JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Biała karta historii PRL: Opuszczone miejsca Podlasia

43 606  
272   47  
Dziś chciałbym opowiedzieć o miejscu, którego historię poznajemy od dwóch lat. Strzępki historii, dokumenty, opowieści... Wszystko to rozrzucone po wielu osobach i miejscach, lecz nikt nie wie o tym miejscu zbyt wiele.


Jak wspomniałem, zakładami "Agroma" w Czarnej Białostockiej (bo o nich mowa) zajmujemy się od dwóch lat. Jako wstęp chciałbym opisać, jak zmieniało się nasze postrzeganie tego miejsca w czasie. Jest to też dobry przykład, by opisać jak wygląda poznawanie takiego miejsca od zera, bez gotowej historii, gdzie musisz sam dokopać się do każdego strzępka informacji. Historię opiszę w kolejnych artykułach, bo wyszedłby ogromny tasiemiec.

Wszystko zaczęło się od tego, że postanowiliśmy zająć się tematem Urban Explorers oficjalnie. Założyliśmy profil na FB i ruszyliśmy do pierwszego miejsca. Jedyne co o nim wiedzieliśmy to to, że jedziemy do opuszczonej fabryki rolniczej. Trzymaliśmy się głównej drogi zaznaczonej na mapie. Jedyne co tego dnia znaleźliśmy to rozdzielnia prądu, zamknięty biurowiec (nie znaliśmy wtedy jego przeznaczenia) oraz budynek wyglądający jak mniejsze biuro z dokumentami pracowników rozrzuconymi po piwnicy. Wróciliśmy wtedy do domu i wrzuciliśmy zdjęcia na stronę.


Wrodzona ciekawość dawała się jednak we znaki. Szukaliśmy w internecie informacji o tym miejscu, lecz wszędzie dało się znaleźć jedynie kilka zdań o przeznaczeniu tej placówki. Zakłady rolnicze oraz ukryta produkcja broni. Trochę mało. Żadnej szczegółowej informacji, żadnych konkretów, tylko same ogólniki. Wybraliśmy się więc w to miejsce po raz kolejny, ominęliśmy miejsca, gdzie już byliśmy i zapuściliśmy dalej w las. Spotkaliśmy dwóch starszych panów w pobliżu jednej z firm budujących się na tym terenie, nie byli zbyt skłonni do rozmowy. Tutaj dała znać o sobie tajemnica, jaką narzucały na nich czasy i to miejsce. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
Osoba1: W sumie to nic tutaj nie było, tylko zakłady rolnicze i nic więcej.
Osoba2: Nie pieprz młodym głupot, był tutaj ten wojskowy wydział.
Osoba1: No w sumie był, ale nic szczególnego tutaj nie robili. Ot, taki wojskowy wydział.
Osoba2: Przecież była produkcja dla wojska, no co ty gadasz.
Osoba1: No, robili tutaj materiały wybuchowe.
Osoba2: Nie tylko materiały wybuchowe.
Osoba1: Jeszcze bomby głębinowe lub torpedy dla marynarki wojennej.

Dało nam to trochę do myślenia, nie będzie łatwo. Ludzie wciąż po tylu latach mają pewne opory, by opowiadać o tym, co było tutaj za czasów komuny. Ruszyliśmy tego dnia na poszukiwanie tajnego wydziału, lecz wtedy nie znaliśmy jeszcze planów fabryki, a jej powierzchnia to 120 ha, sporo terenu. Po długiej wędrówce przez las trafiliśmy w końcu na ogrodzenie sugerujące, że mamy do czynienia z obiektem wojskowym. Dwa rzędy zasieków, a między nimi zaorany niegdyś pas ziemi. Ogrodzenie w stanie rozsypki, ale ślady są.


Wyszliśmy z lasu w innym miejscu, niż wchodziliśmy i zupełnie przypadkiem trafiliśmy na serwis maszyn. Opuszczone hale wraz z kanałami serwisowymi i spora ilość garaży. Wszystko schowane w środku lasu, na budynkach zaś pozostałości po siatce maskującej. Tę siatkę można dostrzec na prawie każdym budynku z kompleksu. Wróciliśmy z kolejnymi domysłami i rozważaniami. Czym było to miejsce, jakie miało przeznaczenie? Każdy element, jaki poznawaliśmy, dawał pewien obraz całości, jak układanie puzzli. Kawałek po kawałku.

Zajmowaliśmy się z czasem innymi tematami, które były dość dobrze opisane w wielu źródłach. Pałacyki, dworki, małe fabryki... Lecz ta jedna wciąż pozostawała tajemnicza. Uznaliśmy to za swego rodzaju wyzwanie, trzeba poznać tę historię... CAŁĄ.


Zebraliśmy trochę strzępków informacji, lecz był to dla nas temat poboczny przez pewien czas. Skupiliśmy się na wielu innych aspektach naszej działalności i na innych miejscach.
Swego czasu wpadliśmy jednak na pomysł. Wielu ludzi pisało do nas, czy można dołączyć do wypraw i gdybyśmy nawet chcieli, to nie dało się tego ogarnąć. Ekipa musiałaby liczyć na chwilę obecną jakieś 100 osób, co jest fizycznie i logistycznie nie do ogarnięcia. Podstawowym argumentem było to, że "chciałbym zacząć, ale nie mam nikogo, z kim mógłbym jeździć". Zróbmy więc spotkanie, na którym ludzie interesujący się tematem mogliby się spotkać i pogadać. Może powstaną nowe grupy? Byłoby świetnie, im nas więcej w regionie, tym lepiej!


Zastanawialiśmy się przez jakiś czas w jakim miejscu można by było to zrobić, by nie był to jeden mały budynek na 20 min zwiedzania. Wybór padł oczywiście na fabrykę w Czarnej Białostockiej. Tam zwiedzania jest na co najmniej kilka dni. Głupio jednak zaprosić ludzi i powiedzieć kilka zdań o tym miejscu. Chcieliśmy jednak opowiedzieć o wyjątkowości kompleksu, lecz sami zbyt wiele o nim nie wiedzieliśmy. Wyznaczyliśmy więc datę na spotkanie - koniec maja. Będzie już ciepło i przyjemnie. Był kwiecień, więc mieliśmy dwa miesiące na ogarnięcie się i poznanie historii tego miejsca. To był dla nas przełomowy okres.


Wróciliśmy, by obejrzeć dokładnie teren i określić, które miejsca pozostały opuszczone, a które zostały zaadaptowane pod nowe firmy (Obecnie rozwija się tam park technologiczny, więc tym bardziej zależy nam na opisaniu fabryki, zanim całkowicie znikną po niej ślady). Chodziliśmy kilka ładnych godzin, by wszystko obejrzeć i określić ewentualną trasę, jaką możemy się poruszać w trakcie spotkania. Tego dnia dowiedzieliśmy się, że nie istnieją tylko zakłady "Agromet", czyli kompleks fabryczny, lecz obok znajduje się też "Agroma" - część magazynowa dla wojska. Zaplanowaliśmy to jednak na inny dzień, teren jest zbyt ogromny.


Spotkanie miało być oficjalne, więc i wymagana była informacja w urzędzie miejskim. Zajechaliśmy do urzędu miasta w Czarnej Białostockiej i poprosiliśmy o spotkanie z burmistrzem. Trochę głupio nam było, że zamiast się umówić, to uderzyliśmy z grubej rury, lecz ku naszemu zdziwieniu zdecydował się nas przyjąć od razu. Po wyjaśnieniu z czym przybywamy burmistrz uśmiechnął się szeroko i wyjaśnił nam, że jest z wykształcenia i zamiłowania historykiem. Spędziliśmy u niego ponad godzinę na rozmowach o fabryce i ogólnie losach Czarnej Białostockiej, otrzymaliśmy też pełne wsparcie ze strony urzędu i nieoficjalny patronat burmistrza. Na wyjściu zapytał się, czy nie będziemy mieli nic przeciwko, jeśli mając chwilę czasu pojawi się na spotkaniu. Trafiliśmy też do wydziału odpowiedzialnego za grunty gminy, gdzie wyjaśniono nam przed wielką mapą jaki zasięg miała fabryka, gdzie szukać budynków i co może być ciekawe. Otrzymaliśmy też ogromną ilość map z oznaczonymi terenami miasta i fabryki. Miły prezent.

Poinformowano też miejscową gazetę, że pojawimy się u nich i by udostępnili nam wszelkie informacje, jakie posiadają na temat fabryki. Z gazety wyrwał się na chwilę jeden z redaktorów, by pokazać nam gdzie znajduje się słynny wydział W6, czyli miejsce niegdyś pilnie strzeżone, a obecnie popadające w ruinę.


Na kilka dni przed spotkaniem pojechaliśmy na miejsce, by roznieść tzw. przez nas "znajdźki", które miały trochę urozmaicić eksplorację tego miejsca. Wyposażeni w garść informacji o historii fabryki czekaliśmy na dzień spotkania. W końcu ustalonego dnia na godzinę przed ustaloną godziną pojawiamy się na miejscu. Trochę speszeni, bo wtedy dotarło do nas, że mamy stanąć przed grupą osób, których nie znamy i "udawać" przewodników. Samochód za samochodem pojawiał się na miejscu, a ludzie wpierw speszeni zaczynali luźne rozmowy między sobą. Zanim dobiła godzina umówionego spotkania stało już kilka samochodów, a wszędzie było słychać tylko gwar i wybuchy śmiechu. Człowiek zaczynał czuć się jak wśród swoich dobrych znajomych. Dzięki temu sami jakoś się rozluźniliśmy i poprowadziliśmy narrację. Jako że pojawiła się jedna studentka z wymiany, a my nie chcieliśmy nikogo zostawić nieświadomego w tym miejscu, poprowadziliśmy też opowieść w języku angielskim. To było wyzwanie.


Pojawiło się ponad 30 osób i wiele z nich posiadało, tak jak my wcześniej, strzępki informacji na temat fabryki. Niekończące się rozmowy na temat historii tego miejsca i wszystko musi pozostać w głowie. Nie masz jak tego zapisać, więc rejestrujesz każde słowo, jakie do ciebie dociera i starasz się zapisać je w swojej pamięci jak najdokładniej. W odkopywaniu historii każdy szczegół jest ważny. Spotkanie dało nam źródło inspiracji. Reakcje osób na opowieść, zafascynowanie miejscem i poszukiwanie szczegółów, czyli to, co w tym jest piękne.


Po przejściu części fabrycznej ruszyliśmy w stronę części magazynowej. Obydwa tereny dzieli kilka minut samochodem, więc wszyscy zapakowaliśmy się do aut i ruszyliśmy w drogę. Jako auto prowadzące mieliśmy całkiem ciekawy wgląd na sznur aut za nami. Ten sznur aut stworzył też mały problem, gdy my przejechaliśmy przez bramę prowadzącą do magazynów (brama należy do ośrodka wychowawczego) obsługa tak się przestraszyła, że zamknęła bramę na kłódkę i auto, które zostało trochę w tyle nie miało jak wjechać. Musieliśmy prowadzić twarde rozmowy z pracownikami placówki, by tę bramę otworzyć. Dzwonili, pytali, czy my na pewno mamy zezwolenie burmistrza na przebywanie w tym miejscu taką ilością osób. Udało się jednak i ostatnie auto wjechało spokojnie.


Część magazynową tworzy kilkanaście budynków oddalonych od siebie o kilkaset metrów i otoczonych solidnymi wałami ziemnymi. Na obejście ich potrzeba było zatem sporo czasu. Tutaj już ludzie podzielili się na grupy i poruszali się w ekipach 5-, 6-osobowych. Pozwoliło to na bardziej osobiste rozmowy i zacieśnianie kontaktów, w końcu taki był nasz zamysł. Wszyscy wyczerpani długą wędrówką po lesie, więc pora wsiadać znów w auta i pojechać nad zalew. Tam już ognisko, kiełbaski, piwo i rozmowy. Czyli spokojny i sielankowy klimat :)


Temat dla nas znów ucichł na kolejne 4 miesiące. Później była wyprawa z TVP. Wracamy po raz kolejny do Czarnej, tylko tym razem obraliśmy za cel miejsce, które chcieliśmy odwiedzić najbardziej, a co wcześniej nie było możliwe. Szperaliśmy zatem dość długo, szukając kontaktu do właściciela biurowca. Pod spodem, wnioskując z relacji byłych pracowników, znajdował się schron dowodzenia. Udało się nam otrzymać numer do człowieka, który kupił ten biurowiec jakiś czas temu. Umówiliśmy się, że otworzy nam to, gdy już będziemy nagrywać reportaż dla TVP. Więcej o schronie opowiem wraz z historią fabryki, dodam tylko... Było warto tam wejść!


W tym czasie doszło do nas, że tak naprawdę całe to miejsce to "biała karta" historii. Niezapisana, zapomniana i chyląca się ku upadkowi wraz z biegiem czasu. Niedługo przecież wszystkie te budynki przestaną istnieć i nie będzie już jak badać tej historii. Postanowiliśmy, że skupimy się na tym temacie, by jak najszybciej go skończyć. Co jakiś czas jeździmy w to miejsce, szukamy ludzi, którzy coś o tym wiedzą, byłych pracowników. Informacje czysto historyczne posiadamy, teraz nadszedł czas na relacje świadków.


W najbliższym czasie pojawi się pierwsza część opowieści o tym miejscu. Pełna zadziwiających faktów. Opowieść o intrydze, ucieczce na zachód, przeznaczeniu fabryki i "przykrywce" dla zachodu.

Po więcej zdjęć i opowieści z naszych wypraw zapraszamy na nasz profil facebookowy.

Oglądany: 43606x | Komentarzy: 47 | Okejek: 272 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało