JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Bill Murray to nietuzinkowy gość

179 895  
617   15  
Po sieci krążą różne historie związane z Billem Murrayem. Jedne są dobrze znane, inne - mniej. Z nich wszystkich wyłania się obraz człowieka niezwykle dowcipnego, towarzyskiego i utalentowanego, ale też umiłowanego w podejmowaniu niewłaściwych decyzji życiowych. Panie i Panowie, Bill Murray.

Bill Murray wchodzi do baru


Przez wiele lat Murray uważany był za odludka. Szczególnie od czasu „Pogromców duchów” stał się wybredny, jeśli chodzi o role filmowe i na ekranie występował co kilka lat. Nie pojawiał się na czerwonym dywanie i rzadko udzielał wywiadów, a swojego agenta zastąpił automatyczną sekretarką. Jeśli już się komuś udawało zainteresować go jakąś rolą, to ten ktoś musiał faksować scenariusz filmu do najbliższego w sąsiedztwie Murraya sklepu z artykułami biurowymi. Począwszy od 2007 roku zwyczajne publiczne wystąpienia zaczął Murray zmieniać w pewien rodzaj napędzanych alkoholem przedstawień. A to po pijaku rozbił ukradziony wcześniej wózek golfowy w Sztokholmie, wbił się na imprezę studencką, po której zmywał naczynia, „dał nura” za bar podczas jednego z festiwali filmowych, po czym, razem z członkami ekipy Wu-Tang Clanu, nalewał gościom drinki. Cała strona www.billmurraystory.com poświęcona jest historiom, kiedy to Murray wpada na jakieś przypadkowe karaoke, dołącza do pałętających się po parku ludzi, i pojawiając się znikąd w restauracji, zaczyna wybierać komuś frytki z talerza, po czym rzuca: „I tak nikt ci nie uwierzy”. Nie to, żeby któraś z tych historii stawiała go w złym świetle - zawsze płaci za drinki, trzyma ręce przy sobie i zachowuje się nadzwyczaj towarzysko.

Ludzki efekt specjalny



Tuż po premierze „Weekendu z królem”, gdzie Murray wciela się w postać niepełnosprawnego prezydenta USA, Franklina D. Roosevelta, ekipa odpowiadała na pytania zebranej w sali publiczności. W jednej ze scen filmu Roosevelt pływa w basenie, a jego niewiarygodnie wręcz długie nogi zwisają swobodnie. Ktoś z publiczności miał rzekomo zapytać, jak ludziom od efektów specjalnych udało się uzyskać tak pokraczny rezultat. Gdy gromki śmiech zebranych ludzi opadł, Murray odpowiedział: „Tak...”, zaczął, a po krótkiej chwili dodał: „... się gra”.

Dlaczego zagrał Garfielda



Decyzja o użyczeniu głosu animowanemu kotu zaraz po nominacji do Oscara za film „Między słowami” zaskoczyła nawet tych, którzy dobrze znają sprzeczną naturę Murraya i jego umiłowanie do niewłaściwych wyborów miłosnych. Tym bardziej, że aktor wcześniej odrzucił propozycję zostania Buzzem Lightyearem w „Toy Story”. Wyjaśnienie nadeszło 6 lat później. W jednym z wywiadów Murray przyznał, że w autorze scenariusza - Joelu Coenie - rozpoznał człowieka odpowiedzialnego za filmy takie jak „Fargo”, „Raising Arizona” i „Big Lebowski”, więc zgodził się niejako automatycznie. Gdy przyszło do nagrywania kwestii i Murray zdał sobie sprawę, że każda następna jest coraz gorsza, poprosił o wyświetlenie całego filmu. „Kto to zrobił?”, wściekał się, „Co ten Coen sobie, kurwa, myślał?”. Wtedy powiedziano mu, że scenariusz został napisany przez Joela Cohena, nie Coena. Ale w 2006 roku Murray udzielił się w drugiej części „Garfielda”, wszelkie wyjaśnienia zachowując póki co dla siebie.

Tajemnica „Między słowami”



To jedna z największych nieodgadnionych zagadek współczesnego kina: co dokładnie Bill Murray szepcze do ucha Scarlett Johansson, gdy drogi tej dwójki w filmie „Między słowami” się rozchodzą? Murray dostał wolną rękę od reżyserki - Sofii Coppoli - by improwizować, jednak, mimo wielokrotnych próśb, nigdy nie wyjawił tego, co w trakcie sceny powiedział Johansson. Chyba najciekawsza odpowiedź na to pytanie padła, gdy Murray wsiadał akurat na prom wypływający w kierunku wyspy Martha’s Vineyard. Nieznajomy mężczyzna krzyknął wtedy: „No to co jej powiedziałeś, Bill?!”, i w momencie gdy rozległ się gwizd promowej syreny Murray zaczął składać usta i gestykulować tak, jak gdyby rzeczywiście mu to wyjaśniał.

Ustawianie w szeregu Chevy’ego Chase’a



W 1977 roku Murray zastąpił Chevy’ego Chase’a w obsadzie programu „Saturday Night Live”. Chase odszedł, by robić karierę filmową. Potem jednak wrócił, by poprowadzić program gościnnie. Podczas tygodnia przygotowań do nagrania nowego odcinka Chase i Murray nie szczędzili sobie drobnych złośliwości, a kulminacja nastąpiła kilka minut przed samym nagraniem. Chase porównał wtedy pokrytą bliznami po trądziku twarz Murraya do powierzchni Księżyca, a ten drugi odpłacił się stwierdzeniem, że Chase nie potrafi zaspokoić żony w łóżku. Gdy ekipa programu zaczęła rozdzielać tę dwójkę, wściekły Murray sięgnął po argument ostateczny i skwitował Chase'a, krzycząc: „Średniotalencie!

Dzwońcie po „Wykidajłę”



Najlepszy przyjaciel Murraya - Mitch Glazer - nigdy nie wie, kiedy zadzwoni telefon, a w słuchawce odezwie się Murray i powie: „Cześć, Kelly właśnie uprawia seks z Patrickiem Swayze”. Glazer jest mężem Kelly Lynch - aktorki, z którą Swayze kocha się oparty o ścianę w filmie „Wykidajło”. Glazer powiedział w wywiadzie, że Murray nie odpuści sobie okazji do zadzwonienia, gdy tylko natknie się na wspomnianą scenę. Jeśli sam nie może, to dzwoni któryś z jego braci. „Za dziesiątym razem przestało mnie to bawić”, mówi Glazer.

Bejsbolowy „Dyrektor rozrywki”



Jako zagorzały fan sportu, Murray jest współwłaścicielem kilku klubów bejsbolowych z niższych lig. Oprócz tego w jednym z nich pełni funkcję Dyrektora Rozrywki, którą traktuje z należytą powagą. Jeden z pracowników tak wspomina pierwsze spotkanie ze swoim nowym szefem: „Wchodzi do pokoju i pyta, o co chodzi z oświetleniem, po czym oznajmia, że trzeba będzie nadać mu nieco różowości - dla złagodzenia atmosfery. I wychodzi”. Gdy jeden z meczów został przerwany przez opady deszczu, ludzie zgromadzeni na trybunach mogli oglądać Murraya biegającego i ślizgającego się na brzuchu po płachcie przykrywającej murawę boiska.

Głuchoniemy asystent



W trakcie kręcenia „Dnia świstaka” Murray rozwodził się z pierwszą żoną. Wydawał się wtedy jeszcze bardziej zbzikowany niż zazwyczaj, znikał na długie godziny. W celu nawiązania jakiejkolwiek komunikacji z aktorem, studio filmowe oraz reżyser Harold Ramis poprosili Murraya, by postarał się o osobistego asystenta. Co zrobił Murray? Zatrudnił głuchoniemego, porozumiewającego się tylko w języku, którego ani Murray, ani nikt inny z ekipy filmowej nie znał - migowym. Aktor miał zapewnić reżysera, że nauczy się migowego jak najszybciej, jednak po kilku tygodniach poddał się. „Tak się nie da rozmawiać. Lepiej w ogóle tego nie robić”, mówi Ramis.

Oglądany: 179895x | Komentarzy: 15 | Okejek: 617 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało