Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Niesamowite historie pechowców, którzy mieli trochę szczęścia

285 599  
1641   49  
Jeżeli uważasz, że to właśnie TY jesteś największym pechowcem w historii świata, przyjrzyj się bliżej losom tych ośmiu bohaterów. Co powiesz teraz?

#1. Jason i Jenny Cairns-Lawrence

Kliknij i zobacz więcej!



Nie tylko mieszkańcy Nowego Jorku dotkliwie odczuli atak terrorystyczny 11 września 2001 roku, gdy dwie wieże World Trade Center zawaliły się jak domki z kart. W "Wielkim Jabłku" byli również turyści z całego świata i ich także dotknęła ta trauma. Wśród pokrzywdzonych znaleźli się m. in. Jason i Jenny Cairns-Lawrence, para, która wówczas w NJ spędzała urocze i relaksujące wakacje. Ale, hej... coś takiego może się przytrafić raz w życiu...

Kliknij i zobacz więcej!

Hmmm... no może nie raz w życiu... Cztery lata później 7 lipca 2005 roku para spędzała wakacje w Londynie, podczas gdy seria wybuchów bombowych w metrze pozbawiła życia 52 osoby. Właściwie już w tamtym momencie mogli się poczuć przeklęci, bo jakie są szanse znaleźć się w dwa razy w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwym czasie...?

Kliknij i zobacz więcej!

Ale to nie koniec... Trzy lata później para zdecydowała się pojechać do uroczego i kolorowego Bombaju. Tam mieli okazję być świadkami jednego z najbardziej krwawych aktów terroru w tym kraju. Setki mieszkańców zostało zabitych lub rannych w wyniku ataków bombowych i strzelanin.

Jason i Jenny nie zrezygnowali z tych wakacji. To coś w stylu "Europejskich Wakacji" z Clarkiem Griswoldem, który w pewnym momencie krzyczy: "Nie! Nie tym, &*(*& razem! Pojechaliśmy na te pie*rzone wakacje i będziemy się nimi cieszyć!"

Kliknij i zobacz więcej!

#2. Violet Jessop

Kliknij i zobacz więcej!

Konserwatywni kapitanowie pojazdów pływających nie lubią, gdy na pokładzie ich statku przebywa kobieta. Podobno przynosi to pecha, gdyż białogłowy potrafią rozgniewać morze, a ono nie przebacza. Z drugiej strony, przesądni wierzą też, że naga kobieta na pokładzie jest w stanie uspokoić najgorszy nawet sztorm. Gdyby tylko niejaka panna Violet Jessop zdecydowała się pokazać co nieco w 1912 roku, to być może dziś Leonardo DiCaprio i Kate Winslet  grywaliby tylko drugo- i trzecioplanowe role.

Kliknij i zobacz więcej!

Ta niesamowita historia nie zaczyna się jednakże na "Titanicu", ale na jego siostrzanym statku "Olympic". W 1911 roku Jessop pracowała jako stewardessa na pokładzie luksusowego liniowca, gdzie serwowała drinki mężczyznom z krzaczastymi wąsami, którzy umilali sobie czas paląc cygara i podszczypując kelnerki...

20 września 1911 roku Olympic zderzył się z brytyjskim krążownikiem HMS "Hawke". Szczęśliwie, w wyniku tego nieszczęśliwego wypadku nikt z pasażerów ani z członków załogi nie ucierpiał, więc i panna Violet nie zaprzestała pracy na morzu. Tylko ze względów bezpieczeństwa postanowiła przesiąść się na dużo większy, bezpieczniejszy statek - "Titanic".

Kliknij i zobacz więcej!

Niestety, nie dość, że zły los dalej prześladował naszą bohaterkę, to prześladował także byłego kapitana Olympica, Edwarda J. Smitha, który stanął za sterami "Niezatapialnego". Potem już było tylko gorzej, burta, góra lodowa, zresztą, widzieliście film... Jak do tej pory można by całą winę przypisać nieudolnemu kapitanowi, który rozpierniczył dwa luksusowe liniowce. Trzeciej szansy nie dostał...

Ale to wciąż nie koniec emocji...

Panna Jessop, jako kobieta, w dodatku ładna i nie z trzeciej klasy, ocalała z tej katastrofy na jednej z szalup ratunkowych.

Kliknij i zobacz więcej!

Potem nadszedł rok 1916, środek I wojny światowej. Jessop pracowała wówczas jako pielęgniarka na pokładzie HMHS "Britannic". Spokojnie na wodach Morza Egejskiego wówczas nie było, czego doświadczyli wszyscy pasażerowie statku szpitalnego Jej Królewskiej Mości, gdy 21 listopada 1916 roku "Britannic" wpłynął na minę. Tym razem panna Jessop została zmuszona do wskoczenia do wody, ale i po raz trzeci szczęście się do niej uśmiechnęło i dobry los znów pozwolił jej postawić stopę na suchym lądzie.

Violet Jessop zmarła na niewydolność serca 5 maja 1971 roku. Została pochowana na morzu.

#3. Robert Todd Lincoln

Kliknij i zobacz więcej!

Jeżeli jesteś synem człowieka, który zniósł niewolnictwo, był autorem jednych z najbardziej znanych w historii przemówień i przeprowadził swój kraj przez trudy i znoje Wojny Secesyjnej, to naprawdę bardzo musisz się postarać, aby mu dorównać.

Oto Robert Todd Lincoln, syn Abraham Lincolna, 16. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który nic specjalnego dla swego kraju nie zwojował, ale za to historia wyznaczyła mu ironiczną rolę "Ponurego Żniwiarza" kilku prezydentów USA.

Kliknij i zobacz więcej!

Robert Todd miał 21 lat, kiedy jego ojciec został zastrzelony w teatrze przez Johna Wilkesa Bootha. Robert postanowił kontynuować dzieło ojca i zaczął się bawić w politykę już na własną rękę. Został nawet ministrem ds. działań wojennych za rządów Jamesa Garfielda. W 1881 roku, zaledwie 4 miesiące po tym jak Lincoln jr dostał posadę w ministerstwie, sam prezydent zaprosił go na krótki wypad do New Jersey. Dżentelmeni nie zdążyli nawet postawić nogi w wagonie pociągu, gdy niespełniony prawnik Charles J. Guiteau, oddał strzał w kierunku urzędującego prezydenta. James Garfield zmarł w wyniku infekcji i krwotoku wewnętrznego 19 września 1881 roku. 

Śmierć ucięła sobie 20-letnie wakacje, po czym znów odnalazła Roberta Lincolna, tym razem w Buffalo w stanie Nowy Jork, gdzie przebywał na zaproszenie nowo wybranego prezydenta USA - Williama McKinleya.

Kliknij i zobacz więcej!

Podczas spotkania na Wystawie Panamerykańskiej McKinley został dwukrotnie postrzelony przez anarchistę Leona Czołgosza i zmarł osiem dni później, 14 września 1901 roku, w wyniku komplikacji pooperacyjnych przy próbie usunięcia kuli.

Od tej pory Robert Todd Lincoln konsekwentnie unikał jakichkolwiek spotkań z prezydentami tłumacząc to: "... jest pewna fatalna zbieżność między urzędem prezydenta Stanów Zjednoczonych a moją osobą", co w sumie można było zrozumieć jako: "Odpier*olcie się w końcu! Jak ja przyjdę, to Ty zginiesz!"

#4. Ann Hodges

Kliknij i zobacz więcej!

30 listopada 1954 roku, Ann Hodges drzemała sobie spokojnie na swojej kanapie. Tymczasem, o czym pani domu nie miała zielonego pojęcia, po niebie szybował meteoryt, a właściwie trzy jego fragmenty, gdyż rozpadł się on po drodze. Jeden z odłamków, pędząc w kierunku ziemi, uderzył w dach domu państwa Hodges i trafił śpiącą w biodro.
 
Kliknij i zobacz więcej!

Zdarza się, nieprawdaż?

Ano właśnie, nie. Pani Hodges to jedyna osoba na ziemi, która została uderzona meteorytem, co więcej, to jedyna osoba na świecie, która została trafiona czymkolwiek spoza ziemskiej atmosfery.

Tak czy owak, w mieszkaniu państwa Hodges znajdował się sporej wagi, i wartości, kawałek meteorytu. Chrapkę na niego zaczęło sobie robić wiele osób i instytucji. Oprócz domowników byli to m.in. właściciel domu, który za sprzedany meteoryt chciał naprawić zniszczony dach oraz Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych, które hołdują zasadzie, że wszystko co spadnie z nieba na teren USA, należy właśnie do nich.

Kliknij i zobacz więcej!

Batalie sądowe ciągnęły się kilka lat, co odbiło się niekorzystnie przede wszystkim na zdrowiu pani Hodges. Koniec końców postanowiła ona oddać "kłopotliwy kawałek kamienia" do Muzeum Narodowej Historii w Alabamie.

#5. Roy Sullivan


Kliknij i zobacz więcej!

Statystycznie szansa na zostanie trafionym piorunem wynosi około 1:3000. Idąc tym tropem, prawdopodobieństwo, że piorun uderzy w konkretną osobę 7 razy wynosi około jednego do 2,2 kwadryliona, czyli obrazowo ujmując
1:22 000 000 000 000 000 000 000 000.

Ale, jak stwierdził Jim Carey w "Głupi i głupszy": "Więc mówisz mi, że jest szansa!!?"

Szansę tę "wykorzystał" Roy Sullivan, strażnik leśny z Parku Narodowego Shenandoah w stanie Virginia (USA). Naukowcy twierdzą co prawda, że to specyfika pracy w otwartym terenie przyczyniła się do tego, ale fakt faktem, pana Sullivana w ciągu jego przeszło 70-letniego życia piorun trafił siedem razy!

Kliknij i zobacz więcej!


Po raz pierwszy kontakt z wyładowaniem atmosferycznym nastąpił w 1942 roku na wieży obserwacyjnej. Kolejne doświadczenia Roy Sullivan zebrał podczas łowienia ryb, rozwieszania prania, wędrując po górach czy wewnątrz budki strażniczej. No, jak już piorun zaczyna Cię szukać w środku budynku, można się poważnie zacząć zastanawiać, czy nie ciąży nad Tobą jakaś klątwa...

Kliknij i zobacz więcej!

Roy Sullivan został trafiony piorunem 7 razy, ale przeżył szczęśliwie wszystkie te uderzenia. Odebrał sobie życie w wieku 71 lat. Nie dał piorunowi następnej szansy...

#6. Jeanne Rogers

Kliknij i zobacz więcej!

Życie Jeanne Rogers wcale nie przypomina wesołego serialu komediowego, raczej komediodramat z wielką dozą ironii. Ta kobieta przeszła w życiu wszystko. Została napadnięta, strzelano do niej, jej były mąż próbował ją udusić, wpadła do kanału, nietoperz wczepił jej się we włosy, została dwa razy porażona piorunem, a mimo to wciąż nie straciła poczucia humoru i radości z życia.

Kliknij i zobacz więcej!

Najdziwniejsza i chyba najbardziej upokarzająca przygoda miała miejsce, gdy spacerowała sobie z synkiem, który nagle podnosząc palec krzyknął: "Spójrz, mamo, jaki fajny ptaszek!". Fajny ptaszek vel paskudny nietoperz wczepił się pani Rogers we włosy i ta za cholerę nie mogła się go pozbyć. Dobijała się do drzwi obcych ludzi mając nadzieję, że jakiś rozsądny mężczyzna uwolni ją od małego upiora, ale, o przekorny losie, drzwi za każdym razem otwierała kobieta, która na widok nietoperza we włosach innej, zaczynała po prostu krzyczeć i piszczeć. To z kolei przerażało niedoszłego Batmana i coraz to mocniej drapał skórę na głowie pani Rogers, a i nie omieszkał również na nią nasikać. Dopiero pewnemu miłemu i sympatycznemu weterynarzowi udało się dosłownie "wykurzyć" intruza.

Kliknij i zobacz więcej!

"Ludzie dziwią się, że omijam na kilometr otwarte włazy do kanałów, nigdy też nie przechodzę pod drabiną. Śmierć mnie nie przeraża, to życie sprawia, że sram w portki ze strachu..." twierdzi Jeanne Rogers.
 

#7. Tsutomu Yamaguchi

Kliknij i zobacz więcej!

Urodzony w 1916 roku Tsutomu Yamaguchi przebywał 6 sierpnia 1945 roku z wizytą handlową w Hiroszimie. Gdy wychodził z tramwaju, powietrze rozdarł potężny huk. To eksplodowała bomba atomowa, zrzucona z amerykańskiego bombowca Enola Gay, zaledwie dwie mile od miejsca, gdzie stał pan Yamaguchi. Ogłuszony i na wpół ślepy Japończyk zdołał jednak wydostać się z tego piekła i doczołgać do najbliższego schronu przeciwbombowego, gdzie spędził noc. Nazajutrz doszedł do słusznego wniosku, że w Hiroszimie raczej nici z interesów, więc wrócił do domu...

Kliknij i zobacz więcej!

...do Nagasaki.

Dwa dni później, około godziny 9:15, pan Yamaguchi przebywał w biurze swojego przełożonego, opowiadając o swych przeżyciach w Hiroszimie i wyjaśniając, dlaczego nie ma sensu chwilowo sprzedawać aut w mieście, które dosłownie całe stoi w ogniu. Chwilę później jego uszu dobiegł złowieszczy dźwięk, który słyszał już wcześniej i który zwiastował wielką tragedię, tym razem dla Nagasaki.

Kliknij i zobacz więcej!
 
Tsutomu Yamaguchi nie tylko przeżył obydwie detonacje bomby atomowej, ale i dożył późnej starości. Zmarł 4 stycznia 2010 roku, w wieku 94 lat, na nowotwór żołądka.


Oglądany: 285599x | Komentarzy: 49 | Okejek: 1641 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało