Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak to Adolf Hitler do Argentyny uciekał

208 274  
532   100  
Kwiecień 1945. Trwa oblężenie Berlina przez Armię Czerwoną. Ukrywający się w schronie Adolf Hitler, zdając sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji, popełnia samobójstwo wraz ze swą małżonką Ewą Braun.


W ten sposób człowiek odpowiedzialny za śmierć 72 milionów ludzi uniknął sprawiedliwości wymierzonej z rąk swoich wrogów. To oficjalna, znana nam wszystkim, wersja wydarzeń. Istnieje jednak też pewna intrygująca, mniej znana, teoria na temat losu wodza III Rzeszy.

Kiedy wojna zbliżała się ku końcowi, wielu nazistów w pośpiechu spakowało swe manatki i dało dyla do Ameryki Południowej. Przeszło 9 tysięcy niemieckich oficjeli znalazło schronienie w Urugwaju, Brazylii, Chile, Paragwaju oraz w Argentynie. Władze tego ostatniego państwa szczególnie życzliwie potraktowały zbrodniarzy z III Rzeszy. Ówczesny argentyński prezydent Juan Peron osobiście sprzedał 10 tysięcy paszportów „in blanco” organizacji zrzeszającej byłych członków SS (ODESSA). Z tej okazji skorzystało przynajmniej 5 tysięcy Niemców, wśród których znalazł się m.in. Josef Mengele, zwany „Aniołem śmierci”, lekarz wykonujący na więźniach Auschwitz zbrodnicze eksperymenty.

Wiele osób twierdzi, że fotografia powyżej przedstawia zdjęcie Josefa Mengele wykonane na krótko przed jego śmiercią w 1979 roku.

Skoro tylu zwyrodnialców w ten sposób uniknęło norymberskiej szubienicy, to...

czemu i sam Adolf Hitler nie miałby dać drapaka?

Już w 1944 roku Amerykanie przygotowani byli na taki scenariusz i zawczasu przygotowali nawet portrety przedstawiające możliwy wygląd wodza III Rzeszy w wersji „incognito”.


Wróćmy teraz do berlińskiego schronu. Rosjanie znaleźli spalone przez członków SS szczątki Führera i jego małżonki. Zostały one zabrane przez żołnierzy Armii Czerwonej i przekazane rosyjskiemu wywiadowi. Ćwierć wieku po zakończeniu wojny szef KGB Jurij Andropow wydał polecenie zniszczenia kości państwa Hitlerów. Z jakiegoś powodu udało się jednak zachować fragment czaszki wodza.


Musiało minąć wiele lat, aby ktoś ponownie zainteresował się doczesnymi szczątkami Hitlera. W 2009 roku Nick Bellantoni - amerykański archeolog z uniwersytetu w Connecticut - dostał zgodę na zbadanie zachowanego fragmentu czaszki Führera. Dość szybko na jaw wyszło, że należała ona do dwudziestoletniej kobiety, a nie do liczącego sobie 56 wiosen wodza III Rzeszy!

Wielka ucieczka!

Tyle jeśli chodzi o niepodważalne fakty. Teraz czas na nieoficjalny, aczkolwiek dość interesujący scenariusz powojennych losów największego zbrodniarza wszech czasów.

Adolf Hitler, patrząc na wielki, wiszący nad biurkiem portret Fryderyka Wielkiego – króla Prus i doskonałego stratega, zastanawiał się, czy aby na pewno podjął dobrą decyzję. Wszakże duma kazała mu strzelić sobie w łeb i nie pozwolić oddać się w ręce Rosjan, ale kto wówczas poprowadziłby naród niemiecki do zwycięstwa, kiedy czas ku temu byłby najlepszy?
Zresztą wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Planem ucieczki Hitlera i jego małżonki zajął się szef Gestapo – Heinrich Müller. Ten sam człowiek zadbał nawet o to, aby na czerwonoarmistów czekały zwęglone ciała rzekomo należące do wodza oraz jego poślubionej dzień wcześniej małżonki.
Kiedy wybiła północ, państwo Hitlerowie wraz z małą grupą podwładnych ewakuowali się ze schronu i wśród eksplozji oraz łomotu karabinowych salw przedarli się do położonego w centrum Berlina Hohenzollerndamm – niegdyś modnego bulwaru, a obecnie mocno zrujnowanego placu - jedynego miejsca, które mogłoby posłużyć za lądowisko dla samolotu. Chyba tylko dzięki zdumiewającym umiejętnościom pilota, kapitana Petera Baumgarta, ciężki transportowiec Junkers-52 zdołał błyskawicznie wylądować, zabrać na pokład grupkę uciekinierów i ponownie poderwać się do lotu.


Adolf i jego towarzysze ruszyli na północ, z trwogą patrząc na spowite dymem zgliszcza Berlina pod nimi. Uciekinierzy szczęśliwie dotarli do Danii, skąd Müller załatwił im transport do Hiszpanii. Tam Führer, w ramach „życzliwej neutralności” zadeklarowanej na początku II wojny światowej przez generała Francisco Franco, został wysłany na Wyspy Kanaryjskie, gdzie czekała na niego łódź podwodna U-530 gotowa do swej wielkiej podróży w kierunku argentyńskiego raju...

Spiskowa teoria z kilkoma niepokojącymi zagwozdkami

Przedstawiona historia brzmi niczym fragment scenariusza kolejnego hollywoodzkiego hiciora o niepokonanym herosie, co to siłą własnych mięśni toruje sobie drogę przez piekło. Wydawać by się mogło, że w takie bajki uwierzą tylko niezłomni miłośnicy teorii spiskowych, co to uparcie twierdzą, że Ziemia jest pusta w środku, a władzę nad ludzkimi umysłami sprawuje grupa jaszczuropodobnych kosmitów. Jest jednak kilka elementów, które każą nam zadać sobie pytanie „A może jednak coś w tym jest?”
Niedawno ujawniono pewien dokument FBI. Zawiera on relację pewnego Niemca, który w sierpniu 1945 roku, w zamian za polityczny azyl, podzielił się informacjami o rzekomej ucieczce Hitlera do Argentyny. Mężczyzna zeznał, że cierpiący na astmę i bolesne wrzody żołądka Adolf Hitler, z pomocą podwodnego okrętu U-530 dotarł do wybrzeży Argentyny. Małżonka wodza, Ewa Braun, miała podążać za nim w drugiej łodzi. Informator twierdził nawet, że może zaaranżować spotkanie z pewnym człowiekiem w San Antonio. Mężczyzna miałby wskazać konkretne miejsce, gdzie Hitler posiadał swoje małe ranczo.


Dokument trafił na biurko samego Johna Edgara Hoovera. Pismo z datą 21 września 1945 znaleziono z adnotacją „Ze względu na brak dostatecznych informacji nie jest możliwe kontynuowanie dalszych wysiłków w celu zlokalizowania kryjówki Adolfa Hitlera.”

To nie jedyny „dowód” na rzekomą wizytę wodza III Rzeszy w Argentynie. W 1945 roku morski attache z Buenos Aires przekazał Waszyngtonowi informację sugerującą, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że Adolf Hitler oraz Ewa Braun właśnie dotarli do Argentyny.



Nieco mniej wiarygodną rewelacją był artykuł opublikowany w pewnym argentyńskim dzienniku. Dotyczył on posiadłości w stylu bawarskim budowanej gdzieś u podnóża Andów. Właścicielem domu miała być anonimowa osoba, która pozyskała pieniądze na postawienie nieruchomości od niemieckich, zamożnych imigrantów. Szczerze wątpimy, aby Führer, zamiast zmienić imię na Pancho i ukrywać się w jakiejś andyjskiej wiosce, chciał stawiać sobie germańskie domiszcze z wetkniętą na czubek flagą III Rzeszy...
Jeśli myślicie, że ta ostatnia rewelacja trąci „Faktem”, to teraz przygotujcie się na prawdziwą bombę.


Hitler – taki niemiecki Indiana Jones

Skoro już wiemy, że Adolf dotarł do Ameryki Południowej, warto pokrótce przedstawić jego dalsze losy. Simoni Renee Guerreiro Dias – autorka nowej książki dotyczącej rzekomej ucieczki Hitlera – twierdzi, że Führer wcale nie zamieszkał w Argentynie, tylko udał się do Paragwaju, a stamtąd do Brazylii. Nazistowski wódz miał od tego czasu nazywać się Adolf Leipzig (na cześć miejsca urodzenia ulubionego kompozytora Führera – Richarda Wagnera) i osiedlić się w małej, liczącej sobie 12 tysięcy obywateli mieścinie Nossa Senhora do Livramento. Niemiecki przybysz szybko zasymilował się z lokalną ludnością i z racji na swoje trudne do wymówienia nazwisko nazywany był przez nią „Starym Niemcem”.

To jeszcze nie koniec rewelacji opisywanych przez panią Dias, która to spędziła w brazylijskim miasteczku dwa lata na skrupulatnym badaniu tej sprawy. Autorka twierdzi, że Adolf związał się z czarnoskórą, młodą dziewczyną o imieniu Cutinga. Tak na wypadek, gdyby ktoś mógł pomyśleć, że niemiecki imigrant ma coś wspólnego z teoriami dotyczącymi wyższości białej rasy nad wszystkimi innymi. Spryciula z tego Adolfa, co?

Jedyne zachowane zdjęcie Adolfa H. z jego czarnoskórą narzeczoną


Mamy więc staruszka Adolfa, co to układa sobie życie u boku czarnej seksbomby z brazylijskiej wiochy. Mało wam? Dobra, lecimy dalej. A co, gdyby niemiecki zbrodniarz wcale nieprzypadkowo wybrał to akurat miejsce na swoje nowe lokum? Musicie bowiem wiedzieć, że Nossa Senhora do Livramento to miasteczko, które powstało podczas osiemnastowiecznej gorączki złota. Hitler miał dostać od Watykanu prawo własności do (uwaga, uwaga!) jezuickiego skarbu zakopanego gdzieś w jednej z jaskiń położonej w pobliżu nowego domu Adolfa!


Nie wiemy, czy dzielny poszukiwacz przygód znalazł skarb jezuitów i czy na przykład nie ruszył w głąb Amazonii w poszukiwaniu El Dorado, kryształowych czaszek, czy też skutecznego remedium na czkawkę. W każdym razie pani Dias twierdzi, że niemiecki imigrant dożył u boku swej młodej kochanki sędziwego wieku – ponoć odszedł do Walhalli w 1984 roku, jako 95-letni staruszek.
A mógł zostać w bunkrze...

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Oglądany: 208274x | Komentarzy: 100 | Okejek: 532 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało