JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Z dziennika pracownika zakładu fotograficznego VI

71 768  
515   103  
W dzisiejszym odcinku skupimy się na dzieciach, a dokładniej – na ich rodzicach.

#1. Brajanek

- Dzień dobry, chcielibyśmy zdjęcia do dowodu dla naszego malutkiego Brajanka, ma już trzy lata i potrzebuje dowodu, bo będziemy jechać na wakacje do Grecji.
- Dobrze, zapraszam dalej.

Przechodzę do miejsca, w którym robimy zdjęcia. Oni wciąż stoją przy drzwiach.

- Zapraszam, śmiało.
- Hi hi, no idź Brajanku, słuchaj pana.
- Ale ja panią też zapraszam.
- Eee…
- Przyda mi się pani pomoc, Brajanek jest już dużym facetem, ale widzę, że bez mamy tu nie przyjdzie.
- Eee, ale jak to? – nie kryjąc zdziwienia – To ja mam coś robić?

Tak, ten schemat jest typowy. Bardzo typowy.

#2. Andżelka

- Proszę zrobić zdjęcie Andżelce do dowodu.
- Dobrze, zapraszam dalej, proszę ją posadzić tutaj na krześle.
- Hi hi, ona taka szalona jest troszkę.
- No dobrze, wesołe dzieci to szczęśliwe dzieci.
- No tak, tylko wie pan, ja jej tam nie posadzę, bo ona mnie w ogóle nie słucha – uśmiecha się szeroko.

Tak że tak… ten schemat też jest typowy.

#3. Wesoła rodzinka

Przyszli całą rodzinką, ale do sfotografowania było tylko najmłodsze dziecko. Nie pozwoliło się posadzić na krzesełko, jednak tata wpadł na doskonały pomysł. Zdjął z półki sklepowej jakiś gadżet i dał go dziecku do zabawy. Zdjęcia zrobione.

- Zapraszam państwa za 15 minut po odbiór.

Tata chwyta się pod boki i w pełnym uśmiechu, wskazując na dziecko bawiące się gadżetem z półki, tak oto rzecze:

- Ha ha ha, ja nie wiem, jak mu pan to teraz zabierze, ha ha, on jak coś złapie, to nikomu nie odda.
- Doliczyć do rachunku?
- He he… eee… Nie, no dobra. Ale to będzie naprawdę trudne.
- Proszę próbować – zachęcam ojca.
- JA? – odpowiada nie kryjąc zdziwienia.

#4. Recydywista

Zdarzają się młodociani recydywiści, z którymi mamy przychodzą codziennie i codziennie przez 30-60 minut słuchamy sobie dziecięcego płaczu, rodzinnej walki, kłótni, prób przekupstwa, negocjacji, zastraszania i całego szeregu innych nieskutecznych sztuczek psychologicznych. Ale… wyrobiłem sobie pewien trik. Trzeba tylko wybadać delikatnie w rozmowie, czy rodzina jest aby na pewno pełna, żeby nie strzelić jakiejś gafy. Potem wystarczy przejść do akcji.

- Wie pani co? Niech mu pani da spokój, on i tak nie pozwoli sobie zrobić zdjęcia – mówię wolno, głośno i wyraźnie, puszczając oko do klientki.
- Dobrze, pójdziemy z Kacperkiem do domu – mama odpowiada tym samym tonem.

Dziecko uspokaja się, a kiedy zbiera się już zadowolone do wyjścia, kontynuuję dialog:

- Jutro niech przyjdzie z tatą – akcentuję każde słowo.
- Tak, jutro Kacperka przyprowadzi tata – klientka również akcentuje.

To jest ten moment, kiedy w ciągu 30 sekund dziecko samo wdrapuje się na krzesło i czeka na zdjęcie. To działa prawie za każdym razem, absolutnie nie mam bladego pojęcia, dlaczego tak jest. Ale jeśli coś jest głupie i działa, to nie jest głupie.

#5. Bezstresowo

Do zakładu wchodzą młodzi rodzice z około 3-letnią latoroślą. Kwiat ich miłości w ciągu 5 sekund od wejścia dopada do towaru stojącego na dolnych półkach i zaczyna wszystko zrzucać.

- Niech pan lepiej coś zrobi, bo cały towar porozwala – całkiem na poważnie mówi młody tata.

#6. Akcja strategiczna, kryptonim: „wrota żalu”.

Krótki zarys rozwiązań konstrukcyjnych:

Drzwi wejściowe otwierają się na zewnątrz, jest to dyktowane przede wszystkim względami bezpieczeństwa. W wypadku na przykład pożaru można dzięki temu o wiele swobodniej wybiec z zakładu popychając po prostu drzwi. Gdyby kilka osób w panice naparło jednocześnie na drzwi otwierające się do wewnątrz, to z ucieczką byłby problem. Większość lokali usługowych jest projektowana w ten sposób, dlatego zakład foto nie jest w tym wypadku niczym wyjątkowym.

Krótki zarys sytuacji:

Prawdziwy festiwal problemów zaczyna się, kiedy od zewnątrz chce się dostać mama z wózkiem dziecięcym. Wydaje mi się, że są gdzieś szkolenia, na których przekazuje się, że wózek musi być zawsze przed mamą prowadzącą, a rączki wózka nie można całkiem puścić pod żadnym pozorem. Skutkuje to sceną następującą...

Sytuacja właściwa:

Młoda mama, prowadząc przed sobą kabriolet z rodzaju Mclaren, zbliża się do drzwi. Dziobem wózka podjeżdża pod samo ich skrzydło i nachyla się nad gondolą w celu pochwycenia klamki. Ta sztuka ze względu na długość wózka w 90% nie udaje się, dlatego kierowniczka przechodzi do działań dywersyjnych. Wycofuje lekko bolid, i po krótkim kołowaniu na pasie, podjeżdża znów do drzwi, tym razem stawiając wózek bokiem. Skomplikowane obliczenia matematyczne i ocena sytuacji strategicznej opłaciły się, w końcu o wiele łatwiej sięgnąć po klamkę przez wózek stojący bokiem, dlatego ta sztuka udaje się w świetnej większości przypadków. Teraz pozostaje już tylko pociągnąć drzwi, otwierają się one, rzecz jasna, napierając na wózek, który stojąc bokiem nie jest w stanie swobodnie odjechać. To jednak nie demotywuje szturmującej, ciągnie ona za drzwi, drzwi napierają na wózek, ten ze zgrzytem przesuwa się gwałtownie o kilka centymetrów napierając na matkę, która to pchnięta przez wózek oddala się od drzwi i puszcza klamkę. Drzwi zamykają się. Frustracja w niedoli narasta.

Rozwiązanie:

Do tego momentu przeważnie udaje mi się już oderwać od pozostałych klientów i nadaję z wewnątrz sygnały mające na celu odwiedzenie młodej mamy od samodzielnej próby szturmowania fortecy nieprzyjaciela. Otwieram drzwi, przytrzymuję je i mogę już spokojnie wysłuchać monologu o trudzie życia matki i szykanach czyhających na nią na każdym kroku.

- Jeśli mogę pani lekko doradzić, to w doskonałej większości lokali usługowych wystarczy odchylić drzwi na pełną szerokość, by te zablokowały się umożliwiając pani swobodne wejście. Jeśli drzwi nie blokują się same, to na dole znajduje się nóżka, którą można szturchnąć nogą, wtedy ona blokuje drzwi. W wypadkach, w których nie można liczyć na takie udogodnienia, wystarczy podjechać wózkiem obok drzwi i wtedy je otworzyć.

Powyższe zdanie to fikcja, w końcu klientka mogłaby poczuć się lekko zażenowana brakiem doświadczenia, dlatego w praktyce wygląda to tak:

Rzeczywistość:

- Oj, widzi pani, rozumiem ten ból. W naszym lokalu niestety nie mamy drzwi, które by same się blokowały, ale ostatnio zamontowaliśmy taką nóżkę, widzi pani? – prezentuję zasadę działania.
- O! To fajnie, będzie mi łatwiej, nigdy tego nie było.

Tak naprawdę ta nóżka tam była jeszcze przed dinozaurami, ale co się czasem nie skłamie dla dobrego samopoczucia klienta...

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 71768x | Komentarzy: 103 | Okejek: 515 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało