Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak wytresowaliśmy naszego kota

158 469  
824   79  
Pewne małżeństwo miało dość irytującego zwyczaju swojego kota, który przeszkadzał im spokojnie przespać noc. Oto zapis wyczerpującej batalii ze złośliwą naturą, zakończonej nadejściem nieoczekiwanego sprzymierzeńca.


Jest sobie kot, dokładnie dziesięć kilogramów kota. Jest też łóżko, a przy nim miękka ścianka o szerokości 10-15 centymetrów. Są też właściciele kota, którzy śpią na tym łóżku. Nocą kot wskakuje na ściankę i spaceruje po niej w tę i z powrotem. Jednak kot był w poprzednim wcieleniu krową, a niektóre jej cechy zabrał do swojej obecnej inkarnacji, więc po czwartym lub piątej rundzie traci równowagę i spada. Jeśli mam szczęście, to upadnie obok. Jeśli nie mam, na moją twarz spada dziesięć kilogramów kota i, nie wiedzieć czemu, zawsze tyłkiem.


Jak oduczyć kota od tego zwyczaju? Wypróbowaliśmy już:

- taśmę klejącą rozłożoną na ściance. W rezultacie pół nocy obdzieraliśmy z niej nieprzytomnego kota. Prawie stracił skalp.
- nielubiany przez koty zapach jagodlinu wonnego. Kot miał gdzieś, że nie lubi tego zapachu.
- skórka mandarynek w dużych ilościach. Kot z obrzydzeniem pozrzucał mi skórki na głowę, a potem sam na nią zleciał.
- z rozpylaczem pod poduszką też spałam. Kot zwiewał, ale po chwili wracał.


W desperacji poprosiłam o rady w sieci. Dostałam wiele odpowiedzi, z czego dwie wykorzystałam.

Lubię rozwiązania proste oraz łatwe do realizacji, więc propozycję, by przybić do ścianki półkę nad głowami odłożyłam na później. Wzięłam od dziecka kilka baloników i przymocowałam je między ścianką a łóżkiem. Z mężem nacieszyliśmy oczy i poszliśmy spać.


W środku nocy huknął wystrzał. Półprzytomna pomyślałam, że mąż zastrzelił kota (chociaż jedyna broń w naszym domu to pistolet na wodę). Włączyliśmy światło. Kot siedział na podłodze w otoczeniu resztek balona fukając z niezadowoleniem. Daliśmy mu kopniaka i poszliśmy spać. To był strategiczny błąd pokazujący jak mało wiemy o kotach.
Drugiego i trzeciego balonika kot rozerwał po dwudziestu minutach, po czym uciekł chichocząc złośliwie. Mąż poprosił mnie, żebym zakończyła na dziś te eksperymenty. Kiedy chowałam balony do szafy, kot zakradł się do ostatniego największego i przebił go pazurami.

Straty: cztery balony, dwie godziny snu. Plus rozrywka dla kota.


Wdrożyliśmy plan B. Pokryliśmy ściankę folią aluminiową, kilka warstw, żeby głośno szeleściło. Zapewniłam męża, że tym razem będzie mógł spać spokojnie, kot nie odważy się chodzić po folii. Środek nocy. Folia zaszeleściła, kot się przeraził i wystrzelił w powietrze spadając mężowi na twarz.

Straty: dziesięć metrów folii, czterdzieści kropel leku na uspokojenie na dwie osoby. Plus rozrywka dla kota.


Tak patrzył na nas, kiedy rano trzęsącymi się rękami próbowaliśmy przygotować śniadanie. Pomyślałam, że lepiej będzie jakoś nie wpuszczać kota do sypialni. Kupiłam odstraszacz kotów, ale kot najwyraźniej nie wie, co to odstraszacz. Wiedział za to mąż, który wąchał, marszczył brwi, aż w końcu poprosił przewietrzyć pokój. Mam więc odstraszacz mężów – jeśli ktoś potrzebuje, oddam.


Taką samą głupotą była miseczka z wodą. Myśleliśmy, że kot się popluska i zapomni o łóżku (lubi wodę). Kot się pluskał, a potem z mokrymi łapami wskoczył na ściankę. Zaspana myślałam, że ma je dwadzieścia dwie – dziesięcioma mokrymi łapami nadepnął mi na twarz, a pozostałymi przebiegł po kołdrze. Na koniec głośno pocałował męża w nos, dotykając go mokrym pyskiem, z którego kapała woda.


Po tej przygodzie mąż przytargał lakierowaną deskę, dwie godziny wymyślał niewinnemu łóżku, aż w końcu przymocował. Chciałam powiedzieć, że już lepiej, żeby spadł na nas kot, niż ta decha (spod niej żywi już nie wyjdziemy), ale popatrzyłam na wyraz twarzy męża i postanowiłam zamilczeć. Dwie godziny przed naszym pójściem spać dziecko porozstawiało na półce swoje zabawki. Machnęłam na to ręką, bo byłam zajęta rozmyślaniem kto będzie się nim opiekował w razie czego. Moje obawy okazały się bezpodstawne – deska była zamocowana bardzo solidnie.

W nocy przyszedł kot. Triumfalnie przespacerował się na środek półki i dotknął łapą jednej z zabawek – interaktywnego chomika. To włączyło zwierzaka, który zawołał coś w stylu „abuziu-jujuju-zy” po czym ruszył na kota świecąc miłością.

Niestety nie widzieliśmy, co było dalej. Kota do rana też już nie widzieliśmy, a chomik doszedł do końca półki i popełnił samobójstwo spadając do miski z wodą.


Rezultat: zdemontowaliśmy półkę. Na ściance łóżka stoi teraz stróż chomik. Kot nie wchodzi do pokoju, a jeśli zobaczy zabawkę przez uchylone drzwi nadyma się do rozmiarów manula i ucieka z przerażeniem.

A o to nasz bohater oraz wybawca:


Oglądany: 158469x | Komentarzy: 79 | Okejek: 824 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało