JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Hugh Glass - facet, który naprawdę "był hardkorem"!

136 033  
560   45  
Myślisz, że o poziomie twojej męskości decyduje gęstość wąsa, co to go sobie w mozole wyhodowałeś? A może twierdzisz, że to słuchany przez ciebie true satanic cumshot death metal czyni z ciebie stuprocentowego faceta? Otóż nie. Prawdziwego samca poznasz po jego niezłomnych czynach. Oto Hugh Glass - gość, przy którym ekipa z „Niezniszczalnych” to banda rozwydrzonych ciotek.


Glass był żyjącym na przełomie XVIII i XIX wieku amerykańskim zakapiorem. Ale takim prawdziwym, najbardziej stereotypowym ze stereotypowych. Takim, co to zaczynał dzień od przeżucia kilograma żywych pszczół i zapicia takiego posiłku dwoma litrami taniego łiskacza. Hugh, jak przystało na prawdziwego trapera, ryzyko utraty życia miał we krwi - jak by nie patrzeć, w tamtych czasach rynek futrzarski nie polegał na hodowaniu norek, ale na regularnym ruszaniu w dzicz.
Glass właśnie siedział w knajpie i w towarzystwie sobie podobnych zapoconych, ogorzałych typów spod ciemnej gwiazdy spożywał wysokoprocentowe napoje energetyczne, gdy w ręce wpadła mu gazeta „Public Adviser”. Przepite oko obeznanego ze słowem pisanym mężczyzny od razu zatrzymało się na ciekawym ogłoszeniu. Otóż generał William Ashley poszukiwał stu traperów chętnych do wzięcia udziału w łowieckiej wyprawie dorzeczem rzeki Missisipi. Hugh o lepszej fusze marzyć nie mógł. A że mógł pochwalić się niemałym doświadczeniem w powalaniu wszelkiej maści bestii, kandydatem do takiej ekspedycji był idealnym. W 1822 roku Glass wraz z pozostałymi żądnymi przygód śmiałkami ruszył w teren.

 
Początkowo wszystko szło zgodnie z planem i gdzieś w okolicach sierpnia 1823 roku dzielny traper w towarzystwie swoich dwóch kompanów, Johna Fitzgeralda i Jima Bridgera, zapuścił się do rozwidlenia rzeki Grand w Południowej Dakocie. Te dziewicze tereny pełne były zwierzyny, która z miłą chęcią padała ofiarą myśliwych. Znalazło się jednak kilka i takich, które nie tylko opuszczać ziemskiego padołu nie chciały, ale i tylko czekały, aby wrogim intruzom pokrzyżować plany. I akurat Hugh miał nieprzyjemność taką bestię spotkać. Traper  oddalił się od swych towarzyszy i stanął oko w oko z przerośniętą samicą niedźwiedzia grizzly w towarzystwie swoich młodych...
Glass nawet nie zdążył dobrze chwycić za strzelbę. Rozwścieczony zwierz rzucił się na niego. Pochwyciwszy mężczyznę, z całej siły rzucił nim o glebę, aby następnie przydusić go swoim cielskiem i młócąc olbrzymimi łapami zamienić intruza w sałatkę siekaną.

 
Zanim Fitzgerald i Bridges, słysząc rozpaczliwe wrzaski swego przyjaciela, ruszyli mu z pomocą, grizzly zdołał mocno poszatkować biednego Glassa. Kiedy traperzy dotarli na miejsce, ich oczom ukazał się przerażający widok - okazało się, że półprzytomny, zakrwawiony Hugh zdołał dobyć swój nóż i odeprzeć atak wielkiego niedźwiedzia. Jedyne co mężczyźni musieli zrobić, to skrócić męki konającego zwierza i zebrać z ziemi to, co pozostało po biednym Glassie. A trzeba przyznać, że stan zdrowia myśliwego pozostawiał sporo do życzenia. Traper był częściowo oskalpowany, miał złamaną nogę, a większość jego ciała pokryta była głębokimi ranami, z czego największa znajdowała się na klatce piersiowej. Grizzly w swym szaleńczym ataku dosłownie zerwał całe mięso z żeber ofiary, całkiem je odsłaniając. Po takim zabiegu Hugh wyglądał niczym dziewiętnastowieczna wersja zdewastowanego terminatora.


Trudno się dziwić, że widząc nieprzytomnego, obdartego z ciała aż do gołych kości członka ekspedycji, jeden z jej dowódców poprosił Frizgeralda i Bridgesa, aby ci pozostali ze swym przyjacielem przez najbliższych kilka godzin, podczas których Glass z całą pewnością wyzionie ducha. Panowie zgodzili się. Jednak gdy tylko reszta traperów zniknęła z pola widzenia, przyjaciele konającego nieszczęśnika wykopali mu grób...

Nie wiadomo, ile czasu minęło, kiedy Glass odzyskał przytomność. Szybko zdał sobie sprawę, że spoczywa w płytkiej mogile, przykryty cienką warstwą liści i piachu, zupełnie pozbawiony strzelby, noża, ciepłego odzienia i jakiegokolwiek sprzętu, który pomógłby mu przeżyć w dziczy. Hugh nawet i w tak beznadziejnej sytuacji jednak nie poddał się. Resztką sił wypełzł ze swego grobu i powoli zaczął się czołgać... Wiedział, że fort Kiowa - jedyne miejsce, gdzie dane mu będzie znaleźć pomoc, znajduje się 320 kilometrów dalej. Zanim jednak ruszył w tę podróż, własnoręcznie nastawił sobie kość w złamanej nodze i zabezpieczył kończynę przed uszkodzeniami. Zbyt słaby, aby polować, Glass przeszedł na dietę składającą się głównie z borówek, jagód i wygrzebanych z ziemi korzonków.


Podczas swojej przeprawy traper zaczął odczuwać skutki infekcji, która wdała się do jego ran. Bardzo wysoka gorączka powodowała, że Hugh co jakiś czas tracił przytomność. Był jednak na tyle silny, że kiedy tylko świadomość mu wracała, podnosił się i na czworakach brnął dalej przed siebie. Głównym powodem, dla którego łowca ciągle żył, była chęć odwetu na Frizgeraldzie i Bridgesie za to, że ci pochowali go żywcem.
Traper, który nieraz już musiał sobie radzić w ekstremalnych sytuacjach, szybko znalazł sposób na pozbywanie się gnijącego, zaatakowanego przez gangrenę mięsa zwisającego z jego ran. Umieszczał na nich larwy, które zżerały martwe tkanki.


Pewnego razu na drodze półżywego wędrowca stanęły dwa wilki, zajęte konsumowaniem wielkiego truchła bizona. Glass zdołał przepędzić drapieżniki i zaserwował sobie ucztę, jakiej nie zaznał od ostatnich kilku tygodni. Posiłek dał mu sił, aby kontynuować podróż.
Po dwóch miesiącach tułaczki ostatkiem sił dotarł do brzegu rzeki Cheyenne. Zbudował tam sobie prymitywną tratwę, wykorzystując pień powalonego drzewa. Nie wiadomo, czy ciężko ranny myśliwy przeżyłby tę przeprawę, gdyby nie grupa Siuksów, która widząc, w jak opłakanym stanie znajdował się traper wyłowiła go z wody i zaoferowała pomoc. Przyjaźni Indianie podarowali mężczyźnie skórę niedźwiedzia, aby Hugh mógł zakryć swe paskudne rany. Traper otrzymał też broń oraz zapas żywności. Po kolejnych wielu długich tygodniach myśliwy dopłynął do celu. Strażnicy fortu Kiowa nie mogli uwierzyć, że strzęp człowieka, który wyrzucony został na brzeg rzeki, może mieć w sobie choć odrobinę życia. Okazało się, że gnijący trup miał w sobie nie tylko chęć przetrwania, ale i poważne zamiary skopania tyłków osób, które odpowiedzialne były za jego pełną niewygód podróż.


Po wielu miesiącach spędzonych na leczeniu ran i odzyskiwaniu utraconych sił, Hugh zakasał rękawy i ruszył na poszukiwania swych kompanów. Pierwszy na liście był Jim Bridger.  Traper dość szybko go namierzył w okolicach ujścia rzeki Bighorn na terenie Yellowstone. Kiedy jednak przyszło mu stanąć przed swym znienawidzonym wrogiem, Glass, który przez całą podróż wymyślał najbardziej okrutne sposoby zadania bólu swym byłym przyjaciołom, zawahał się. Widząc przerażenie na twarzy tego niespełna dziewiętnastoletniego poszukiwacza przygód, Hugh z trudem powstrzymał się od rozszarpania go na strzępy i darował chłopakowi życie.
 
Litości postanowił nie okazywać w stosunku do Johna Fitzgeralda. Jednak i tym razem sprawiedliwość nie została wymierzona. Okazało się bowiem, że mężczyzna porzucił już swoją traperską pasję i zaciągnął się do armii. Za zabicie żołnierza prawo federalne przewidywało śmierć, a przecież Glass nie po to spędził całe miesiące na walce z przeznaczeniem, aby teraz pójść na spotkanie z plutonem egzekucyjnym. Jedynym pocieszeniem dla niego była jego ukochana strzelba, którą jakimś cudem udało mu się odzyskać.

 
Glass wrócił do swego fachu i przez kolejne lata brał udział w polowaniach na zwierzęta futerkowe. Pewnie i by kiedyś przeszedł na zasłużona emeryturę, gdyby nie spotkanie z Indianami w 1833 roku. Ci, w przeciwieństwie do Siuksów, których Hugh spotkał podczas swego spływu rzeką Cheyenne, nie należeli do zbyt przyjaznych. Niezłomny traper zginął ze swoją strzelbą w dłoniach. Tą samą, którą dekadę wcześniej wytrącił mu z rąk potężny i mocno wkurzony niedźwiedź grizzly.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 136033x | Komentarzy: 45 | Okejek: 560 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało