JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

10 szalonych sposobów na cenzurowanie internetu w Chinach

91 363  
337   69  
W 2015 roku Chiny znalazły się na ostatnim miejscu listy państw, które mogą korzystać z wolnego (nie chodzi o prędkość, ale dostęp do wszystkiego) internetu. Władze chińskie stosują przeróżne sztuczki, aby obywatele tego państwa mieli jak najbardziej ograniczony dostęp do zasobów znajdujących się w globalnej sieci.

#1. Blokowanie adresów


Jeśli pracujesz w biurze i masz wrednego specjalistę IT, możesz ze zdziwieniem odkryć, że zablokował on dostęp do kilku najpopularniejszych stron i jednak nie spędzisz godzinki na FB przy porannej kawie. To jednak nic w porównaniu z tym, co dzieje się w Chinach. Tam wszystkie popularne zagraniczne strony są zablokowane. Rząd chiński zablokował ponad 6500 zagranicznych serwisów. Jest to tak uciążliwe, że wszyscy obcokrajowcy mieszkający w Chinach płacą za usługi VPN aby przejrzeć FB, Twittera, YT i wiele innych stron. Jeśli strona zostanie raz zablokowana, pozostaje zablokowana na zawsze, nie ma się co łudzić, że urzędnicy złagodnieją i zmienią zdanie.

#2. Blokowanie zawartości


Chiny skutecznie blokują używanie slangu internetowego, naleciałości z zachodu i modnych na świecie wyrażeń. Twórcy reklam muszą używać jedynie tradycyjnych chińskich określeń, a jeśli uda się im jakimś cudem przemycić jakiś slogan robiący furorę na zachodzie, reklama natychmiast zniknie z TV i internetu. Również popularne seriale szybko znikają z ekranów TV jeśli jakiś urzędnik uzna, że są niepoprawne. Stało się tak między innymi z serialem „Teoria wielkiego podrywu”. Ostatnio zabrano się za cenzurowanie nicków - przykładowo usuwa się wszystkie konta, których właściciele mają nicki naśmiewające się ze światowych przywódców lub popierające pewnych polityków. Użytkownik o nicku ObamaFan dostanie najpierw ostrzeżenie i propozycję zmiany nazwy, a jeśli nie posłucha, konto zostanie zablokowane.

#3. Ataki DDoS


Chiny cenzurują nie tylko własny internet. Jeśli nie podoba im się treść na jakiejś zagranicznej stronie, a nie mogą jej zablokować, odpalają Wielkie Działo. Wielkie Działo to po prostu zmasowany atak DDoS, który prowadzi do zawieszenia systemu i przerwy w działaniu serwerów zaatakowanej domeny. W marcu 2015 roku ofiarą Wielkiego Działa padły GreatFire.org oraz GitHub. Serwisy te zajmują się walką z cenzurą w internecie. Strony były niedostępne przez dłuższy czas, ale w końcu udało się przywrócić ich działanie. Chiny nigdy nie przyznały się do przeprowadzenia tych ataków.

#4. Tajemniczo znikające posty


To że posty, których treść nie spodoba się moderatorom znikają nie jest niczym dziwnym. Ale w Chinach wszystko potrafią zrobić lepiej. Post nie zostaje usunięty, ale jest widoczny jedynie dla osoby, która go umieściła i dla nikogo więcej. Ta subtelna technika jest na razie rzadko używana i ma miejsce głównie na Sina Weibo, chińskim odpowiedniku Twittera. Ludzie, którzy widzą swój post i dostrzegają, że nikt go nie komentuje, myślą po prostu, że nie wzbudził on zainteresowania i są nieświadomi tego, że jest on po prostu niewidoczny dla pozostałych użytkowników.

#5. Areszt


Jeśli któryś z użytkowników internetu przegnie, cenzura przeniesie się z sieci do reala i zbyt szczery osobnik zostanie aresztowany. W 2012 roku aresztowano blogera Zhai Xiaobing, który umieścił na swoim blogu żarcik nabijający się z konferencji Partii Komunistycznej. To był tylko niewinny żart. Dziesiątki dysydentów i aktywistów odsiaduje wyroki za szerzenie swoich opinii w internecie. Jednym z nich jest laureat nagrody Nobla Liu Xiaobo, odsiadujący obecnie 11-letni wyrok za współudział przy tworzeniu Karty 08. Z powodu odsiadki nie mógł jechać w 2010 po odbiór nagrody, a rząd chiński nie pozwolił również na wyjazd do Oslo jego żonie, obejmując ją aresztem domowym.

#6. Gry i muzyka


Począwszy od tego roku, w Chinach każda gra i każda piosenka musi zostać sprawdzona pod kątem zawartości przez sztab cenzorów, zanim trafi do chińskiego internetu. Ma to zapobiec przenikaniu niewłaściwych treści do użytkowników. Gry video muszą zostać zaaprobowane przez Ministerstwo Kultury i umieszczone na tzw. „Białej Liście”. Większość gier nie pojawia się w pełnej wersji, lecz jest przerobiona zgodnie z zaleceniami cenzora. Czasem gry są banowane nawet bez sprawdzenia. Chiny stwierdziły, że nie ma mowy o wpuszczeniu na ich rynek Battlefield 4, ponieważ gra szkodzi wizerunkowi Chin.

#7. Blokowanie słów kluczowych w wyszukiwarkach


Każda wyszukiwarka, łącznie z najpopularniejszą chińską Baidu, musi blokować ustalone słowa kluczowe. Lista tych słów wydłuża się na bieżąco w zależności od potrzeb. Przykładowo po skandalu, w który zamieszany był polityk Bo Xilai, jeśli wpisałeś w wyszukiwarkę jego nazwisko, nie znalazłeś ani jednego trafienia. W 2012 roku na listę słów zakazanych trafiło również na krótki czas słowo „prawda”. Oczywiście nie zawsze stosuje się tak drastyczną cenzurę, że nie znajdziemy nic na dany temat. Wyszukiwarka zaproponuje strony, których zawartość została uprzednio zatwierdzona przez cenzora.

#8. Samocenzura


Wielu użytkowników internetu po prostu nie pisze nic, co mogłoby doprowadzić do utraty pracy czy też aresztowania. Po prostu sami cenzurują swoje wypowiedzi zanim je zamieszczą, tak dla świętego spokoju. Nikt nie wie dokładnie gdzie leży granica między legalną a nielegalną wypowiedzią. Więc lepiej nie powiedzieć za dużo i nie narazić się na konsekwencje. Jeśli koniecznie chcesz opowiedzieć polityczny żarcik, zrób to offline, wśród zaufanych osób.

#9. Zalewanie sieci prorządowymi komentarzami


Jeśli cenzurowanie nie do końca spełnia swoją rolę, rząd ma do dyspozycji całą armię dobrze opłacanych trolli, którzy wszędzie umieszczają posty wychwalające rząd i jego poczynania. Osobnikom wystawiającym laurki rządowi płaci się 50 centów za jeden post. Otrzymują wytyczne co i jak napisać, muszą zawsze krytykować rząd amerykański, podawać przykłady jak demokracja i kapitalizm się wykluczają itp. Trudno jest udowodnić, że pochlebne komentarze pisane są przez opłacanych ludzi, nie wiadomo, może w Chinach jest mnóstwo osób, które popierają wszystkie działania rządu i chcą o tym napisać.

#10. Wyłączenie internetu


Jak widać, Chiny mają wiele narzędzi do cenzurowania internetu. Jeśli jednak wszystkie z nich zawiodą, zostaje jeszcze jedno wyjście - całkowite wyłączenie internetu. Jest to ekstremalne rozwiązanie, a Chiny już raz je zastosowały. W lipcu 2009 roku w prowincji Sinciang wybuchły kilkudniowe zamieszki, w wyniku których zginęło 197 osób, a ponad 1600 zostało rannych. Rząd szybciutko odciął dostęp do internetu w całej prowincji, a przywrócił go dopiero w następnym roku. Przez prawie rok 20 milionów ludzi nie miało dostępu do sieci. Przedsiębiorcy musieli jeździć do sąsiednich prowincji, aby sprawdzić maile. Czy rząd chiński zdecyduje się jeszcze kiedyś na takie drastyczne środki? Zobaczymy.

Masz uwagi do artykułu - znalazłeś błąd, literówki, źródło? Napisz do redakcji
Oglądany: 91363x | Komentarzy: 69 | Okejek: 337 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze w tym tygodniu
Newsy z kategorii
Jak to drzewiej bywało