sfabrykowany“. Tylko w ten sposób można określić dokumenty emitowane przez Discovery lub należący do Discovery Animal Planet, mające dowieść, że megalodony, syreny i yeti istnieją.

Ostatnio w Zabrzu. Discovery już szykuje materiał.

O ile nakładanie piorunów na kłęby pyłu to posunięcie, które ma wzmocnić istniejący efekt, tak próba dowiedzenia przy pomocy naukowców-aktorów, sfabrykowanych zdjęć i efektów komputerowych, że prehistoryczne, wymarłe miliony lat temu bestie istnieją do dziś, wydaje się mocno zaawansowanym parciem na atencję. W dupie z prehistorycznymi bestiami – Discovery próbowało dowieść, że mityczne stwory istnieją! Rozumiemy, że w dobie mediów społecznościowych, marketyzacji i rozszerzania rzeczywistości zaciera się powoli granica między tym co prawdziwe a wymyślone, ale może warto choć udawać, że fakty mają znaczenie?

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Oglądany: 205808x | Komentarzy: 104 | Okejek: 502 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.06

19.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało