JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Z życia pilota Blackbirda II - niski przelot i wizyta w Libii

63 179  
438   48  
W czasie wojny w Wietnamie Brian Shul jako pilot odbył 212 misji bojowych. Kiedy został zestrzelony i ciężko poparzony, nie dawano mu szans na przeżycie. Shul nie tylko wrócił do zdrowia, ale po wojnie został pilotem najszybszego samolotu odrzutowego świata - SR-71 Blackbird, i wspomnienia z tego okresu służby opisał w książce "Sled Driver: Flying the World's Fastest Jet". Oto dwie z opisanych przez niego opowieści.


Leciałem swoim SR-71, a na tylnym fotelu siedział Walt Watson, wracaliśmy do bazy RAF Mildenhall w Anglii po misji rozpoznawczej nad Europą i "żelazną kurtyną". W drodze powrotnej baza nawiązała z nami łączność, w ciągu trzech minut, kiedy mijaliśmy Danię przekazano nam, że mała baza RAF gdzieś w wiejskim rejonie Anglii poprosiła o niski przelot SR-71. Dowódca kadetów tam stacjonujących był byłym pilotem Blackbirda i uznał, że taki pokaz SR-71 spodoba się młodzieży i zmotywuje ich do pracy. Nie ma sprawy, będzie nam miło. Po szybkim tankowaniu w powietrzu nad Morzem Północnym wzięliśmy kurs na małe lotnisko.

Walt miał u siebie tonę najbardziej zaawansowanego sprzętu do nawigacji jaki wtedy istniał i zaczął naprowadzać mnie na tamtą bazę. Zwolniliśmy do prędkości poddźwiękowej i wlecieliśmy nad gęsto zalesiony obszar przykryty lekką mgiełką. Jak większość brytyjskich lotnisk pamiętających czasy drugiej wojny to, którego szukaliśmy też miało niedużą wieżę kontroli lotów i bardzo skąpo rozbudowane zaplecze. Walter powiedział, że już jesteśmy blisko, i że już powinienem widzieć lotnisko. Ale nic nie widziałem.



Nic, tylko jak okiem sięgnął drzewa pośród mgły. Zeszliśmy trochę niżej i jeszcze bardziej cofnąłem manetkę przepustnicy, zwalniając od 325 węzłów (601 km/h) z jakimi lecieliśmy. Przy wciągniętym podwoziu zejście poniżej 275 węzłów (509 km/h) było nie najlepszym pomysłem. Walt powiedział, że jesteśmy praktycznie nad samym lotniskiem - a ja nadal nic nie widziałem. Pochyliłem samolot i rozpocząłem wykonywanie okręgu mając nadzieję, że wypatrzę coś, co będzie przypominało lotnisko. Tymczasem gdzieś tam na dole dowódca zebrał swoich kadetów i zabrał ich na balkonik okalający lotniskową wieżę, aby mieli najlepszy możliwy widok na nasz niski przelot. To był jeden z tych cichych, bezwietrznych dni z niebem zakrytym stalowoszarymi chmurami.

Walter twierdził, że jesteśmy na miejscu, ale przez mgłę i zachmurzenie nic nie widziałem. Im dłużej kręciliśmy się w kółko i wyglądaliśmy przez okna, tym bardziej zwalnialiśmy. Z cofniętą przepustnicą byliśmy na tyle cicho, że kadeci nas nie słyszeli. Musiałem mieć dobrych instruktorów latania, bo w pewnym momencie coś mi powiedziało, że powinienem rzucić okiem na wskaźniki. Kiedy zauważyłem, że prędkościomierz wskazuje wartość poniżej 160 węzłów serce mi na chwilę stanęło, zamiast krwi w żyłach popłynęła czysta adrenalina, a lewa ręka sama pchnęła przepustnicę do samego końca do przodu. W tym momencie tak właściwie nie lecieliśmy, po prostu trochę wolniej spadaliśmy. Dokładnie w momencie, kiedy oba silniki rzygnęły jęzorami ognia z dopalaczy (ależ to było wspaniałe uczucie), samolot wleciał w pole widzenia kadetów zebranych na balkoniku.




Dotychczas cichy mglisty dzień zamienił się w trzydziestodwumetrowego tytanowego potwora zionącego ogniem pędzącego wprost na nich, znacznie bliżej, niż można było się spodziewać, lecącego tuż nad lotniskiem, gwałtownie przyspieszającego na pełnych dopalaczach, wykonującego coś, co można było nazwać niskim przelotem po ostrzu noża. Szybko wylecieliśmy poza teren lotniska i bez dalszych przeszkód dolecieliśmy do Mildenhall. Przez pozostałe 14 minut lotu nie odezwaliśmy się do siebie słowem.

Po wylądowaniu podszedł do nas dowódca i już byliśmy przekonani, że odbierze nam lotnicze skrzydełka. Zamiast tego szczerze uścisnął nam dłonie i powiedział, że dowódca kadetów pochwalił, że to był najlepszy niski przelot Blackbirda, jaki kiedykolwiek widział, szczególnie dlatego, że zaskoczyliśmy go tak precyzyjnym manewrem, który można było określić jedynie jako zapierający dech w piersiach. Powiedział, że niektórym kadetom zdmuchnęło z głów czapki, a widok zniżającego się wprost na nich samolotu na dopalaczach był niewiarygodny. Walt i ja w pełni się zgadzaliśmy z określeniem "zapierający dech w piersiach" odnośnie tego poranka. Odparliśmy, że po prostu bardzo musiał im się spodobać nasz przelot.




Kiedy przeszliśmy do szatni, aby przebrać się z naszych kosmicznych kombinezonów w zwykłe lotnicze, usiedliśmy - nie zamieniliśmy słowa od "przelotu". W końcu Walter spojrzał na mnie i powiedział "Sto sześćdziesiąt węzłów. A ty ile widziałeś?". Próbując odzyskać głos wybełkotałem: "Sto pięćdziesiąt dwa". Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Walter podsumował: "Nigdy więcej mi tego nie rób". Nigdy więcej nie zrobiłem.

Rok później jedliśmy w kantynie w klubie oficerskim w Mildenhall i usłyszeliśmy, jak pewien oficer rozmawia z kadetami o niskim przelocie SR-71, który kiedyś oglądał. Oczywiście teraz już historia rozrosła się do kadetów spadających przez barierki z balkonu i krzyczących, kiedy gorące powietrze z dopalaczy opalało im brwi. Kiedy spostrzegł nas i naszywki na naszych kombinezonach wskazujące, że jesteśmy pilotami Blackbirda, zwrócił się do nas z prośbą o potwierdzenie jego słów przed kadetami. Walt pokręcił głową i powiedział: "To pewnie był zwykły niski przelot, tym samolotem robi to ogromne wrażenie". Faktycznie ogromne.


* * * * *



W kwietniu 1986, po zamachu bombowym na amerykańskich żołnierzy w berlińskiej dyskotece, prezydent Reagan wydał rozkaz zbombardowania obozów treningowych terrorystów w Libii. Moim zadaniem był przelot nad Libią i sfotografowanie celów po zbombardowaniu przez nasze F-111 w celu oceny skuteczności ataku. Kadafi ustalił "linię śmierci" przecinającą Wielką Syrtę, przysięgając zestrzelenie każdego intruza, który tam wleci. 15 kwietnia przecięliśmy tę linię z prędkością 3400 km/h.

Leciałem samolotem rozpoznawczym SR-71, najszybszym odrzutowcem świata, a za mną siedział mjr Walter Watson, operator systemów rozpoznawczych. Wlecieliśmy nad Libię i zbliżaliśmy się do punktu zwrotu na naszej trasie, kiedy Walter poinformował mnie, że odbiera sygnały o odpalaniu pocisków ziemia-powietrze. Szybko zwiększyłem prędkość, obliczając czas, jaki zajmie pociskom, najprawdopodobniej SA-2 lub SA-4 osiągającym prędkość Mach 5, dojście do naszego pułapu. Oceniłem, że powinniśmy zdążyć do punktu zwrotu i zostałem na kursie, powierzając nasze życie osiągom samolotu.




Po ciągnących się w nieskończoność kilkunastu sekundach wykonaliśmy zwrot i wlecieliśmy nad Morze Śródziemne. "Może zechcesz trochę zwolnić" zasugerował Walter. Wtedy dopiero spostrzegłem, że nadal lecimy na pełnej mocy silników. Każdy kilometr pokonywaliśmy w sekundę, lecąc grubo ponad limit Mach 3,2. To było najszybciej ile kiedykolwiek lecieliśmy. Cofnąłem manetki przepustnicy, ustawiając silnik na obroty jałowe, kiedy byliśmy na południe od Sycylii, ale i tak przestrzeliliśmy punkt tankowania w powietrzu nad Gibraltarem, gdzie czekał na nas tankowiec.





<<< Przypomnij sobie poprzednią historię pilota Blackbirda

Oglądany: 63179x | Komentarzy: 48 | Okejek: 438 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze w tym tygodniu
Newsy z kategorii
Jak to drzewiej bywało