JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Niesamowity rekord długości lotu, który do dziś nie został pobity

81 216  
497   43  
Pod koniec lat 50. ubiegłego wieku dwóch facetów dokonało rzeczy niemal niemożliwej. Tak trudnej, że do dziś ich rekord, mimo podejmowanych prób, pozostał niepobity. Śmiałkowie lecąc malutką Cessną 172 przelecieli ponad 241 000 kilometrów bez przerwy, nie dotykając ziemi przez ponad dwa miesiące. Równie ważnym osiągnięciem tego wyczynu było to, że dwóch facetów spędziło tyle czasu w pomieszczeniu wielkości łazienki i się nie pozabijało.



W latach 50. Las Vegas w Nevadzie było miastem rozpusty rządzonym przez mafie i organizacje przestępcze. Ale już wtedy Judy i Warren "Doc" Bailey widzieli potencjał w tym miejscu i postanowili postawić tani hotel na obrzeżach miasta. Tak powstała Hacienda, która wyglądała jak wiele innych tanich hoteli, dobrze znanych z amerykańskich filmów.

Kiedy Bailey poznał Boba Timma, usłyszał od niego o trzech próbach pobicia niezwykłego rekordu, które zakończyły się niepowodzeniem i uznał, że takie wydarzenie będzie świetną promocją dla jego firmy. W ten sposób powstał duet, dzięki któremu cel był możliwy do osiągnięcia - dwa miesiące spędzone w powietrzu przez załogowy samolot napędzany śmigłem z tankowaniami. Bailey zgodził się wyłożyć 100 000 dolarów na finansowanie eskapady, w zamian za co Timm namalował na kadłubie samolotu logo z nazwą hotelu.


Trochę historii rekordów długości lotów

Po raz pierwszy magiczną granicę 24 godzin w powietrzu przekroczył (zaledwie o 12 minut) Reinhold Böhm, lecąc swoim dwupłatowym Albatrosem w lipcu 1914 roku, a trzeba dodać, że pierwsze rekordy dotyczyły lotów bez tankowania. Rekord obowiązywał aż przez 6 lat i dopiero w czerwcu 1920 roku Lucien Bossoutrot i Jean Bernard pobili go o... ciut ponad 7 minut!

Pierwszy zarejestrowany lot z tankowaniem w powietrzu trwał 37 godzin i 15 minut, załogę De Havillanda DH-4B stanowili kapitan Lowell Smith i porucznik John Paul Richter, a lot odbył się w sierpniu 1923 roku. Ten rekord przetrwał ledwie 5 lat - do 1928 roku, ale od tego momentu przez kolejne dwa lata było po kilka rekordów rocznie, aż do 1930 roku, z którego rekord 23 dni, 1 godzinę i 41 minut w powietrzu ostał się znowu 5 lat (1935 rok, 27 dni i 5 godzin). Później granicę możliwości przesuwano rzadko i niewiele: 1939 rok - 30 dni i 6 godzin, 1949 rok - 42 dni i tego samego roku po pięciu miesiącach - 46 dni i 20 godzin.

Próby bicia obowiązującego rekordu na pewno podejmowano, chociażby sam Bob Timm robił to w 1958 roku trzykrotnie, ale bez powodzenia (żaden z lotów nie trwał dłużej niż 15 dni). Jedną z prób, również podejmowaną w Nevadzie, niespodzianie przerwała... próbna eksplozja nuklearna przeprowadzona w powietrzu nad pustynią.

W końcu przy czwartej próbie, podjętej w duecie z Johnem Waynem Cookiem, Timmowi udało się ustanowić do dziś niepobity rekord - 64 dni, 22 godziny i 19 minut nieprzerwanie w powietrzu w locie załogowym z tankowaniami. Co ciekawe tankowania odbywały się z samochodu jadącego równolegle z lecącym samolotem, a nie jak w wypadku wielu innych rekordów z innego samolotu. Jak udało się przeżyć dwóm facetom na pokładzie maleńkiego samolotu i jakim cudem ten samolot przetrwał taką podróż? Nie było to proste.


Paliwo i mechanika

Pierwszym problemem z jakim przyszło się zmierzyć była kwestia paliwa i jego tankowania. Do samolotu zainstalowano dodatkowy zbiornik o pojemności 360 litrów, podnosząc tym samym zapas paliwa na pokładzie do 540 litrów. Załoga mogła napełniać zbiornik w kabinie za pośrednictwem węża z ciężarówki na ziemi, który wciągano wyciągarką, następnie pompą elektryczną paliwo przesuwano do zbiorników wewnętrznych samolotu.

Wykonywano dwa tankowania dziennie, a procedura była dość prosta, choć karkołomna. Którykolwiek z załogantów akurat nie pilotował, wysuwał przez drzwi małą platformę, która opierała się o zastrzał skrzydła, odbierał wąż i wykonywał tankowanie (ta sama platforma była wykorzystywana przy myciu przedniej szyby). Operację udało się pomyślnie wykonać aż 128 razy, z czego jedną w nocy.

Timm tak zmodyfikował przewody paliwowe, że możliwa była wymiana filtrów bez zatrzymywania pracy silnika. Niestety pompa elektryczna do przepompowywania paliwa między zbiornikami zawiodła 39. dnia i od tego momentu operację tę wykonywaniu przy pomocy siły mięśni. Organizatorzy znaleźli prosty, ale nad wyraz skuteczny sposób na udowodnienie, że samolot nigdzie w międzyczasie nie lądował i nie był serwisowany - tuż po starcie samolot zbliżył się do jadącego pickupa, w którym siedział facet z pędzlem i za jego pomocą namalował linię na kole w takim miejscu, aby była nieosiągalna dla załogi, nawet z ich platformy.



Spanie, jedzenie i higiena

Co prawda Timm i Cook mogliby się zdecydować odbyć ten lot bez mycia się i golenia, to jednak byłoby to niemożliwe bez spania i załatwiania potrzeb fizjologicznych. Mimo to postanowili nie robić z wyczynu wyprawy ekstremalnej i możliwość mycia się też sobie zapewnili. Usunięto siedzenie drugiego pilota, a standardowe drzwi odchylane wymieniono na harmonijkowe, aby łatwiej było się nimi posługiwać w czasie lotu. Timm zainstalował wewnątrz kabiny mały zlew do mycia zębów, a "prysznic" brali na zewnętrznej platformie przy użyciu butelki wody o pojemności jednej kwarty (0,95 litra). Tak to wyglądało - nad pustynią i miasteczkami leci samolot, a na platformie z boku kadłuba stoi goły facet i polewa się wodą. Było to tym trudniejsze, że Timm ważył niemal 110 kg.

Wzdłuż burty rozłożono materac do spania, ale obaj piloci wspominali, że trudno było się wyspać. W dzień sen utrudniało pustynne słońce, a w nocy niemal niemożliwy był sen przy monotonnym brzęczeniu silnika. Jednak którejś nocy siedzący za sterami Timm zasnął na całą godzinę. Obudził się koło 4 rano gdzieś nad granicą Kalifornii i Arizony, na szczęście autopilot działał poprawnie.

Świeża żywność była na bieżąco przygotowywana w hotelowej kuchni, a następnie w termosach dostarczana z pokładu ciężarówki, tej samej, z której tankowano samolot. W ten sam sposób zaopatrywano mężczyzn w wodę, ręczniki, a nawet czyste ubrania.



Czuwanie i zajęcie dla załogi

Timm i Cook starali się trzymać w pobliżu macierzystego lotniska w Las Vegas, ale dolatywali też w pobliże Los Angeles, Yume czy Palm Springs. W czasie lotu nie było wiele zajęć, więc mężczyźni musieli wynajdować sobie pomysły na zabicie czasu. Czytali komiksy, wykonywali ćwiczenia fizyczne odpowiednie do ciasnej przestrzeni, jaką dysponowali, a także grali między sobą w "idiotyczne" i nudne gry słowne na spostrzegawczość czy odliczanie, jakimi zajmują sobie czas ludzie w podróży.

W dniu Bożego Narodzenia Timm dał synowi w prezencie trochę słodyczy, przywiązując do nich spadochrony z chusteczek i zrzucając je w czasie przelotu nad lotniskiem.


Mimo że rekord został pobity 23 stycznia, piloci zdecydowali się pozostać w powietrzu przez kolejne 17 dni, aby mieć pewność, że nikt zbyt szybko im go nie odbierze i żeby cały wysiłek nie poszedł "na marne". Po zawieszeniu poprzeczki tak wysoko nikt nawet nie próbował, wtedy tego nie mogli wiedzieć. Do momentu lądowania posłuszeństwa odmówiły (oprócz pompy elektrycznej) tachometr, autopilot, ogrzewanie kabiny, światła lądowania i kołowania, wskaźnik paliwa i wyciągarka. Po tygodniach nieprzerwanej pracy silnik tak stracił moc, że po zakończeniu pompowania paliwa i uzupełniania zapasów pilot miał problem z odzyskaniem pułapu przelotowego.

Po zakończeniu podróży Timm powrócił do swojej pracy mechanika samolotowego, a Cook wrócił do latania jako pilot linii lotniczych. Timm zmarł w 1978 roku, Cook w 1995.



Zaraz po pobiciu rekordu słynny samolot został sprzedany kolekcjonerowi w Kanadzie, ale dziś fani lotnictwa mogą podziwiać go w hali pasażerskiej lotniska w Las Vegas, gdzie wisi podwieszony pod sufitem.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 81216x | Komentarzy: 43 | Okejek: 497 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało