JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wnerwiający pasażerowie komunikacji miejskiej, których musisz znać

93 993  
207   111  
Ostatnio rzadko korzystam z komunikacji miejskiej, ale jak już korzystam, to jestem świadkiem upadku kultury. Nie ma co wyolbrzymiać, nie ma co demonizować, jednak trafiają się jednostki wybitne.

pasazer


Wszystkie opisane poniżej sytuacje wydarzyły się naprawdę.

#1. Torba - klasyk na początek

- No co mi tu pan tak tę torbę szarpie?
- Ja tylko staram się stanąć na prostych nogach, żeby się nie przewrócić, a chciałbym zauważyć, że podcina mi je pani, stukając torbą w moje kolana od tyłu.
- Patrzcie no! Taki gówniarz, a taki bezczelny! Szczyl będzie mi mówił jak mam torbę trzymać! Gnoje tylko w tych autobusach! Chamy i nic więcej!

#2. Biegacz

Biegnie na złamanie karku i skręcenie kostki po kamiennych schodach. Musi wbiec, co sił, z pełnym impetem w drzwi. Musi je pokonać, choć rozbrzmiewa już sygnał zamknięcia drzwi! Musi wbiec czym prędzej, bo nie zdąży na metro! A następne ma dopiero za 3 minuty!

#3. Cześć, Heniek, chcesz piwo?

- No cześć. Chcesz piwko?
- Nie no, nie mogę teraz.
- Ale ja tu mam, masz, dam ci, to sobie zaraz wypijesz. Ja tu sobie popijam trzecie już, ale jeszcze mam.
- Nie, nie, ja jeszcze dzisiaj pracuję.
- No ja też pracuję, właśnie mnie wieziesz do roboty, zaraz siadam w sto szesnaście i mam dwa kółka do zrobienia.
Tak, to była rozmowa dwóch kierowców trzy przystanki od pętli.

Bus stop just something funny_c82302_4205672

#4. Moralizator

- Inteligenty pier**lone. Wagonem jechać, za okna paczeć, a nie książki czytać - powiedział podchmielony pan, patrząc na mnie i kilku moich współpasażerów, czytających papierowe wydania e-booków. Jechaliśmy wagonikiem metra. Za okna, nawet na wezwanie, nie "paczaliśmy".

#5. To tylko miłość

"Mmm.. kocham cię" Powiedział on do niej, potem ona do niego, potem zaczęli się przytulać, obściskiwać, rączki latały to w dół, to w górę. Ich twarze spotkały się ze sobą, a ich języki i wargi zaczęły wydawać romantyczny odgłos mopa chlapiącego o mokrą podłogę, bajkowy pląs łososiowego ogona klepiącego w kałużę na kutrze, odgłos mątwy rzuconej o ścianę i z plaskiem osuwającej się na podłogę. Stękając przy tym romantycznie niczym buldog po wbiegnięciu na drugie piętro, sapiąc jak pedofil w sklepie z zabawkami. Tak, miłość w autobusach kwitnie. Nawet zimą.

funny-bus-graphic-2

#6. Kulturalni

Niektórzy obrali sobie za punkt honoru wyedukowanie współpasażerów w kwestii kultury poruszania się komunikacją miejską. Sytuacja właściwa, zaobserwowana gdy osoby próbujące wejść do autobusu skutecznie uniemożliwiały wyjście:
- Rusz się, urwał! Najpierw się, urwał, wychodzi, potem się, urwał, wchodzi!!! Wyp...laj mi stąd!
Sytuacja kilka razy obserwowana na Pradze Północ.

#7. Rowerzyści

W sumie dlaczego miałoby mi przeszkadzać to, że ktoś chce przewozić autobusem rower... W godzinach szczytu... Codziennie...

#8. Profesjonalni muzycy

Cisza, spokój, chwila wytchnienia po ciężkim dniu pracy... Wtem jedyną rzeczą wznoszącą swe dźwięki ponad szmer kół i szum silnika jest... rytmiczne stukanie nogą, stukanie długopisem w metalową rurkę, pstrykanie palcami. Podnoszę głowę, a tam jakiś młokos z pchełkami za pińć zeta w uszach, pstryka sobie w rytm wątpliwej jakości techno, bujając się przy tym jak gibon.

#9. Jedzenie

Co jedzą ludzie w autobusach? Oczywiście szybkie, śmieciowe jedzenie. Podróż autobusem w okolicach "restauracji" z sieci fast food to ciągła, prowokowana przez nozdrza, walka trzewi o niepowodowanie odruchu wymiotnego na widok i swąd smażonych specjałów, mających z jedzeniem tyle wspólnego, ile moje stare sandały z głębią Rowu Mariańskiego. Zresztą czasem w takiej sytuacji chciałbym sztachnąć się starym trampkiem, tak na otrzeźwienie zmysłów. W tej kategorii umieszczę też wszędobylskie kebaby.

funny_bus_passenger_1005

Drugą najpopularniejszą przekąską w autobusach są nieśmiertelne chipsy (najlepiej zielona cebulka albo serowe). Zapachy, że powietrze lizać! Co jeszcze można zjeść w niekrępujący sposób w autobusie? WAFLE RYŻOWE!!! Ja już pomijam fakt, że nie przepadam za ich smakiem, ale zapach tego styropianopodobnego skrzyżowania azbestu z pianką montażową przyprawia mnie o przewrót kiszek. Mówię poważnie, wolałbym wąchać psie wymiociny zjedzone przez kota i wyrzygane jeszcze raz... Mniej więcej tak odbieram zapach wafli ryżowych i na każdą wspominkę robi mi się niedobrze. Na całe nieszczęście tego świata wafle są ostatnio takie trendy i cool i w ogóle dietetyczne i kto je wafle ryżowe, ten jest spoko i fit. Fit jak fit, na pewno nie spoko i cool. Gdybym był hobbitem, to wrzuciłbym wszystkie wafle ryżowe do tej piekielnej dziury razem z pierścieniem.
Dzisiaj stanęła obok mnie pięknie obdarzona przez naturę pani z całą powierzchnią piersi obsypaną okruszkami po tych małych okrągłych smakowych sucharkach o tak intensywnym zapachu. Jeśli się nie mylę, to jest ich kilka smaków: serowe, cebulowe, czosnkowe i pizza - paleta smaków przygotowane specjalnie z myślą o komunikacji miejskiej.

#10. Flegma

- Ej, Justyna, jak ty strasznie kaszlesz!
- Ekghh, ekghhh, no wiesz, byłam u lekarza...
- No i co ci powiedział, no bo to okropne.
- To jest wirusowe zapalenie czegoś tam... Ty? O, to tym się można zarazić?
- Nie, chyba nie, jak wirusowe, to nie. A co?
- A nie, bo myślałam, że to może od Marcina, wiesz...
- Nie, tak raczej nie, raczej spoko.
Byłem świadkiem tej rozmowy, dziewczyna wyglądała jakby miała zaraz zejść. Po słowie "wirusowe" ja i kilka innych osób przesunęliśmy się w przód autobusu. Pewnie i tak niewiele by nam to pomogło. Niestety jest takich parę miesięcy w ciągu roku, kiedy audycja radiowa disco-polo zwykle dobiegająca z kabiny kierowcy jest zakłócana chóralnymi kaszlami z trzewi autobusu.

#11. A wiesz! Bo słuchaj, Mariolka...

Są dwa scenariusze tej sytuacji. W pierwszym ONA rozmawia z Mariolką przez telefon, raczej rozmawia DO Mariolki, bo nie daje jej ani sekundy na odpowiedź (jak znam życie, to tamta w tym samym czasie nadaje tak samo). I tak gada i nadaje, i gada i nadaje... Oczywiście najgłośniej jak umie, przerywa czasem jakimś prychnięciem w stylu "hasztag śmiechłam wiesz... hihi"

swir-pasazer

Drugi scenariusz: Mariolek jest więcej. "Chodźcie bejbusie tutaj na czwóreczkę jest wolna hihi" I gadają i nadają i śmieją się jak tępe niedoszłe absolwentki gimnazjów, wszystkie naraz, żując w najwulgarniejszy z możliwych sposobów gumy do żucia, od czasu do czasu poprawiając swój "look" błyszczykiem.
A ja naprawdę mam ochotę wsłuchać się w ten silnik z Jelcza...

#12. Młodzież w garniturach

Oddani wojownicy kompanii Domaniewskiej 'aka' Żołnierze Mordoru to oddzielny rozdział w teorii ewolucji ludzkości.
- Tak, panie prezesie! Tak jest! Już jadę! Zaraz będę!
No można rozmawiać przez telefon, ale po pierwsze primo: nie trzeba się drzeć. Po drugie primo: nie trzeba stać na baczność - co prowokuje możliwość nagłego upadku. Po trzecie primo ultimo: jeśli rozmowa z panem prezesem wzbudza w człowieku zespół kija w dolnej części pleców i sztywności członków, powodując zamieszanie wśród przegród nosowych współpasażerów muszących unikać lawirującego łokcia od tej ręki, która trzyma telefon... no... może jednak warto odłożyć tę rozmowę o dwie minuty, ewentualnie wyluzować, a najlepiej zastanowić się nad priorytetami w swoim życiu i wyjechać na stałe w Bieszczady? Temat zostawiam do przemyślenia.
Szeregowi żołnierze Mordoru, którzy nie odbyli jeszcze nigdy rozmowy z prezesem, rozpychają się za to malowniczo łokciami i na swoich laptopach kończą na szybko "prezki" w power poincie i uzupełniają bazy danych w Excelu. O godzinie ósmej minut trzydzieści, w największym możliwym autobusowym tłoku. Ja już pominę fakt, że kilka niemałych firm ryzykuje wypływ ciekawych danych przez jakiegoś niespełna inteligentnego rycerza bez cnoty znajomości GIODO i zwykłej kultury pracy z danymi.

#13. Profesjonalni beatboxerzy

Zawsze jest ich dwóch, jeden robi beatbox, a drugi wrzuca co chwilę "niezłe", "dobre to było", "to za..biste". Niestety nie jest to zakłamany obraz beatboxu, jaki znamy z zagranicznych hip-hopowych produkcji. To jest nasz rodzimy beatbox na miarę naszych możliwości, my tym beatboxem zatykamy niedowiarkom uszy. Dosłownie, bo brzmi on jak gorący żwir z porannej lewatywy, kręcący się w turbinie odkurzacza. Do tego autorzy bujają się jak bańki-wstańki, wymachując przy tym rękami, trącając stojących wokół ludzi. Ich szeleszczące drogie ciuchy ze skate-shopów mówią tylko tyle, że ich posiadacze nie są w stanie ogarnąć rozumem ile mamusia musiała pracować na ich zakup. To jest taki młodzieżowy bunt w narciarskiej kurtce za 900 zł.

173734_backdrop_scale_1280xauto

#14. Wulgary

Ostatni wulgar jakiego widziałem był zarazem muzykiem jak i beatboxerem, w dodatku tancerzem, gibonem, rezusem i Mariolką w jednym. Ach! Z wiejskim akcentem. Tzn. w jego mniemaniu to pewnie był "amerykański-hip-hop-luz-akcent". Otóż... nie, nie był.
Wulgary uważają, że jeśli będą się zachowywać głośno, mówić głośno, przeklinać głośno, to wzbudzą szacunek (respekt!) wśród gawiedzi. Otóż... wzbudzają tylko litość i ubolewanie nad tym, że zagłada polskiej inteligencji w trakcie drugiej wojny światowej doprowadziła to społeczeństwo do skraju naturalnej głupoty. Prawdopodobnie wystarczyłoby pomniejszyć IQ takiego osobnika o jeden punkt, by nie umiał już samodzielnie oddychać.

#15. Atleci

Stoję sobie przy drzwiach wagonu, gdy nagle jakiś starszy pan przechodząc szturcha mnie z takim impetem, że mało co mi kredki z tornistra nie wypadły.
- Przepraszam! - mówię mocno w kierunku jego pleców. Dziadzio odwraca się.
- Nie szkodzi, nic się nie stało. - stwierdza zniesmaczony i idzie dalej.

Oglądany: 93993x | Komentarzy: 111 | Okejek: 207 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze w tym tygodniu
Newsy z kategorii
Jak to drzewiej bywało