Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Charles Waterton - przyrodnik, który zirytował papieża

139 806  
548   28  
Rzym. Rok 1817. Zgromadzeni na Placu Świętego Piotra mieszkańcy Watykanu z przerażeniem obserwują mężczyznę, który z wielkim poświęceniem wspina się na dach rzymskiej bazyliki. Szaleniec dostaje się na sam czubek spadzistej kopuły i niczym dumny alpinista zostawia na szczycie pamiątkę po swojej wizycie. W tym wypadku są to rękawiczki misternie zatknięte na piorunochronie. Mało kto wie, że dzielny wspinacz to Charles Waterton - słynny angielski, podróżnik, przyrodnik i ekscentryczny taksydermista.


Waterton od zawsze miał pociąg do przygód i niebezpiecznych eskapad. Podczas swej nauki w jezuickim koledżu zasłynął, nie tylko wśród swych rówieśników, jako wariat imający się najdziwniejszych „robót”. Znany był z tego, że z wielką pasją uganiał się za szczurami i wykradał ptakom jajka z gniazd. Raz został złapany przez duchownego nauczyciela na próbie zdobycia szczytu wieży znajdującej się koło szkoły.
Pociąg do pompujących adrenalinę szaleństw przydał się Watertonowi w jego późniejszej, naukowej pracy. Od 1804 roku czterokrotnie odwiedził położoną w Ameryce Południowej Gujanę. Tropikalne lasy Nowego Lądu badacz przemierzał niczym nasz Wojciech Cejrowski - na bosaka. Żeby nieco utrudnić sobie eskapady, przyrodnik wybierał zawsze porę deszczową. Wynikiem jego podróży była książka, która osiągnęła status kultowej wśród nastoletnich uczniów angielskich szkół przyrodniczych. Jego wielkim fanem był m.in. gołowąs Charlie Darwin.
Waterton, jako doskonały taksydermista, przywoził ze swych ekspedycji coraz to nowe wypchane okazy południowoamerykańskich przedstawicieli fauny. Przyrodnik nie byłby jednak sobą, gdyby nie wykorzystał swego talentu do wciskania kitu zafascynowanym egzotycznymi podróżami Europejczykom. I tak też z jednej ze swych eskapad Waterton przywiózł do Anglii ciekawe, nieznane wcześniej nauce, wypchane zwierzę. Był to humanoid, którego podróżnik ochrzcił mianem „Nondescript”. Niepokojące było jednak to, że fizjonomia tego zwierza była nieprawdopodobnie podobna do twarzy angielskiego sekretarza skarbu - J.R. Lushingtona, którego prywatnie Waterton szczerze nienawidził.



Sporo osób nabrało się na ten żart - odezwały się nawet głosy krytyki. Wielu uznało, „Nondescripta” za przedstawiciela nieznanej ludzkiej rasy i zarzucało badaczowi morderstwo jednego z przedstawicieli plemion południowoamerykańskich


Jak mocno wierzący katolik, badacz zaprezentował światu swoją wizję niemieckiego reformatora - Marcina Lutra. Zgodnie z watertonową interpretacją, słynny protestant wyglądał niczym rogaty orangutan.
Stworzył też cały poczet wielkich protestanckich przedstawicieli w formie jaszczurek w dziwacznych pozach.
Zresztą gorliwy katolicyzm wcale nie przysporzył przyrodnikowi zwolenników wśród naukowej, angielskiej śmietanki. Charles zwykł używać drewnianego klocka zamiast poduszki, przechadzać się boso po parku i czytać łacińską poezję siedząc na najwyższej gałęzi jednego z parkowych drzew.




Innymi dziełami taksydermisty były np. wiewiórcze bliźniaki syjamskie, zające z porożem i skrzydlate małpy.


W 1820 roku w rodzinnym Walton Hall Waterton ogrodził swoje tereny trzymetrowym murem, za którym stworzył naturalny rezerwat. Przez wielu jest z tego powodu uznawany za pierwszego europejskiego ekologa. Zasłużył na to miano również jako twórca pierwszego... karmnika dla ptaków. Waterton znany był również jako zaciekły przeciwnik zatruwania środowiska przez odpady produkcyjne. Bardzo zdenerwował się, kiedy w sąsiedztwie jego rezerwatu postawiono fabrykę mydła, z której toksyczne nieczystości regularnie zatruwały pobliskie drzewa. Przyrodnik walkę sądową wygrał i zakład musiał zostać przeniesiony. Innym osiągnięciem podróżnika było przywiezienie na Stary Kontynent kurary - substancji wytwarzanej z kory jednego z południowoamerykańskich drzew. Kurara znalazła swoje zastosowanie w anestezjologii.
Waterton chętnie przyjmował w swoich progach gości z całego świata, którzy nie zawsze wiedzieli, że gospodarz nie tylko jest cenionym badaczem, ale także wyjątkowym dziwakiem. Podczas uroczystych obiadów, przyrodnik zakradał się pod stół i ujadając, boleśnie kąsał zaproszonych w łydki.
Udało mu się natomiast, pomimo irytujących dziwactw, znaleźć miłość swojego życia. Mając 47 lat, Waterton poślubił siedemnastoletnią Anne Edmonstone, która była córką szkockiego arystokraty i Indianki z plemienia Arawak.
Ekscentryczny badacz miał też sporą wiedzę z zakresu medycyny - uważał, że najlepszym lekarstwem na większość chorób jest upuszczanie krwi. Przyrodnik miał w zwyczaju obficie wykrwawiać się za każdym razem, gdy padł ofiarą jakiegoś choróbska.
Dbał też o formę i tężyznę fizyczną. W ramach ćwiczeń, taksydermista zwykł wspinać się na dach swojej rezydencji, a następnie usiłował sfrunąć z niej niczym zdrowa sójka. Niestety, nigdy nie udało mu się oszukać grawitacji i za każdym razem swobodne opadanie kończyło się dramatycznym gruchnięciem o niegościnną ziemię. Po jednym z takich upadków Waterton złamał sobie kilka żeber i poważnie uszkodził wątrobę. Na tyle poważnie, że biedak wyzionął ducha. Jego ciało pochowane zostało w pobliżu miejsca niefortunnego trzaśnięcia o glebę.


Wracając do "watykańskiego incydentu" - mimo że rękawiczki zatknięte na papieskim piorunochronie prezentowały się całkiem ładnie, Pius VII nie docenił starań Watertona. Badacz musiał więc zakasać rękawy i ponownie wspiąć się na czubek bazyliki, aby własnoręcznie je stamtąd usunąć.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 139806x | Komentarzy: 28 | Okejek: 548 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało