JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
...NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piekielne autentyki LXXII - nauka jazdy

52 275  
241   24  
Jestem instruktorem nauki jazdy.

Niektórym kursantom nauka przychodzi łatwo, inni mają mniejsze, bądź większe problemy. Dla jeszcze innych problemy zaczynają się dopiero na egzaminie.

Dziś historia egzaminów M. - jednego z moich kursantów.

Chłopak z jazdą radził sobie bardzo dobrze. Na kursie nie miał najmniejszych problemów. Na egzaminie trafił na egzaminatora X. Po wyjechaniu na miasto na jednym z pierwszych skrzyżowań, czekał przepuszczając auta z pierwszeństwem. W tym momencie egzaminator zaczął potupywać stopą. Na następnym skrzyżowaniu sytuacja się powtórzyła. Na kolejnym podobnie, plus uwaga egzaminatora:
- Długo jeszcze będziemy czekać?
M. zaczął kombinować, że może rzeczywiście jedzie zbyt zachowawczo i przy następnej okazji, kiedy na ulicy z pierwszeństwem auto było jeszcze kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania, postanowił dynamicznie ruszyć, tak aby przejechać przed nim.

Oczywiście egzaminator z uśmiechem na ustach depnął po hamulcach i stwierdził:
- No, a teraz usiłował Pan wymusić pierwszeństwo. Dziękuję. Egzamin niezaliczony.

Lekko podłamany M. zapisał się na kolejny egzamin. Traf chciał, że spośród kilkunastu wylosował tego samego egzaminatora co za pierwszym podejściem.

Sytuacja się powtórzyła - na pierwszym skrzyżowaniu, egzaminator znowu zaczął swoje potupywania. Tym razem jednak M., bogatszy o poprzednie doświadczenia, zamruczał pod nosem:
- Nie ze mną te numery Brunner - a pełnym głosem (tak żeby się wyraźnie nagrało na kamerach):
- To auto jest jeszcze daleko, ale jedzie z dość dużą prędkością, więc muszę zaczekać, żeby przypadkiem nie wymusić pierwszeństwa.

Kiedy samochód przejechał, na horyzoncie pojawiło się kolejne auto, więc M. ze stoickim spokojem powtórzył:
- To auto jest jeszcze daleko, ale jedzie z dość dużą prędkością, więc muszę zaczekać, żeby przypadkiem nie wymusić pierwszeństwa.

Kiedy samochód przejechał, tym razem z drugiej strony pojawił się kolejny, więc M. ze stoickim spokojem powtórzył:
- To auto jest jeszcze daleko, ale jedzie z dość dużą prędkością, więc muszę zaczekać, żeby przypadkiem nie wymusić pierwszeństwa (wybaczcie powtórki).

Dopiero kiedy na horyzoncie nie było absolutnie nic, z pełną gracją pojechał dalej. Ten sam scenariusz dokładnie powielił na każdym kolejnym skrzyżowaniu i tym sposobem w przepisowe 45 minut przejechał raptem kilka ulic. Egzaminator przestał tupać, zrobił się za to czerwono-buraczkowy na twarzy. M. jeździł poprawnie. Na nikim nie wymusił pierwszeństwa, dzięki głośnym komentarzom egzaminator nie mógł też oblać go za blokowanie ruchu. Niestety (lub właśnie stety) nie mógł się do niczego przyczepić i po powrocie do Ośrodka Egzaminacyjnego przez zaciśnięte zęby wydukał:

- Zdał Pan.

Ciekawe kto był bardziej piekielny?

by WrednyInstruktor

* * * * *


Pracuję w znanej firmie z kosmetykami (A***), która posługuje się katalogami, zamiast bezpośredniej sprzedaży. Piekielna historia przydarzyła się mojej znajomej, również konsultantce.

Z racji tego, że są święta, klientki zamówiły dość sporo produktów (wiadomo - na prezenty) za ok 500 zł. Paczka miała przyjść akurat wtedy, kiedy [k]oleżanka była w pracy, więc spodziewała się awizo.
Lecz zamiast tego w skrzynce była kartka, że paczka jest do odebrania u sąsiadów piętro wyżej (mieszka w bloku). Cóż było robić, poszła, zapukała. Po chwili drzwi otworzyła młoda [b]londyneczka.

K - Dzień dobry. Kurier zostawił mi informację, że moją paczkę dostarczył do pani.
B - Ach tak, był tu dziś.
Chwila ciszy.
K - Więc... Dziękuję, że pani odebrała, mogłaby mi ją pani dać?
B - Ale ja nie mam tej paczki.
K - Jak to pani nie ma?
B - Zaniosłam ją do pani, nikt nie otwierał, to pod drzwiami zostawiłam.
Koleżankę zatkało, strzeliła karpika, a w międzyczasie blondyneczka zdążyła zamknąć jej drzwi przed nosem. Dziewczyna przerażona, bo za paczkę już zapłaciła i to dość sporo, a skoro była zostawiona na wycieraczce to nic dziwnego, że ktoś sobie ′przypadkiem′ przywłaszczył.

Koleżanka dzwoni do menadżera, informuje, że paczka skradziona, przedstawia sytuację, ok nie było problemów, paczka zostanie wysłana jeszcze raz (żeby klientek nie straciła), a sprawa zostanie zgłoszona na policję.

Na drugi dzień do drzwi koleżanki puka owa blondyneczka ze swoim facetem.
B - Co pani teraz zrobi z tą paczką?
K - Jak to co? Na policję zgłoszę.
Blondi oczka jak pięć złotych.
B - Jak to na policję?
K - No kradzież.
Na to wtrąca się jej chłopak:

- Ty, Mariolka, to oddaj jej te kosmetyki, które ci się nie podobają, a za resztę zapłać.

by GillyJordin

* * * * *


Dorabiam sobie w kawiarni.

W ofercie są między innymi gofry z owocami sezonowymi. W zimowej karcie widać banana, kiwi, jabłka i mandarynki.
Przyszła dzisiaj pani i prosi i gofra ze świeżymi truskawkami.
Tłumaczę jej, że takowych siłą rzeczy nie posiadamy, bo truskawka jest owocem sezonowym, więc zimą świeżej nie znajdę, ani rusz.

- A co to znaczy, że sezonowa?

No.

- To znaczy, że zimą nie rośnie i świeżej truskawki nigdzie pani nie znajdzie.

- A to nie możecie jej posadzić, żeby klient miał wybór?

(???)

by blaszka

* * * * *


Jeden z naszych sąsiadów hobbystycznie remontuje. Nie wiem co on w tym mieszkaniu robi, ale od kiedy się wprowadził mniej więcej dwa lata temu, przynajmniej 3 razy w tygodniu wierci. Ale nie, oczywiście nie w godzinach kiedy takie wiercenie jest znośne. Przeważnie za ową czynność bierze się albo w środku nocy, albo we wczesnych godzinach porannych. A wiadomo jak to jest w bloku - ściany tak cienkie, że jak kichniesz to sąsiad krzyczy 'na zdrowie!'. Zgłoszeń na policję od wszystkich mieszkających w promieniu rzutu zgniłym kartoflem było tyle, że panowie mundurowi przestali już na te zgłoszenia reagować.

Akcja działa się mniej więcej 3 tygodnie temu.

Znalezienie wygodnej pozycji do spania w trzecim trymestrze ciąży graniczy z cudem. Na plecach nie wolno, bo dzieci gniotą różne bardzo ważne wnętrzności, które gniecione być nie powinny. Na brzuchu nie da rady, bo z kolei to ja bym bliźniaki zgniotła. Na boku też źle. Łatwo się więc domyślić, że jak w końcu uda mi się znaleźć wygodną pozycję i usnąć to obudzona pluję jadem i najchętniej bym delikwenta budzącego rozstrzelała.

Ledwo udało mi się usnąć, budzi mnie radosne WRRRRRRRRRRR. Budzik przy łóżku wskazuje barbarzyńską 2:15. Zwlekam się z łóżka z zamiarem potruchtania do sąsiada i wygarnięcia mu co na ten temat myślę. Gdy jestem w trakcie zakładania spodni, słyszę, że dołącza się druga wiertarka. Nagle wiercenie ustaje. Zamiast tego słychać wrzaski, składające się głównie z wyrazów powszechnie uznawanych za wulgarne.

Wyglądam na korytarz zobaczyć co się stało.

Okazało się, że jeden z sąsiadów w ramach zemsty, zbudzony po raz kolejny wierceniem, poleciał do sąsiada z własną wiertarką i nawiercił mu galanty otwór w drzwiach wejściowych.

Tak się składa, że jakiś czas wcześniej zła i niewyspana ja takim pomysłem zarzuciłam (a i jeszcze kilkoma innymi z wiertarką i zadkiem wiercącego w roli głównej), gdy z sąsiadem dobijałam się do drzwi wiercącego, żeby go uciszyć, ale w życiu bym się nie spodziewała, że ktoś to odbierze jako poważną propozycję.

Od tamtej pory żadna wiertarka nie zakłóca spokojnego snu mieszkańców. Sposobu rozwiązania sytuacji nie pochwalam, ale najwyraźniej zwalczanie chamstwa chamstwem jest najskuteczniejsze.

by Nyara

* * * * *


Działo się to w jednym z dużych marketów. Robiłam niewielkie zakupy - chleb, cola, parę owoców, no i cukierki na wagę zapakowane do woreczka. O nich będzie ta historia.

Stoję w kolejne do kasy, a za mną pokaźnych rozmiarów Paniusia, z koleżanką, synem (na oko z 7-8 lat) i wózkiem wypchanym po brzegi. Panie trajkoczą w najlepsze, a młody widać, że się nudzi.
Wyłożyłam już swoje zakupy, szukam portfela, a tu widzę, że chłopak rozrywa woreczek i wcina moje cukierki. Wkurzyłam się trochę, ale ok - dziecko. Mówię, więc do niego miłym tonem nachylając się nieco, by zmniejszyć dystans:
- Hej, mały. Ładnie to tak podjadać cudze cukierki? Dlaczego nie zapytałeś czy możesz się poczęstować, hm?
Na co chłopak odburknął:
- Spieprzaj (!) stara (!) (mam 23 lata, więc chyba nie taka stara...) krowo!
I dalej wcina cuksy.

Podniosłam więc woreczek i zwróciłam się do Paniusi:
- Przepraszam, ale pani syn wyjada moje cukierki. Mogłaby pani zwrócić mu uwagę?
Babka nie reaguje. Ponawiam więc pytanie. W końcu przemawia tonem znudzonym i wielce oburzonym zarazem:
- To tylko dziecko, nie ubędzie ci. Daj mi spokój.

Wkurzyłam się. Babsko ma wypakowany wózek, zakupy pewnie za około 3 stówy, a ja studentka z cukierkami dla siostrzenicy mam tolerować takie zachowanie? Mówię więc do niej znowu:
- Przepraszam, ale mogłaby pani dać dziecku coś słodkiego z wózka. To nie mikołajki, żebym cukierki za darmo rozdawała niegrzecznym dzieciakom.
Paniusia się znowu oburzyła:
- Daj mi spokój gówniaro! Przynajmniej mniej dupa ci urośnie.

O nie, tego za wiele!
Kasjerka skasowała moje zakupy i widać, że też była zdegustowana całą sytuacją. Chwilę stałam na końcu kasy niby pakując zakupy do torby, a kasjerka zaczęła kasować rzeczy Paniusi. Był wśród nich baton, więc niewiele myśląc chwyciłam go, otworzyłam i zaczęłam jeść.
Babka we wrzask, że złodziejka jej zakupy wyżera. Ochroniarz się zainteresował, już szedł w stronę kasy, ale pani kasjerka gestem powstrzymała go. Paniusia wydzierała się, że kto to widział takie rzeczy, że ona mnie będzie skarżyć (tak - już sobie wyobrażam sprawę o kradzież batona za 1,60 :D).
Zjadłam go do połowy, rzuciłam bezczelnie na inne skasowane już zakupy i powiedziałam spokojnie i pogodnie:
- Jestem tylko gówniarą. Nie ubędzie ci.

I poszłam zadowolona, odprowadzona krzykami paniusi i jej koleżaneczki.

by niesmiertelnosc

* * * * *


Mieszkam w Dreźnie od prawie 1,5 roku.

Wczoraj odezwał się do mnie znajomy z lat licealnych. Nie przepadał za mną ze wzajemnością.

Ostatni raz spotkałam go dwa lata temu przypadkiem w sklepie. Nawet "Cześć" nie odpowiedział i udając, że nie słyszy, odwrócił się i poszedł dalej robić zakupy.

A teraz nagle wiadomość na Facebook'u: "Czeeeeść! Co słychać? Kupę lat!" - jak dobry kumpel. A potem, "A bo wiesz, z dziewczyną chcę jechać do Drezna na Walentynki i czy byś nas przenocowała trzy noce?".

Nie. Nie jestem noclegownią.

by Carrotka

* * * * *


O InPoście, kurierach i takich tam. Od razu zaznaczam, że nie będzie to typowy lament o tym jak to olewają swoją pracę. Sam jako kurier w owym przybytku pracowałem.

A oto dlaczego "pracowałem", a nie "pracuję".
[K] - Kierownik
[J] - Ja w myślach :)
Poszukiwania pracy. Na jednym z portali odpowiadam na ogłoszenie z dziedziny kierowca/kurier. Oddzwaniają.

[K] - Zapraszamy jutro na godzinę 7:00.

No ok, nazajutrz wybieram się. Wita mnie kierownik. Opowiada, pokazuje co i jak. Pyta skąd pochodzę. Mówię, że z miasta X.

[K] - Ok, prawdopodobnie będziesz jeździł w tym rejonie. Pierwsze dwa tygodnie potraktujemy jako okres szkoleniowy, będziesz jeździł z drugim bardziej doświadczonym kierowcą, poznawał teren przyuczał się do zawodu, jednak za ten okres zapłacimy ci trochę mniej". (Dodam tylko, że pracować miałem na umowę-zlecenie)

[J] - "W miarę to logiczne, biorę tą robotę".

Po trzech dniach:

[K] - Dziś pojedziesz na inny rejon, bo tamten kierowca ma samochód zastępczy, w którym szwankuje zamek, trzeba mu pilnować gdy będzie dostarczał przesyłki.

[J] - "No jak mus to mus".

Od tej pory nie jeździłem już z przesyłkami w swoje rodzinne strony. Rzucano mnie prawie codziennie na różne rejony z innymi kierowcami, tak że nie dane mi było dobrze poznać terenu.
Po dwóch tygodniach, które miały być szkoleniowe, pytam kierownika:

[J] - Kierowniku szkolenie się skończyło, chciałbym w końcu ruszyć sam, dostać swój stały rejon i rozpocząć pracę pełną parą.

[K] - Na razie będziesz jeździł w załogach dwuosobowych, gdyż nie mamy wystarczająco dużo samochodów aby móc obsadzić całą załogę.

[J] - Kiedy to nastąpi?

[K]- Nie wiem.

[J] - A kiedy podpiszemy umowę?

[K] - Jak zaczniesz jeździć sam i zobaczymy jak sobie radzisz.

by kograman

* * * * *


Pracowałam kiedyś jako ratownik. Przepraszam, że bez dialogów, ale ich nie pamiętam :)

1. Na części rekreacyjnej w wodzie zidentyfikowana została kupa. Cóż. Dzieci jak to dzieci, wakacje są, niestety ale to się zdarza. Lecz to nie one były najbardziej piekielne. Oczywiście ewakuacja klientów z tej wody, prośba o przeniesienie na sportowy. Detergent w ilościach hurtowych wlany. Dziewczyny na kasie wiedzą, żeby informować nowych klientów o zaistniałym problemie (z przyczyn technicznych basen rekreacyjny nieczynny), bo oczywiście nie można powiedzieć tego wprost, co tam zaszło.

Po jakiejś półgodzinie na hale wchodzi ONA. Przechodzi przez prowizoryczne ogrodzenie i dzielnie wchodzi do zanieczyszczonej wody. Na krzyki ratowników, że nie można - nie reaguje. ONA przecież zapłaciła. My, że ryzykuje zdrowiem. ONA, że jej nie przeszkadza, że masaże nie działają. My, że nie można, że jest zakaz. I tak w kółko.

A teraz pytanie do Was. Wejdziecie za nią do takiej wody żeby wyciągnąć ją stamtąd siłą, ryzykując następnego dnia porządną wysypką? Czy niech się kąpie i napije tego świństwa?

Powiem tylko, że oczywiście poszła na nas skarga do dyrekcji jeszcze tego samego dnia za nasz brak kultury :)

2. Jedna ściana hali basenowej była całkowicie oszklona, ale w taki sposób, że ze środka można było podziwiać widoki pływając, a z zewnątrz nic nie było widać - też dla komfortu samych korzystających z basenu.

Komfort jak komfort. Nie chce mówić ILE RAZY przeganialiśmy facetów, którzy nieświadomi tego, że od środka ogląda ich kilkadziesiąt osób - oddawali swój mocz stojąc centralnie na samym środku tej szyby. Obrzydlistwo. Serio. Pozdrawiam serdecznie tych panów.

by paula3mi

* * * * *

Zakład produkcyjny w małym mieście. Duża, trudna do ogrzania hala (głównie z powodu chorobliwych oszczędności). Po ostatnich mrozach temperatura spadła do poziomu bliskiego zeru. Ktoś się opamiętał i wezwał PIP. Przyszli, podumali, stwierdzili, że temperatura na zakładzie jest za niska.

Wyznaczyli trzy miesiące na usunięcie problemu.

by tururu

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 52275x | Komentarzy: 24 | Okejek: 241 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze w tym tygodniu
Newsy z kategorii
01.07 30.06
Jak to drzewiej bywało