JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Dziennik z pracy z ankieterami telefonicznymi

52 700  
200   69  
Jak w ogóle robi się te badania? Co z tą grupą reprezentatywną i dlaczego ciągle do ciebie dzwonią?

W życiu większych firm przychodzi w końcu ten moment, że wypadałoby coś zbadać. Załóżmy, że jesteś siecią komórkową i chcesz dowiedzieć się ile osób i w jaki sposób korzysta ze smartfonów, czy przewidują zakup nowego modelu w najbliższym czasie i w jakiej formie chcieliby go zakupić (za gotówkę, na raty, a może w abonamencie?). To badanie jest dość proste, więc można przeprowadzić je przez telefon, to jedna z najtańszych opcji, jednocześnie zapewniająca bardzo dobre wyniki, więc chętnie z niej korzystasz.

Próba reprezentatywna

Tak, to magiczne pojęcie jest bardzo ważne przy badaniach. Dzięki takim doskonałym matematykom jak Gauss czy Laplace, możemy określić jaką minimalną grupę osób musimy przebadać, żeby otrzymać wynik reprezentatywny dla danej grupy ludności. Zgodnie ze wszystkimi prawidłami, żeby otrzymać wynik reprezentatywny dla ludności Polski, wystarczy, że przebadamy 1024 osoby (ładna, okrągła liczba – dla informatyków). Jednak wszystkie te osoby muszą zostać dobrane według specjalnego klucza.

Nadział

Do każdego badania przygotowuje się nadział, czyli wykaz typów respondentów, z którymi trzeba zrealizować wywiady. Ponieważ znamy ogólną strukturę społeczeństwa dzięki GUS-owi, możemy określić z jakimi typami respondentów musimy przeprowadzić jaką ilość wywiadów. W nadziale ilość wywiadów w danej rubryczce wyliczona jest co do sztuki.

W tabelce podałem przykładowe liczby (nawet się nie sumują do 1024), żebyście tylko mieli świadomość tego, jak to ogólnie może wyglądać. Tabela jest widoczna dla wszystkich i nadziałów muszą pilnować też ankieterzy.
Trzeba przeprowadzić wywiady co do sztuki z każdym z typów respondentów, więc wyobraźcie sobie, że został do zrobienia już tylko jeden wywiad. Z kobietą z łódzkiego, w wieku 65 lat, mieszkającą na wsi i używającą smartfona. Skąd wiemy, jak do takiej się dodzwonić? Nie wiemy! Nie możemy wiedzieć.

Dobór numerów

Przy takich badaniach numery telefonów są losowane. Serio, bez żadnej ściemy – to jest istotne dla wiarygodności badania. Jedyne na co można by było sobie pozwolić, to podział numerem kierunkowym na województwa, ale to też może być obarczone błędem. Dla przykładu kierunkowy 46 (Skierniewice) leży częściowo w woj. łódzkim, a częściowo w mazowieckim. „Where is your god now?”

Początek badania to przeważnie parę godzin dzwonienia w próżnię, sygnał „nie ma takiego numeru” świdruje uszy kilkunastu – kilkudziesięciu ankieterów. Na sali raczej rzadko słychać jakieś „Dzień dobry, dzwonię z…”.

Kiedy nieistniejące numery się przerzedzają, badanie zaczyna nabierać właściwego tempa, a cała sala huczy od rozmów. Ankieterzy wykreślają kolejne pozycje z nadziałów i w końcu zostaje nam ta nieszczęsna babina z łódzkiego.

Dodzwonienie tych ostatnich niedobitków potrafi zająć dziesięcioosobowej grupie ankieterów nawet kilka godzin. Naprawdę nie ma się wpływu na to, gdzie się dzwoni.

Najtrudniej jest zacząć ankietę!

Dlatego trzeba ratować się sztuczkami.

Sztuczka nr 1 – ze stolicy

- Prowadzimy badanie na temat polityki, może chciałaby pani się wypowiedzieć?
- Nie tam… A co mnie to wszystko obchodzi. Po co to wszystko.
- Pani opinia jest dla nas bardzo ważna, dzwonię z centrum badań z Warszawy i…
- Ooo! Z Warszawy?
- Tak, z Warszawy.
- No to dobrze, to porozmawiam.

Starsze kobiety mieszkające w niewielkich miejscowościach bardzo dobrze reagują na kontakty ze stolicy. Ot, ciekawostka.

Sztuczka nr 2 – na wiadomości

- Ale ja nie chcę gadać, bo po co te całe ankiety?
- Wyniki z naszych badań są na przykład podawane w wiadomościach telewizyjnych, więc pana opinia ma na to wpływ.
- W dzienniku, pan mówi? No to dobrze, to już gadamy.

To jest świetny wabik na starszych panów z małych miejscowości.

Sztuczka nr 3 – jak nie drzwiami, to oknem

Prowadzenie ankiet w firmach jest bardzo trudne, bo ciężko się połączyć z odpowiednimi osobami, a poza tym nie każdy ma czas na długie rozmowy. Jak przebić się przez sekretariat i dodzwonić się do szefa, do którego sekretarka nikogo nie łączy, a do tego namówić go na półgodzinną rozmowę? Najpierw trzeba wybadać kto się jak nazywa i w którym dziale pracuje, a później jest już łatwo.

Dzwonię, odbiera sekretariat:
- Anna Kwiatkowska, firma Cement-Obrusy-Trolejbusy, słucham.
- Cześć, Ania, Piotrek mówi, weź mnie proszę połącz z Jankiem, kochana.
- Już, już.
- Jan Kowalski, słucham.
- Dzień dobry, jestem badaczem z instytutu (…) i mam kilka pytań, a pańscy pracownicy zapewnili mnie, że będzie pan najbardziej kompetentną osobą do udzielenia odpowiedzi.

Check – lecimy dalej.

Sztuczka nr 4 – sprytne pytania

- Czy nie przeszkadzałoby pani, gdybym pani zajął kilka minut?
Sztuczka jest w odpowiedzi:
1) Nie, nie przeszkadzałoby.
2) Tak, nie przeszkadzałoby.
Przeważnie zanim respondent się zorientuje, że musi złożyć jakąś większą odpowiedź, to z grzeczności już przechodzi do realizacji ankiety.

Sztuczka nr 5 – czas

- Zajmę panu tylko minutkę.

Chyba nie muszę tłumaczyć, że ta minutka trwa 5-15 minut? Jedno co mogę powiedzieć, to że nigdy nie widziałem, żeby ankieterzy byli do tego szkoleni, stosowanie tego wrednego „triku” to przeważnie ich inwencja własna. W dodatku w skrypcie, który powinni czytać, zawsze wyszczególnione jest ile czasu zajmie badanie – podana tam wartość jest zupełnie obowiązująca i nie jest tak zaniżona, a pomnożona razy dwa bywa nawet prawdziwa.

Poza sztuczkami przydaje się też trochę ogólnej wiedzy i spostrzegawczości.

Literowanie

Nie bez powodu istnieją specjalne tablice literowania imionami (A jak Andrzej, B jak Beata, C jak Cecylia itd.), które każdy ankieter ma na kartce na biurku. Tablice są ułożone nieprzypadkowo, a jeśli zerkniecie na Wikipedię, to zobaczycie, że literkę „H” podajemy jako „Halina” – i to jest karygodny błąd. Wstydź się ciociu Wikipedio, a fu!

Spółgłoski nie dźwięczą, dlatego wymawiając taką literkę zawsze dostawiamy do niej samogłoskę. Nie mówimy „R”, tylko „eR”, zamiast „K” – „Ka” etc.
W trakcie rozmowy telefonicznej spółgłosek nie słychać wyraźnie, a „H” jest tego najlepszym przykładem. Mówiąc przez telefon „Ha”, osoba po drugiej stronie słuchawki słyszy przeważnie tylko „A”. Wyobraźcie sobie, że przez telefon „H” jest zupełnie nieme, tak jak w języku hiszpańskim. Po prostu go nie słychać. I w ten sposób zdania:

- To będzie Ha jak Halina, czy A jak Anna?
- To będzie A jak Alina, czy Ha jak Hanna?

brzmią przez telefon następująco:

- To będzie A jak Alina, czy A jak Anna?

chociaż „dobry” ankieter może to rozgraniczyć:

- To będzie Ha jak Hadrian, czy A jak Ares?

przy czym „dobry” respondent odpowie:

- Tak, to będzie A jak Hades, potem ER jak Eryk, a następnie KS jak Ksawier, czy iksiński, no wie pan.

Trudna język

Respondenci – wiadomo, trafiają się różni, ale i z ankieterami różnie bywa. Poniżej kartka, którą ujrzałem w jednym studiu telefonicznym, mająca pomóc ankieterom w odczytywaniu niektórych wyrazów. Ankieterzy przed każdym projektem są szkoleni, mimo wszystko początkowa faza realizacji to ciągłe doszkalanie. Czasem jednak – jak widać – trzeba sięgnąć po rozwiązania drastyczne.

Pro-Tip: Jeśli nie chcesz więcej odbierać telefonów z ankietami, to następnym razem poproś o dopisanie do
listy robinsonów.

Oglądany: 52700x | Komentarzy: 69 | Okejek: 200 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało